"Co ja robię tu, co ty tutaj robisz?" Jeden z najciekawszych filmów science fiction ery VHS

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 12:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google

Końcówka lat 80’ w amerykańskim kinie obfitowała w produkcje, które na pierwszy rzut oka prezentowały się jako wręcz zbyt szalone, by mogły dostać zielone światło. Ostatecznie jednak stawały się ogromnymi hitami, choć głównie na rynku VHS. Tak było niewątpliwie w przypadku “Interkosmosu” Joe Dantego. Komedii science fiction, w której pewien krnąbrny pilot zostaje zmniejszony, a następnie wstrzyknięty w ciało kompletnie sobie obcego człowieka. 

W 1966 roku premierę w kinach miała “Fantastyczna podróż” Rolanda Fleischera. Film, którego akcja toczyła się w świecie przyszłości, gdy możliwa jest już miniaturyzacja do poziomu pojedynczego atomu. Grupa naukowców zostaje w nim zmniejszona, a następnie wstrzyknięta do organizmu pewnego generała, którego życiu zagraża zakrzep krwi w mózgu. Twórcy pierwszego scenariusza obrazu, Otto Klement i Jerome Bixby, myśleli o nim jako o materiale na najdroższy obraz science fiction w historii, który ostatecznie jednak nie okazał się aż tak kosztowny. Produkcja cieszyła się sporą popularnością, a na podstawie samego skryptu, zawierającego oczywiście pewne elementy zimnowojennej rywalizacji, powstała powieść, napisana przez samego Isaaca Asimova.

Dalsza część tekstu pod wideo

Dość niespodziewanie na pomysł wykorzystania bardzo podobnej idei wpadł scenarzysta pod koniec lat 80’. Chip Proser, ostatecznie uznany za współtwórcę właściwego skryptu, sam przyznawał jednak, że jego dzieło było pierwotnie klasyczną kalką filmu Rolanda Fleischera. Jego dziełem zainteresował się producent Warner Bros. Peter Guber, który bardzo szybko przedłożył projekt Joe Dantemu. Amerykański reżyser, mający już wtedy na koncie tak popularne filmy jak “Skowyt” a przede wszystkim “Gremliny rozrabiają”, bardzo szybko odrzucił jednak perspektywę realizowania filmu na podstawie tego scenariusza. Powrócił do niego dopiero za jakiś czas, gdy kompletnie zmienił on swój charakter.

Gruber uznał bowiem, że istotnie potrzebuje on zupełnie nowego podejścia i zlecił przepisanie go Jeffreyowi Boamowi, który potraktował materiał źródłowy jako podstawę szalonej komedii. Jak później wspominał, przyświecał mu wtedy pewien konkretny koncept -  w owym czasie zapewne zrozumiały dla większości widzów, którym dziś nie mówi zbyt wiele -  o tym, co by się stało gdyby Dean Martin znalazł się w ciele Jerry’ego Lewisa. Końcowy skrypt spotkał się z ogromnym zainteresowaniem wielu znakomitych nazwisk z branży. Wyreżyserowaniem go - prócz Dantego - byli ponoć zainteresowani John Carpenter i Richard Donner. Kluczowe dla rozwoju filmu okazało się jednak zaangażowanie Stevena Spielberga jako producenta wykonawczego, dzięki czemu obraz był zresztą realizowany przez Amblin Entertainment. Sam Boam wspominał, że to właśnie ono sprawiło, że przedstawiciele Warner Bros. poczuli, iż trzymają w garści potencjalny hit. 

Podróż w głąb ludzkiego ciała

Interkosmos
resize icon

Z racji tego, iż główny wątek scenariuszowy był tak bardzo odjechany, twórcy co rusz puszczali wodze wyobraźni. W pewnym momencie to już nie Dean Martin i Jerry Lewis, ale duet Arnold Schwarzenegger i Michael J. Fox byli typowani jako odtwórcy głównych ról w “Interkosmosie”. Producenci przedłożyli pomysł słynnemu Arniemu, który w owym czasie był zainteresowany kompletną zmianą ekranowego emploi i występami właśnie w komediach. Ostatecznie jednak uznał, że ta przedziwna mieszanina science fiction, sensacji z kinem akcji nie była do końca tym w czym chciałby wziąć udział i odmówił im. Joe Dante bardzo chciał współpracować z Tomem Hanksem, który był już jednak po słowie z twórcami “Dziennika sierżanta Fridaya”. Zainteresowany zagraniem w filmie był ponoć również Rick Moranis.

Znakomitym pomysłem Dantego mogło się okazać zakontraktowanie w roli Jacka Puttera samego Woody’ego Allena, który zapewne sprawdziłby się idealnie w roli neurotycznego mężczyzny, w którym zadomowił się niespodziewany gość. Allen dostał nawet scenariusz, który bardzo mu się spodobał, ale jednocześnie zobowiązał się już do realizacji kolejnych filmów dla Orion Pictures, więc również musiał podziękować Dantemu. Reżyser musiał więc pójść w zupełnie inną stronę, czego efektem było dogadanie się z duetem Martin Short -  Dennis Quaid. Pierwszy z nich był znany i popularny głównie za sprawą występów w SNL, więc znakomicie wpasował się w swoją rolę. Quaid zaś również sprawdzał się idealnie, grając krnąbrnych i mających problemy z przełożonymi indywidualistów.

Współpraca pomiędzy obu aktorami była bardzo nietypowa, biorąc pod uwagę specyfikę produkcji, w której główni bohaterowie właściwie nie spotykają się w tej samej scenie. Joe Dante znalazł jednak sposób na organizację pracy, celowo trzymając Quaida na planie podczas scen Shorta. Zamiast nagrywać kwestie wcześniej, Quaid siedział w specjalnej kabinie poza kadrem i wypowiadał swoje dialogi na żywo. Dzięki temu reakcje Shorta były naturalniejsze, a obaj mogli wzajemnie zmieniać tempo rozmów i improwizować. Dante podkreślał, że właśnie dlatego ich relacja na ekranie wydaje się tak spontaniczna. 

Short wspominał, że mimo obecności Quaida poza kadrem często miał wrażenie, jakby grał sam ze sobą. Aby zachować ciągłość przemiany Jacka – od nieśmiałego hipochondryka do coraz bardziej pewnego siebie człowieka pod wpływem Tucka – prowadził nawet w domu specjalny wykres emocjonalny swojej postaci. Quaid opowiadał, że między ujęciami obaj nieustannie się wygłupiali. Robili parodie znanych aktorów i improwizowane skecze dla ekipy. Quaid opowiadał, że Short potrafił nagle przejść w postać Eda Grimleya albo zacząć śpiewać w środku napiętej pracy nad efektami specjalnymi, czym rozładowywał atmosferę na planie. 

Rola w “Interkosmosie” była jedną z pierwszych ważniejszych kreacji Meg Ryan, która dopiero na planie tego filmu poznała Dennisa Quaida, w którym wkrótce się zakochała, a w 1991 roku  zostali małżeństwem. Rola Kowboja przypadła Robert Picardo, jednemu z ulubionych aktorów Joe Dantego. Reżyser często obsadzał go w swoich filmach (“Skowyt”, “Badacze kosmosu”, później “Gremliny 2” ). Picardo stworzył ekscentryczną, niemal kreskówkową postać, która mimo niewielkiej liczby scen zapadła widzom w pamięć. W filmie zagrało wielu stałych współpracowników Dantego. Dick Miller, Henry Gibson, Wendy Schaal i William Schallert należeli do grona aktorów regularnie pojawiających się w jego filmach. Był to charakterystyczny element stylu Dantego, który lubił tworzyć coś w rodzaju stałej trupy aktorskiej.

Wspomnieć należy również o znakomitych efektach specjalnych, nieprzypadkowo nagrodzonych Oscarem w 1988 roku. Był to zresztą jedyny przypadek, w którym film Joe Dantego zdobył najważniejszą statuetkę świata filmowego. Obraz powstawał w okresie przejściowym, kiedy dominowały jeszcze efekty praktyczne, ale zaczynały pojawiać się już pierwsze zaawansowane techniki cyfrowe. Choć film kojarzy się głównie z efektami praktycznymi, wykorzystano również komputer do stworzenia niektórych animacji monitorów, elementów interfejsów, przekształceń obrazu. Za efekty odpowiadało studio Industrial Light & Magic, które rok później stworzyło przełomowe efekty do “Otchłani” Jamesa Camerona. Najtrudniejszym zadaniem było przekonanie widza, że miniaturowy pojazd rzeczywiście porusza się wewnątrz ludzkiego organizmu. 

Większość statków, laboratoriów i urządzeń wykonano jako bardzo szczegółowe miniatury. Sam pojazd Proteus zbudowano w kilku skalach: od niewielkich modeli do dużych egzemplarzy używanych podczas zbliżeń. Operatorzy filmowali je przy użyciu kamer poruszających się niezwykle powoli po sterowanych komputerowo torach (motion control). Następnie materiał odtwarzano z normalną prędkością, dzięki czemu statek sprawiał wrażenie ciężkiego i realistycznego. Świata wewnątrz organizmu nie tworzono na podstawie atlasów anatomii. Reżyser Joe Dante chciał bowiem, by przypominał bardziej fantastyczny krajobraz niż dokument medyczny. Scenografowie budowali ogromne dekoracje naczyń krwionośnych, błon i tkanek z: lateksu, silikonu, pianek, kolorowych żywic, półprzezroczystych materiałów podświetlanych od tyłu. Efekt unoszenia się statku uzyskiwano często nie w komputerze, lecz filmując: wodę, glicerynę, dym, farby mieszające się w cieczach. Nic więc dziwnego, że widowisko do dziś robi duże wrażenie. 

Klapa w box office

Interkosmos
resize icon

Fakt, iż “Interkosmos” realizowano w firmie Stevena Spielberga sprawiał, że twórcy mieli duży komfort, nie tylko jeśli chodzi o wykorzystywanie najnowszych zdobywczy filmowej techniki, ale również tradycyjne poddawanie efektów swojej pracy ocenie producentów. Jak wiadomo, z dziejów realizacji wielu innych filmów, często skutkujące wymogiem poprawy tego czy innego elementu. Joe Dante wielokrotnie podkreślał, że film był tworzony we wręcz cieplarnianych warunkach, w których reżyser miał obok siebie znakomitego kolegę po fachu, którego mógł się poradzić w trudnych momentach.

Przedstawiciele Warner Bros. cały czas wierzyli, że efekt końcowy pracy zespołu pod wodzą Dantego okaże się olśniewający i początkowo wszystko wydawało się iść po ich myśli. Po pierwszym pokazie pełnej wersji w firmie panowało przekonanie, że film okaże się największym hitem roku; z tego powodu miano zresztą zrezygnować z szerokiej kampanii reklamowej, z którą od początku był jednak wielki problem. Reżyser wspominał w późniejszych wywiadach, że sam plakat był wręcz fatalny i co gorsza w najmniejszy sposób nie sugerował, że mamy w tym wypadku do czynienia z komedią. Ogromnym błędem okazał się również kiepski tytuł obrazu.

O dziwo tuż po premierze produkcję bardzo ciepło przywitali krytycy filmowi, od razu rozpoznając z jakim tytułem mamy do czynienia. Akcentowano zarówno niezwykłe połączenie gatunkowe, znakomitą sceniczną chemię pomiędzy Shortem, Quaidem i Meg Ryan, świetną reżyserię Dantego, jak również to, że twórcy nie traktują kompletnie absurdalnego pomysłu z przesadną powagą. Wszyscy niemal jednogłośnie twierdzili, że “Interkosmos” to idealna letnia produkcja czysto rozrywkowa, która powinna się spotkać z dużym zainteresowaniem ze strony widzów. Na niespodziewanie słabe wyniki sprzedaży biletów kinowych, prócz wspomnianej nieudanej reklamy, wpłynęła jednak także mocna konkurencja, choćby ze strony “Robocopa” Paula Verhoevena, kolejnej części serii o Jamesie Bondzie “W obliczu śmierci” czy też niespodziewanego hitu tego roku w postaci “Straconych chłopców”.

Na kultowy status tej produkcji wpłynęła rzecz jasna ogromna popularność tego tytułu na rynku VHS, dzięki której film dobił niemal do granicy 100 milionów dolarów wpływów, przy 25 milionach budżetu, a przede wszystkim zyskiwał ogromną popularność także w kolejnych latach, trafiając na widownię, która w mig rozpoznała jego czysto rozrywkowy, bo mocno głupkowaty charakter, o co ciężko byłoby dziś. Obecnie bowiem, w dobie prawdziwego renesansu zainteresowania body horrorem, opowieść o tym jak przypadkowy człowiek wstrzykuje głównemu bohaterowi substancję nieznanej zawartości, mogłaby nie spotkać się już z podobnym zrozumieniem wśród szerokiej widowni…

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google
Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper