Gamescom 2026 - graliśmy w "Clive Barker's Hellraiser: Revival". Trochę jak Resident Evil na sterydach
Aidan i jego dziewczyna, Sunny, lubili bawić się na ostro. Ból, krew, twarde narkotyki, to był ich chleb powszedni. Kiedy przypadkiem przywołują demonicznych Cenobitów za pomocą kostki LaMarchanda, dziewczyna idzie z nimi, a jej chłopak postanawia ruszyć jej na ratunek.
Specyficzną cechą grania w gry w czasie targów jest sposób w jaki się z nimi zapoznajemy. Czas na granie jest mocno ograniczony, więc twórcy przygotowują specjalne wersje demo, które natychmiast zabierają gracza do ciekawszych momentów gry, ponieważ początek to zwykle tutoriale, sama fabuła i tak dalej. Wiąże się z tym, niestety, potencjalny problem, tak jak w przypadku dzisiejszego testu "Hellraisera". Jeśli testujemy grę na 10 godzin (ponoć tyle właśnie ma zajmować ukończenie nowej gry Saber Interactive), a deweloper wrzuca nas w szóstą czy siódmą godzinę, nie dostajemy czasu ani miejsca na przyzwyczajenie się do jej mechanik, zostajemy wrzuceni na głęboką wodę - a przecież gry mają w zwyczaju stawać się trudniejsze bliżej końca.
Na szczęście, w przypadku "Hellraiser: Revival", mamy do czynienia z tytułem bardzo mocno wzorowanym grami takimi jak ostatnie odsłony "Resident Evil" (te z pierwszej osoby) czy - do pewnego stopnia - "Silent Hills P.T." , więc każdy dzisiejszy gracz powinien być w stanie poradzić sobie z rozgrywką. Jasne, było niełatwo i przez większość czasu nie miałem pojęcia co się właściwie dzieje, ale już teraz mogę ci napisać, że to zdecydowanie jedna z tych gier, w którą każdy (DOROSŁY!) fan horrorów powinien zagrać.
Nasze demo rozpoczyna się w oślizgłym, pełnym skór, przepychu i seksualnych zabawek klubie. To jedno z tych miejsc, w których zawsze panuje delikatny półmrok i pod żadnym pozorem nie chcesz niczego dotykać, bo diabli wiedzą, co na tym wcześniej leżało, co się z tym działo. Po krótkim przejściu się kilkoma korytarzami, trafiamy na rozmawiających ze sobą członków fanatycznego, Szkarłatnego Kościoła. Wyjmujemy więc zza pazuchy wielgachną maczetę i... bydlaki zaczynają do nas strzelać! Jak?! Przecież mają na sobie głównie majtki, skórzane maski i kneble. No nic, ja w takim razie również wyciągam zza pazuchy gnata, przymierzam w głowę (z niezłym auto-aimem nawet na normalnym poziomie trudności) i... eksplozja krwi i mózgowia. Bardzo satysfakcjonujące.
Gamescom 2026 - graliśmy w "Clive Barker's Hellraiser: Revival". Znane patenty podlane sosem BDSM
Posprzątawszy pozostawione przez przeciwników przedmioty, zaczynamy rozglądać się za czymś interesującym. Jakaś notatka tu, tajne pomieszczenie z monitoringiem „prywatnych” pokoi tam, jakieś szafki, a w jednej z nich... gigantyczny, na oko przynajmniej dwudziestokilogramowy klucz. I nie wiem, czy to był jakiś glitch, czy specjalnie go tak powiększyli, żeby bardziej rzucał się w oczy, czy naprawdę mam wierzyć, że tak wyglądają w tym budynku klucze do najzwyczajniejszych w świecie drzwi, ale wyglądało to absolutnie komicznie. Na szczęście szybko wracamy na właściwe tory i po kilku minutach dalszej eksploracji trafiamy do dziwnego pomieszczenia, znajdującego się gdzieś na granicy prawdziwego świata i chorych wizji Cedobitów, a już chwilę później trafiamy do Labiryntu. Najpierw trzeba rozwiązać lekką zagadkę środowiskową, unikając przy tym zostania przeciętym w pół przez wychylające się co jakiś czas ze ściany ostrza, po czym trafiamy do zapętlającego się korytarza, jak żywo wyciągniętego ze wspomnianego wyżej „P.T.”, na końcu którego czeka nas obraz tak hardkorowy, przerażający i odpychający, że nie mam pytań. Koniec dema.
Zarządzanie ekwipunkiem to wypisz, wymaluj Resi4 i jego następcy – dostajemy „walizkę” podzieloną na kwadraty, każdy przedmiot zajmuje określoną ilość miejsca i możemy je sobie przestawiać tak, aby zmieścić więcej rzeczy. Podczas swojej sesji miałem do dyspozycji pistolet, strzelbę, a później również jeszcze dwa, małe pistolety maszynowe w typie uzi. Z każdej broni strzela się odrobinę inaczej i raczej przyjemnie, choć miałem wrażenie, że celownik trochę do przesady trzyma się przeciwnika, nawet kiedy walimy w niego całą serię z automatu. Możemy też tworzyć przedmioty, sprawdzać wcześniej zebrane notatki i generalnie robić wszystko to, na co pozwala nam flagowa seria Capcomu.
Po drodze natknąłem się również na kilka zagadek. Żadna z nich nie była jakoś przesadnie wymagająca (choć jeden kolega przez dobrych kilka minut nie mógł ruszyć dalej, bo nie mógł znaleźć ukrytego w szafce klucza), ale na pewno cieszy ich spora różnorodność. Szukamy przedmiotów, notatek z kluczowymi informacjami, zdjęć z kodami, w innym świecie manipulujemy otoczeniem za pomocą kostki LaMarchanda, w zapętlonym korytarzu wchodzimy w interakcję z przedmiotami w odpowiedniej kolejności. Gra zdecydowanie nie pozwala się zbyt długo nudzić, raz za razem podrzucając nowe sposoby prowadzenia rozgrywki. Pytanie, czy uda się utrzymać tę różnorodność przez całych dziesięć godzin?
„Clive Baker's Hellraiser: Revival” to ewidentnie gra stworzona przez fanów serii – zwłaszcza jej klasycznych odsłon. Deweloper nie szczypie się z tym, co wypada, a czego nie wypada pokazywać, korzysta z dobrodziejstw filmowego lore (podczas naszego dema mogliśmy przez chwilę obcować z Butterballem w tych jego komicznych okularach przeciwsłonecznych (czy tam goglach do spawania), a ponoć w roli Pinheada wraca sam Doug Bradley. Zdecydowanie nie będzie to gra dla każdego, ponieważ poziom zepsucia i obrzydliwości może dać się niektórym we znaki, ale entuzjaści klasycznych filmów Barkera powinni już teraz zaznaczyć sobie w kalendarzu datę 08.10.2026.
P.S. Z kostki można korzystać również w trakcie walki, ale przyznaję bez bicia, że nie zrobiłem tego ani razu (zapomniałem o tej opcji), więc nie mogę nic więcej na ten temat napisać.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych