Ubisoft wstaje z kolan. Nareszcie, bo bez nich to nie to samo...
Gdyby jeszcze kilka lat temu ktoś zaryzykował stwierdzenie, że francuski gigant zdoła uciec spod gilotyny branżowego sceptycyzmu, większość graczy zbyłaby to pobłażliwym uśmiechem.
Firma, która przez długi czas stała się synonimem bezpiecznych, powtarzalnych schematów i taśmowej produkcji otwartych światów, wyraźnie potrzebowała głębokiego wstrząsu. Dzisiaj jednak, patrząc na najnowsze ruchy wydawnicze oraz plany korporacji z Montreuil, trudno oprzeć się wrażeniu, że ten wstrząs w końcu nastąpił.
Jesteśmy świeżo po premierze, która dla wielu fanów klasycznego grania była niczym powrót do najwspanialszych wspomnień z dzieciństwa. Assassin’s Creed Black Flag Resynced okazał się strzałem w dziesiątkę, udowadniając, że dobre rzemiosło i szacunek do materiału źródłowego potrafią zdziałać cuda. Odświeżona, piracka przygoda na Karaibach nie tylko zachwyciła oprawą, ale też przypomniała branży, za co w ogóle pokochaliśmy tę francuską sagę o skrytobójcach.
Zanim jednak Ubisoft ruszy z kopyta ze swoimi najcięższymi działami, czeka nas niezwykle interesujący przystanek. Na październik zapowiedziano bowiem Rayman Untold - projekt intrygujący, który ma szansę przywrócić blask jednej z najbardziej zakurzonych, a zarazem ukochanych maskotek w historii platformówek. Zapowiedź ta wywołała spore poruszenie, dając nadzieję na powrót do korzeni czystej, niczym nieskrępowanej i pomysłowej zabawy w 2,5D.
Cisza przed burzą
Po tej październikowej premierze francuski wydawca da nam chwilę oddechu. Będzie to moment na przetrawienie ostatnich nowości, wyczyszczenie map i zebranie sił przez deweloperów. Ta chwila przerwy wydaje się jednak celowym, strategicznym zabiegiem - ciszą przed prawdziwą burzą, po której firma ma zamiar ruszyć z kopyta i zdominować rynek na kolejne lata.
Dla mnie osobiście absolutnym numerem jeden w tym gigantycznym portfolio, projektem, na który czekam z autentycznymi wypiekami na twarzy, jest Assassin’s Creed Hexe. Ta odsłona ma szansę stać się czymś absolutnie wyjątkowym i bezprecedensowym w historii całego uniwersum. Ubisoft w końcu odważył się porzucić bezpieczne, historyczne piaskownice na rzecz czegoś znacznie bardziej odważnego.
Hexe zaprowadzi nas prosto do XVI-wiecznych Niemiec, w sam środek społecznej histerii, religijnego fanatyzmu i brutalnych, przerażających polowań na czarownice. Święte Cesarstwo Rzymskie z tamtego okresu to sceneria idealna dla opowieści z pogranicza thrillera i horroru. To tło historyczne wręcz ocieka ciężkim, duszny klimatem paranoi, gdzie wróg nie zawsze nosi zbroję, a zdrada czai się za każdym rogiem.
Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z najmroczniejszą, najbardziej gęstą i przesiąkniętą okultyzmem odsłoną serii. Jeśli twórcy pójdą na całość i zamienią słoneczną ekspozycję na ponure, mgliste lasy Europy Środkowej, dostaniemy grę, o jakiej fani marzyli od lat. To może być kapitalne rozwinięcie formuły, w której skradanie zyskuje zupełnie nowy, psychologiczny wymiar.
Gdyby jednak historyczne intrygi i czarna magia komuś nie wystarczały, Ubisoft nie zapomina o miłośnikach nowoczesnego, militarnego rzemiosła. Francuzi szykują potężne uderzenie w segmencie strzelanek, które ma nastąpić w 2027 roku. Wtedy to na rynek trafią dwie niezwykle mocne marki, które od lat stanowią fundamenty zysków korporacji.
Będzie bardzo strzelankowo
Mowa oczywiście o nowym Far Cry oraz kolejnej odsłonie Ghost Recon. O ile ten pierwszy zapewne tradycyjnie zaoferuje nam charyzmatycznego, szalonego antagonistę oraz otwarty świat pełen wybuchowych, sandboksowych możliwości (mówi się też o extraction shooterze, ale oby te plotki się nie sprawdziły!), o tyle wobec Ducha z serii Ghost Recon oczekiwania są zupełnie inne. Fani od dłuższego czasu głośno domagają się powrotu do korzeni.
Nowy Ghost Recon ma doskonałą szansę, by znowu stać się bezwzględnym, taktycznym shooterem o wysokim poziomie realizmu. Porzucenie nielubianych elementów looter-shootera na rzecz surowego planowania misji i cichej eliminacji w zespole mogłoby przywrócić tej marce należny jej tron. Rok 2027 zapowiada się pod tym względem niezwykle ekscytująco.
Jakby tego wszystkiego było mało, Ubisoft sięga po swoje najgłębsze, najbardziej legendarne rezerwy, grając na najczulszych strunach nostalgii. Na horyzoncie majaczy bowiem pełnoprawny remake Splinter Cell. Sam Fisher, ikona skradanek z przełomu wieków, w końcu powróci w oprawie dostosowanej do współczesnych standardów, na co wielu z nas straciło już jakąkolwiek nadzieję.
Jednak obok powrotu gogli noktowizyjnych Fishera, to zapowiedź The Division 3 budzi we mnie szczególne, niemal dziecięce pokłady ekscytacji i intrygi. Ta konkretna seria od Massive Entertainment zawsze miała w sobie coś magnetycznego. Dwie pierwsze części były pod wieloma względami produkcjami po prostu zjawiskowymi.
Trudno zapomnieć wrażenie, jakie robił opustoszały, zniszczony przez pandemię Nowy Jork w pierwszej odsłonie. Miasto zakopane w poświątecznym śniegu, pełne porzuconych samochodów i unoszącego się pary z miejskich kanałów, miało klimat, którego nie dało się podrobić. Massive Entertainment stworzyło wtedy jeden z najbardziej sugestywnych światów w historii gier wideo.
Druga część, choć przeniosła akcję w duszne, upalne lato w Waszyngtonie, utrzymała ten niesamowity poziom projektowania lokacji. Architektura upadającego centrum amerykańskiej władzy, zarastającego dziką roślinnością, potrafiła zachwycić na każdym kroku. Seria The Division od zawsze broniła się kapitalną, ponurą atmosferą i niesamowitą dbałością o detale środowiskowe.
Dlatego The Division 3 jawi się jako projekt o gigantycznym potencjale. Powrót do tego uniwersum z wykorzystaniem najnowszych osiągnięć technologicznych i ulepszonego silnika graficznego Snowdrop może przynieść nam sieciowego looter-shootera idealnego. O ile Massive Entertainment wyciągnie wnioski z przeszłości, możemy doczekać się absolutnego hitu.
Ubisoft przez lata błądził, szukając swojej tożsamości między bezdusznymi tabelkami w Excelu a próbami gonienia za chwilowymi, rynkowymi trendami. Porzucenie battle royali i zwolnienia osób, które są po prostu niepotrzebne do tworzenia wyjątkowych gier od graczy dla graczy, powinny przynieść francuskiemu zespołowi sporo korzyści.
Przeczytaj również
Komentarze (23)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych