Pamiętacie tę świetną produkcję?! Fani do dziś błagają o jej powrót…

Pamiętacie tę świetną produkcję?! Fani do dziś błagają o jej powrót…

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Czasem wystarczy jedno przypadkowe wspomnienie i nagle wszystko wraca z zaskakującą siłą. Charakterystyczna melodia, kilka obrazków, bohaterowie, których nazwiska siedziały kiedyś w głowie bez najmniejszego wysiłku - i człowiek momentalnie przypomina sobie serial, który dawno temu wydawał się czymś znacznie większym niż tylko kolejną animacją puszczaną w telewizji. Bo były takie produkcje, które nie kończyły się na samym oglądaniu.

Mijają lata, pojawiają się nowe serie, nowe mody, nowe dziecięce i już nie całkiem dziecięce fascynacje, a mimo to ten jeden konkretny serial wciąż powraca w dyskusjach z zadziwiającą regularnością. Nie jako luźna ciekawostka z dawnych czasów, ale jako coś, co według wielu zwyczajnie zasługuje na powrót. I trudno się temu dziwić, kiedy mowa o produkcji, która zostawiła po sobie nie tylko sentyment, lecz także bardzo wyraźne poczucie, że ten świat miał jeszcze sporo do pokazania.

Dalsza część tekstu pod wideo

Tutaj na Akilianie...

Tak, chodzi właśnie o Galactik Football - francuski serial animowany science fiction o drużynie Snow Kids z planety Akillian, emitowany w latach 2006-2011, który w Polsce leciał najpierw na Jetix, później na Disney XD.. Sam pomysł był zresztą prosty i przez to wyjątkowo chwytliwy: wziąć piłkę nożną, wrzucić ją w międzyplanetarne realia i dodać do tego Flux, czyli mistyczną energię nadającą meczom zupełnie inny ciężar niż zwykły sportowy pojedynek.

W centrum tej historii od początku stoją więc Snow Kids, młoda drużyna z lodowej planety, która próbuje wrócić na szczyt po katastrofie, przez którą ta straciła swój własny Flux - Oddech. To właśnie on przez lata był znakiem rozpoznawczym miejscowych zawodników, więc pierwszy sezon bardzo mocno kręci się wokół odbudowy drużyny, odzyskiwania dawnej tożsamości i walki o miejsce w Galactik Football Cup. I tak dalej, i tak dalej.

Później serial zaczął oczywiście rosnąć razem z własnymi ambicjami. Dochodziły kolejne wątki związane z Metafluxem, Technoidami, Piratanu, spiskami wokół Fluxów i coraz większym rozlewaniem całej historii poza samą murawę. Drugi sezon wyciągał serię mocniej w stronę konspiracji i walki o przetrwanie bohaterów, a trzeci dorzucił jeszcze Paradisię, mieszane drużyny i turniej, w którym wszystko było od początku aż podejrzanie zbyt piękne. Dzięki temu Galactik Football z serialu o drużynie dzieciaków bardzo szybko przeobraziło się w coś znacznie większego.

Kurczę, tu naprawdę było za czym biec dalej. Mieliśmy charakterystyczny świat, rozpoznawalne drużyny, bohaterów, których relacje nie kończyły się na jednym prostym schemacie, i do tego jeszcze całą otoczkę wokół Fluxów, która robiła z tej serii coś dużo bardziej osobnego niż zwykłą animację sportową. To był serial, który brał bardzo nośny pomysł i rozwijał go z odcinka na odcinek na tyle szeroko, że bardzo łatwo było wejść w ten świat na dłużej.

Co dalej?

I tu dochodzimy do rzeczy, która boli fanów najmocniej. Trzeci sezon nie kończy się przecież w sposób definitywny ani domknięty na amen. Owszem, Snow Kids wygrywają finał, Sinedd dorzuca zwycięskiego gola, a drużyna znów jest na szczycie, ale zaraz potem serial robi coś bardzo charakterystycznego dla takich historii - podsuwa nowy hook. W Club Galactik podczas treningu z Galactik Kids holo-trener zaczyna szwankować i nagle Micro-Ice, Mei oraz dzieciaki znikają w przestrzeni, a razem z nimi przepada też podsłuchujący wszystko paparazzi.

Na dziś problem polega na tym, że oficjalnej kontynuacji nadal po prostu nie ma. Serial wciąż pozostaje produkcją zamkniętą na trzech sezonach i 78 odcinkach, a wokół marki od lat krąży więcej fanowskiej energii niż realnych, twardych zapowiedzi nowej serii. Jednocześnie sam fandom najwyraźniej nie odpuścił - w 2025 roku Galactik Football Center nadal publikowało aktualności wokół marki, a w obiegu wciąż żyją petycje, fanowskie inicjatywy i projekty związane z marzeniem o sezonie czwartym.

I przestrzeń na powrót nadal tu jest - i to całkiem spora. Nie tylko dlatego, że sam cliffhanger zostawia otwarte drzwi, ale też dlatego, że ten świat naprawdę miał jeszcze czym grać. Zniknięcie bohaterów, niedopowiedziane losy części postaci, sam motyw nowych generacji i całe to wrażenie, że uniwersum ledwo zdążyło pokazać pełnię własnych możliwości - to wszystko do dziś brzmi jak materiał na sensowną kontynuację. Nie taką robioną z samej nostalgii, tylko taką, która miałaby od czego ruszyć.

Konkluzja

Najbardziej uderza mnie w tym wszystkim to, że Galactik Football wcale nie funkcjonuje dziś wyłącznie jako sympatyczna ciekawostka z dawnych czasów. To nie jest wspomnienie w stylu: "było kiedyś coś fajnego, ale trudno, poszło dalej". Tu cały czas czuć niedomknięcie. Taki specyficzny rodzaj niewygody, który pojawia się tylko wtedy, gdy serial urwał się nie dlatego, że nie miał już nic do powiedzenia, ale dlatego, że po prostu nie dano mu powiedzieć więcej. A miał do powiedzenia jeszcze sporo. 

Bo jeśli już marzyć o powrotach starych animacji, to właśnie o takich. O markach, które miały własny charakter, własną energię i zostawiły po sobie coś więcej niż tylko sentyment do melodii z czołówki. Galactik Football wciąż ma w sobie ten rodzaj potencjału, który nie wyblakł tylko dlatego, że minęło dużo czasu. Cóż, jak to mówią - nadzieja umiera ostatnia… 

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper