Steam Machine (nie) recenzja. Pierwsze wrażenia z „nowej konsoli” w salonie

Steam Machine (nie) recenzja. Pierwsze wrażenia z „nowej konsoli” w salonie

Wojciech Gruszczyk | Wczoraj, 20:36
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google

Nie planowałem tego zakupu. Nie odliczałem dni do premiery i szczerze mówiąc długo nie byłem przekonany, czy Steam Machine jest sprzętem, którego naprawdę potrzebuję. Ostatecznie zostałem jednak wylosowany, więc pomyślałem, że warto sprawdzić, jak najnowsza propozycja Valve wypada z perspektywy gracza od lat przyzwyczajonego przede wszystkim do konsol. Czy warto było kupić Steam Machine? Poznajcie moje pierwsze wrażenia.

Zanim jednak przejdę do samego sprzętu, muszę wspomnieć o jednej ciekawej sytuacji. Valve zapowiadało, że pierwsze egzemplarze Steam Machine trafią przede wszystkim do aktywnych użytkowników Steama. Problem w tym, że ja… w ostatnim roku nie kupiłem na tej platformie ani jednej gry. Moja biblioteka składa się głównie w wersjach testowych (nie recenzenckich), więc przynajmniej teoretycznie nie byłem wymarzonym klientem dla tego urządzenia… mimo wszystko otrzymałem możliwość zakupu i uznałem, że szkoda byłoby z niej nie skorzystać. Podejrzewam, że Valve postanowiło rozszerzyć liczbę potencjalnych klientów, którzy mogą nie tylko zagrać na ich platformie, ale w późniejszym terminie sięgną także po zestaw nowych gier.

Dalsza część tekstu pod wideo

Już po wyjęciu urządzenia z pudełka zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony. Steam Machine nie próbuje na siłę zwracać na siebie uwagi futurystycznym wyglądem czy agresywnym designem. To niewielka, bardzo estetyczna konstrukcja, która bez problemu wpasowuje się pomiędzy pozostałe konsole. Moja żona stwierdziła nawet, że wygląda jak „Xbox Series X przecięty na pół” i… trudno odmówić temu porównaniu uroku. Sprzęt jest niewielki, sprawia bardzo solidne wrażenie i od pierwszego kontaktu czuć, że Valve nie oszczędzało na jakości wykonania. Do testów kupiłem wersję z dyskiem 512 GB, więc w pudełku nie znalazłem dodatkowych paneli obudowy dostępnych w droższym wariancie, ale szczerze mówiąc zupełnie mi to nie przeszkadza. Nawet podstawowa, czarna wersja prezentuje się bardzo elegancko, a świetnym dodatkiem jest subtelny niebieski pasek LED umieszczony z przodu urządzenia. Nie świeci bez celu, lecz informuje o aktualnym stanie sprzętu, reagując chociażby podczas pobierania gier czy aktualizacji. To drobiazg, ale przyjemny.

Równie dobrze wypada samo przygotowanie Steam Machine do działania. Podłączenie urządzenia wygląda dokładnie tak, jak w przypadku PlayStation 5 czy Xboxa Series X. Wystarczy podpiąć przewód zasilający oraz HDMI, uruchomić sprzęt, połączyć go z internetem, pobrać aktualizację systemu i zalogować się na konto Steam. Cały proces przebiegł błyskawicznie i przede wszystkim bez najmniejszych problemów. Nie musiałem niczego konfigurować, szukać sterowników ani zastanawiać się, czy wszystko działa poprawnie. I właśnie wtedy pojawiła się moja pierwsza myśl - Steam Machine od pierwszych minut zachowuje się nie jak PC, ale właśnie jak pełnoprawna konsola. Włączasz sprzęt, wykonujesz kilka prostych kroków i po chwili możesz po prostu usiąść na kanapie oraz zacząć grać.

Pierwsze chwile ze SteamOS

Steam Machine i Gothic Remake
resize icon

Od samego początku założyłem sobie jedną rzecz: nie kupowałem Steam Machine po to, by podłączać do niej myszkę i klawiaturę. PC mam w biurze, a najnowsza zabawka Valve miała trafić do salonu i zachowywać się dokładnie tak, jak konsole. Dlatego bardzo szybko zacząłem sprawdzać, czy ze SteamOS rzeczywiście da się wygodnie korzystać wyłącznie za pomocą kontrolera. I szczerze mówiąc mam wrażenie, że Valve naprawdę odrobiło pracę domową.

SteamOS działa dokładnie tak, jak oczekiwałbym od nowoczesnej konsoli. Interfejs jest niezwykle responsywny, uruchamia się błyskawicznie, równie szybko przechodzi w tryb uśpienia i praktycznie natychmiast wraca do działania po naciśnięciu przycisku na kontrolerze - nie zabrakło nawet pobierania „w trakcie spania”, a wspomniany LED informuje nas o ściąganiu gier. Nawet przez chwilę nie miałem potrzeby sięgania po myszkę, bo wszystkie opcje, ustawienia, sklep oraz biblioteka zostały zaprojektowane z myślą o obsłudze padem i po kilku minutach korzystanie z systemu staje się całkowicie intuicyjne.

Nie będzie to raczej duże zaskoczenie dla graczy, którzy mają w domu Steam Decka. Interfejs jest niemal identyczny, choć został odpowiednio dostosowany do dużego telewizora i sterowania z kanapy. Przechodzenie pomiędzy biblioteką, sklepem, ustawieniami czy menu społeczności odbywa się płynnie, bez irytujących przycięć lub opóźnień. Trudno nie odnieść wrażenia, że Valve poświęciło naprawdę dużo czasu na dopracowanie samego systemu, bo właśnie on sprawia, że Steam Machine bardziej przypomina konsolę niż komputer.

Steam Machine obok Switcha 2
resize icon

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie także obsługa HDMI CEC. Po pierwszej konfiguracji Steam Machine automatycznie włącza mój telewizor, samodzielnie przełącza odpowiednie źródło obrazu, a po zakończeniu gry potrafi również wyłączyć ekran. Równie wygodne jest wybudzanie całego zestawu bezpośrednio z poziomu kontrolera. To drobiazgi, do których człowiek szybko się przyzwyczaja na PlayStation czy Xboksie, ale tutaj działają równie dobrze i jeszcze bardziej potęgują wrażenie korzystania z klasycznej konsoli.

Kolejnym bardzo pozytywnym zaskoczeniem okazała się szybkość pobierania gier. Nie wiem, czy to zasługa SteamOS, szybkiego dysku SSD, czy po prostu świetnie zoptymalizowanego procesu instalacji, ale kolejne produkcje pojawiały się na dysku błyskawicznie. Nie natrafiłem na problemy (choć wiem, że niektórzy gracze się z nimi spotkali), a nawet większe tytuły nie zmuszały mnie do długiego czekania, a od momentu rozpoczęcia pobierania do uruchomienia gry mijało naprawdę niewiele czasu. Dla przykładu: Kingdom Come: Deliverance II (85,7GB) pobrałem w 20 minut, STALKER-a 2 (143GB) w 35 minut, a Space Marine 2 (70,8GB) w 18 minut... to naprawdę dobre wyniki.

Nie mogę także narzekać na kulturę pracy urządzenia. Steam Machine stoi tuż obok telewizora i szczerze mówiąc… praktycznie o nim nie pamiętam. Nawet podczas bardziej wymagających gier chłodzenie pozostaje niezwykle ciche, więc nie słychać charakterystycznego szumu wentylatorów, który potrafi pojawić się przy biurku gracza. Valve wyraźnie dopracowało ten element, dzięki czemu sprzęt po prostu wykonuje swoją pracę w tle i ani przez chwilę nie wybija z rytmu rozgrywki. 

Steam Controller to pad klasy premium

Steam Machine i Steam Controller
resize icon

Na osobny akapit zasługuje również sam kontroler, bo szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że Valve przygotuje tak dopracowany sprzęt. Steam Controller od pierwszych minut robi świetne wrażenie - jest bardzo wygodny, znakomicie leży w dłoniach, a ergonomia stoi na naprawdę wysokim poziomie. Do tego dochodzi bardzo dobra jakość wykonania, świetnie wyczuwalne przyciski, precyzyjne analogi TMR oraz bardzo udane wibracje.

Nadal uważam, że DualSense pozostaje wzorem, jeśli chodzi o wibracje, ale Steam Controller zapewnia doświadczenie klasy premium - spędziłem z padem kilkadziesiąt godzin i naprawdę urządzenie zapewnia znakomite doświadczenie. Szczerze mówiąc, pod względem jakości wykonania i komfortu korzystania zrobił na mnie większe wrażenie niż standardowy kontroler Xboksa.

Steam Controller z tyłu
resize icon

Bardzo pozytywnie wypada również czas pracy na baterii. Valve deklaruje ponad 35 godzin działania na jednym ładowaniu i według moich wyliczeń sprzęt zapewnia bardzo podobne osiągi - ponad 32 godziny na jednym ładowaniu to naprawdę dobry wynik. Spędziłem naprawdę sporo czasu przy urządzeniu w ostatnich dniach i mimo regularnego grania poziom naładowania spada bardzo powoli, a sam proces ładowania jest wyjątkowo wygodny dzięki magnetycznemu elementowi, który pełni jednocześnie rolę odbiornika bezprzewodowego i stacji dokującej. Wystarczy odłożyć kontroler na miejsce, a wszystko idealnie się dopasowuje i zaczyna ładować. To rozwiązanie jest banalnie proste, ale po prostu działa.

Nie jestem natomiast przekonany do trackpadów. Nie zrozumcie mnie źle - działają bardzo dobrze, są precyzyjne i bez problemu można za ich pomocą poruszać kursorem czy obsługiwać gry projektowane z myślą o myszce… nie mogę tutaj jednak powiedzieć o rewolucji. Wymagają przyzwyczajenia i przez pierwsze godziny regularnie łapałem się na tym, że odruchowo chciałem sięgnąć po analog. Jestem przekonany, że z czasem można się ich nauczyć i w niektórych gatunkach rzeczywiście okażą się bardzo przydatne, ale po pierwszych dniach traktuję je bardziej jako ciekawe uzupełnienie kontrolera niż jego największy atut.

Steam Machinę i rozgrywka. Jak się gra na sprzęcie Valve?

Steam Machine i KDC 2
resize icon

Najwięcej pytań przed zakupem dotyczyło oczywiście wydajności. Valve od początku bardzo chętnie wspominało o rozgrywce w 4K, ale po pierwszych dniach ze Steam Machine mogę powiedzieć jedno: nie traktowałbym tego urządzenia jako sprzętu stworzonego do uruchamiania najnowszych gier w takiej jakości. Taka możliwość oczywiście istnieje, jednak najczęściej wiąże się z obniżaniem jakości grafiki, mocnym wykorzystywaniem FSR lub zaakceptowaniem płynności na poziomie 30-40 klatek na sekundę. Steam Machine znacznie lepiej odnajduje się w 1080p oraz 1440p i właśnie z takim nastawieniem warto do niego podchodzić. Szczerze mówiąc, w moim przypadku nie jest to jednak większy problem. Nie kupiłem Steam Machine po to, by każdą nową produkcję AAA ogrywać na najwyższych ustawieniach. Od tego mam PlayStation 5 Pro, które zapewnia mi bardzo dobre doświadczenie w największych grach przygotowywanych z myślą o telewizorach 4K. Sprzęt Valve ma pełnić w moim salonie inną funkcję. Chcę dzięki niemu sięgać po mniejsze tytuły dostępne wyłącznie na PC, produkcje znajdujące się we Wczesnym Dostępie oraz gry, które jeszcze długo mogą nie trafić na konsole.

Nie oznacza to, że Steam Machine nie radzi sobie z większymi produkcjami. Marvel’s Spider-Man Remastered domyślnie uruchamia się w rozdzielczości zbliżonej do 1152p i bez problemu utrzymuje płynne 60 klatek na sekundę. Po ręcznym ustawieniu natywnego 4K oraz wysokiej jakości grafiki liczba klatek spada do około 30-45 FPS, jednak włączenie FSR i dynamicznego skalowania obrazu pozwala ponownie osiągnąć okolice 60 FPS. Właśnie ten przykład dobrze pokazuje charakter Steam Machine: urządzenie potrafi wyświetlić grę na telewizorze 4K, ale najczęściej potrzebuje do tego pomocy skalowania obrazu.

Znacznie bardziej wymagający Crimson Desert również działa, mimo że został oznaczony jako produkcja oficjalnie niewspierana. W 4K, na ustawieniach Ultra, liczba klatek potrafi spaść do około 20-25 FPS. Obniżenie jakości do wysokiej poprawia sytuację tylko nieznacznie, natomiast wykorzystanie FSR w trybie Balanced pozwala zbliżyć się do 60 FPS, choć odbywa się to już kosztem wyraźnie słabszej jakości roślinności, wody i dalszych elementów otoczenia. Po przejściu na 1080p sytuacja zmienia się diametralnie, ponieważ gra jest w stanie utrzymać stabilne 60 klatek nawet przy wysokiej jakości efektów.

Podobne wnioski można wyciągnąć z Gothic 1 Remake. W 4K, przy wysokiej jakości grafiki i włączonym FSR, płynność potrafi mocno falować, spadając do 30 klatek podczas bardziej rozbudowanych fragmentów. Dopiero ustawienie rozdzielczości 1080p oraz mocniejsze wykorzystanie skalowania pozwala uzyskać stabilne 60 FPS. Nie jest to więc sprzęt, który zawsze automatycznie poradzi sobie z każdą nową grą. Dużo zależy od jakości pecetowej optymalizacji, a Steam Machine wyraźnie gorzej reaguje na produkcje, które już na mocniejszych komputerach sprawiają problemy.

Steam Machine z bliska
resize icon

Kingdom Come: Deliverance II także pokazuje, że gonienie za 4K nie zawsze ma sens. Na telewizorze gra działała zazwyczaj w przedziale 30-45 klatek, z okazjonalnymi wzrostami w spokojniejszych fragmentach, natomiast po ręcznym przełączeniu na 1920 × 1080 pikseli zapewniała już stabilne 60 FPS. W praktyce znacznie lepiej wybrać niższą rozdzielczość i otrzymać równą, responsywną rozgrywkę niż na siłę próbować wykorzystać wszystkie piksele telewizora.

Wszystko tak naprawdę zależy od… ustawień, bo choć mogę powiedzieć, że Steam Machine zachowuje się, jak konsola, to jednak tak naprawdę nikt nie będzie zaskoczony, gdy napiszę - to po prostu PC w ładnej obudowie z naprawdę świetnym systemem. S.T.A.L.K.E.R. 2: Heart of Chornobyl na wysokich ustawieniach z FSR w 1080p zapewnia te oczekiwane 60 klatek, ale w 1440p już otrzymujemy 45FPS, a w 2160p około 30FPS… wszystko zależy od wybranych opcji. Trochę lepszą jakość zapewnia Warhammer 40,000: Space Marine 2, bo przy 1080p z FSR na wysokich możemy osiągnąć nawet 80-90FPS w trakcie bardzo intensywnych starć… ale oczywiście im lepsza rozdzielczość (1440p 45-50FPS, 2160p 30-35FPS) jest gorzej. Natomiast Star Wars Outlaws na ultra w 1080p z FSR otrzymujemy rozgrywkę w około 60-70FPS, na wysokich w 1440p około 35-40FPS, ale w 1080p 45-55FPS.

W starszych i mniej wymagających produkcjach sytuacja wygląda oczywiście znacznie lepiej. Tutaj Steam Machine może bez problemu oferować 120, a czasami nawet 144 klatki na sekundę, pod warunkiem korzystania z odpowiedniego ekranu. Dotyczy to przede wszystkim prostszych gier niezależnych, starszych tytułów akcji, platformówek czy produkcji, które nie obciążają tak mocno GPU.

W ostatnich dniach przetestowałem jeszcze między innymi Smerfy - Smerfne Marzenia, SpongeBob Kanciastoporty: Tytani toni, Kingdom Come: Deliverance, Reanimal, Undisputed czy też Wreckreation i wnioski są… bardzo podobne. Najważniejsze jest jednak to, że doświadczenie nadal pozostaje bardzo konsolowe. Oczywiście mogę wejść do ustawień, zmienić rozdzielczość, wybrać FSR, ograniczyć liczbę klatek, włączyć licznik FPS lub samodzielnie ustawić każdy parametr obrazu. Steam Machine nadal jest przecież komputerem. Nie muszę jednak tego robić przy każdej produkcji. Gry oznaczone jako kompatybilne najczęściej uruchamiają się z rozsądnie dobranymi ustawieniami i pozwalają po prostu rozpocząć rozgrywkę.

Steam Machine nie zastąpi mojego PlayStation 5 Pro w trakcie premier największych widowisk. Nie taki był jednak mój plan. To urządzenie ma otworzyć mi dostęp do tej części rynku PC… na który dotychczas musiałem czekać - szczególnie z powodu na Wczesne Dostępu. Jeżeli gra działa w stabilnych 60 klatkach przy 1080p lub 1440p, mogę uruchomić ją z kanapy, korzystając wyłącznie z kontrolera i bez walki z systemem, to szczerze mówiąc otrzymuję dokładnie takie doświadczenie, na jakie liczyłem.

Steam Machine jako dodatek do innych konsol?

Steam Machine i STALKER 2
resize icon

Po pierwszych dniach ze Steam Machine odnoszę wrażenie, że właśnie takiego miejsca ten sprzęt potrzebował w moim salonie. Nie zastąpi PlayStation 5 Pro ani nie sprawi, że nagle przestanę kupować gry na konsole. Nie wyobrażam sobie, by największe premiery pokroju Assassin’s Creed Black Flag Resynced ogrywać właśnie tutaj, skoro obok stoi sprzęt stworzony z myślą o takich produkcjach. Steam Machine ma jednak zupełnie inne zadanie i właśnie w tej roli sprawdza się świetnie.

To dla mnie niewielki, ale niezwykle przyjemny dodatek do konsol. Dzięki niemu mogę sięgać po produkcje dostępne wyłącznie na PC, gry znajdujące się we Wczesnym Dostępie czy mniejsze projekty, które wcześniej zwyczajnie mnie omijały. Nie muszę przenosić się do biurka, uruchamiać klasycznego komputera ani zastanawiać się, czy tym razem system postanowi zaskoczyć mnie aktualizacją, sterownikami lub innym komunikatem. Siadam na kanapie, biorę kontroler do ręki, wybieram grę i po prostu zaczynam zabawę.

Właśnie ta bezpośredniość jest dla mnie największą siłą urządzenia Valve. Steam Machine nadal pozostaje komputerem i pozwala wejść głębiej w ustawienia, zmienić rozdzielczość, ograniczyć liczbę klatek czy dopasować jakość grafiki… ale na co dzień nie muszę jednak tego robić. W kompatybilnych produkcjach całe doświadczenie jest bardzo zbliżone do korzystania z klasycznej konsoli, więc sprzęt nie wymaga ode mnie zmiany przyzwyczajeń.

Steam Machine
resize icon

Im dłużej korzystam ze Steam Machine, tym bardziej doceniam elementy, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się jedynie dodatkami. Kapitalny kontroler umila rozgrywkę, a jego jakość wykonania i ergonomia powodują, że z przyjemnością sięgam po niego przy każdym uruchomieniu sprzętu. Praktycznie bezgłośna praca urządzenia sprawia natomiast, że Steam Machine całkowicie znika w tle. Konsola stoi obok telewizora, wykonuje swoje zadanie i nie przypomina o swojej obecności szumem wentylatorów.

Ogromne znaczenie ma również błyskawiczne usypianie i wybudzanie. Mogę przerwać rozgrywkę, odłożyć kontroler, a po powrocie bardzo szybko znaleźć się dokładnie w tym samym miejscu. To drobny element, ale właśnie takie rozwiązania decydują o wygodzie codziennego korzystania. Nie mam wrażenia, że uruchamiam komputer i rozpoczynam cały rytuał poprzedzający grę. Steam Machine zachowuje się jak sprzęt przygotowany z myślą o salonie, krótkich sesjach i spontanicznym graniu.

Muszę jednak podkreślić, że platforma Valve nie stała się centrum mojego grania… i też nigdy nie miała nią być. Nadal najważniejsze premiery będę sprawdzał na PlayStation 5 Pro, a po Nintendo Switcha 2 sięgnę wtedy, gdy będę chciał zagrać mobilnie - Steam Machine doskonale uzupełnia ten zestaw. Wypełnia lukę pomiędzy konsolą a komputerem i pozwala mi wygodnie poznawać gry, do których wcześniej nie miałem dostępu.

Steam Machine to nie jest sprzęt dla każdego

Steam Machine obok PS5 Pro, Switcha 2 i Xboksa Series X
resize icon

Powiedzmy sobie szczerze: Steam Machine jest zdecydowanie za drogi. Valve od premiery powinno zaproponować niższą cenę, bo obecna kwota bardzo szybko uruchamia porównania z konsolami i komputerami o lepszej wydajności. Sam prawdopodobnie również nie zdecydowałbym się na zakup, gdyby nie specyficzny moment na rynku. W 2026 roku nie ma już miejsca na premierę kolejnej dużej konsoli, a trudno przewidzieć, jak sytuacja będzie wyglądała w 2027 roku. Przynajmniej przez najbliższe miesiące nie spodziewam się więc nowego sprzętu do grania i uznałem, że w tym czasie Steam Machine pozwoli mi dobrze się bawić oraz sprawdzić wiele produkcji, które wcześniej pozostawały poza moim zasięgiem.

Nie da się również ukryć, że marketing obiecał trochę za dużo. Steam Machine był przedstawiany jako urządzenie gotowe na granie w 4K, ale w praktyce nie jest to sprzęt stworzony z myślą o natywnym 4K w najnowszych produkcjach. Oczywiście część gier uruchomimy w takiej rozdzielczości, jednak często będzie to wymagało obniżenia ustawień, wykorzystania skalowania obrazu lub zaakceptowania niższej płynności. Znacznie rozsądniej traktować Steam Machine jako urządzenie do grania w 1080p lub 1440p, gdzie może zaoferować stabilne i naprawdę przyjemne doświadczenie.

Trzeba też pamiętać, że nie każda gra dostępna na Steamie nadaje się do salonu. Biblioteka platformy Valve jest ogromna, ale wiele produkcji od początku projektowano z myślą o myszce i klawiaturze. Trackpady w Steam Controllerze pomagają w obsłudze kursora i mogą uratować sytuację w prostszych interfejsach, lecz nie rozwiązują całkowicie problemu. W bardziej rozbudowanych strategiach, symulatorach czy grach wymagających precyzyjnego sterowania myszką nadal trudno mówić o równie wygodnym doświadczeniu jak przy biurku.

W moim przypadku nie jest to jednak szczególnie istotna wada, ponieważ od początku nie zamierzałem wykorzystywać Steam Machine do takich produkcji. Nie będę podłączał myszki i klawiatury ani próbował na siłę ogrywać tytułów, które nie zostały dobrze przystosowane do kontrolera. Część biblioteki automatycznie więc odpada, ale mam z tym pełną świadomość. Wybieram gry oferujące pełne wsparcie pada i właśnie w takich produkcjach urządzenie Valve pokazuje swoją najlepszą stronę.

Steam Controller i w tle Steam Machine
resize icon

Podobnie wygląda kwestia najnowszych premier. Nie zamierzam uruchamiać na Steam Machine każdej dużej gry AAA, skoro do takich tytułów mam PlayStation 5 Pro. Sprzęt Valve zdecydowanie lepiej sprawdza się w przypadku mniejszych produkcji, gier niezależnych, projektów dostępnych we Wczesnym Dostępie czy trochę starszych pozycji, które nadal potrafią zapewnić dziesiątki godzin znakomitej zabawy. W takich warunkach ograniczenia wydajności przestają mieć większe znaczenie, a najważniejszy staje się wygodny dostęp do ogromnej biblioteki.

Dużą zaletą całego ekosystemu są również ceny samych gier. Steam regularnie organizuje duże promocje, a wiele świetnych produkcji można kupić za ułamek premierowej kwoty. Do tego dochodzą oferty pokroju Humble Bundle, paczki gier oraz klucze dostępne w atrakcyjnych cenach. Nawet jeśli nie sięgam po najnowsze tytuły, bardzo łatwo mogę zbudować bibliotekę pełną interesujących produkcji, na które wcześniej nie miałem czasu lub okazji.

To właśnie dlatego, mimo zbyt wysokiej ceny i przesadzonych obietnic dotyczących 4K, Steam Machine nadal potrafi się obronić. Nie jest urządzeniem dla każdego i na pewno nie zastąpi klasycznej konsoli ani pełnoprawnego komputera. Jeżeli jednak ktoś dokładnie wie, do czego chce go wykorzystać, może otrzymać bardzo wygodny sposób na poznawanie mniejszych, starszych i pecetowych produkcji bez rezygnowania z grania na kanapie.

Czy warto było kupić Steam Machine?

Space Marine 2 i Steam Machine
resize icon

Czy konsolowiec rzeczywiście może zainteresować się Steam Machine? Po pierwszych dniach z urządzeniem odpowiedziałbym: tak, ale to zdecydowanie nie jest propozycja dla każdego Jeżeli oczekujecie doświadczenia bardzo zbliżonego do konsol Sony oraz Microsoftu, to mogę śmiało powiedzieć - Valve wykonało naprawdę kawał dobrej roboty. SteamOS został świetnie przygotowany do obsługi kontrolerem, sprzęt błyskawicznie się wybudza i usypia, działa praktycznie bezgłośnie, a znakomity Steam Controller sprawia, że po kilku minutach można zapomnieć, iż tak naprawdę korzysta się z komputera. To zdecydowanie najbardziej „konsolowy” pecet, z jakim miałem do czynienia… choć oczywiście muszę to napisać: największą robotę robi tutaj system.

Jednocześnie trudno zapomnieć o jego ograniczeniach. Steam Machine nie jest najmocniejszą platformą na rynku, ostatecznie nie powstał z myślą o natywnym 4K i nie każda gra ze Steama nadaje się do grania z kanapy. Trudno też nie narzekać na cenę, która jest zdecydowanie za wysoka… i to właśnie ona pozostaje największą wadą całego urządzenia. Gdyby Valve od początku wyceniło urządzenie rozsądniej, znacznie łatwiej byłoby je polecić. Dzisiaj zakup trzeba dobrze przemyśleć i przede wszystkim wiedzieć, czego się od niego oczekuje.

Jeżeli jednak szukacie sposobu na wygodne poznawanie pecetowych produkcji, macie ochotę na łatwy dostęp do produkcji we Wczesnym Dostępie, liczycie na starsze hity oraz niezależne perełki, Steam Machine ma naprawdę sporo do zaoferowania. Sprzęt Valve nie zastąpi mi PlayStation 5 Pro ani Nintendo Switcha 2, ale też nigdy nie miał tego robić. Stał się za to bardzo udanym uzupełnieniem mojego zestawu do grania i świetnym kompanem dla Steam Decka. To sprzęt, który pozwala odkrywać ogromną bibliotekę Steama w wyjątkowo komfortowych warunkach. Nie jest urządzeniem dla każdego, ale jeśli należycie do grupy graczy, dla której został zaprojektowany, może okazać się naprawdę bardzo przyjemnym zakupem.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google
Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper