Xbox już nie walczy z PlayStation. Microsoft gra dziś w zupełnie inną grę

Xbox już nie walczy z PlayStation. Microsoft gra dziś w zupełnie inną grę

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 15:00

Przez ponad dwie dekady byliśmy świadkami zaciętej rywalizacji. Obóz zielonych i obóz niebieskich toczyli zaciekłe boje na argumenty o teraflopach, płynności animacji i oczywiście o grach na wyłączność. Każda kolejna generacja konsol była niczym nowe rozdanie, w którym stawką była dominacja w salonach graczy na całym świecie. Jednak wszystko wskazuje na to, że ta romantyczna, choć często brutalna epoka bezpowrotnie minęła.

Kiedy Sony świętuje kolejne miliony sprzedanych egzemplarzy PlayStation 5, Microsoft z uśmiechem na ustach zaczyna wydawać swoje hity na sprzęcie konkurencji. Dla radykalnych graczy to akt kapitulacji. Prawda jest jednak zupełnie inna. Gigant z Redmond wcale nie wywiesił białej flagi. On po prostu przeniósł się na zupełnie nową arenę, gdzie zasady gry dyktuje oprogramowanie i usługi, a nie kawałek plastiku pod telewizorem.

Dalsza część tekstu pod wideo

PS5 vs Xbox
resize icon

Koniec wojen konsolowych, jakie znaliśmy

Aby zrozumieć dzisiejszą strategię Microsoftu, musimy cofnąć się w czasie i spojrzeć prawdzie w oczy - tradycyjna wojna konsolowa przestała być dla Amerykanów opłacalna na dawnych zasadach. Od czasów Xboksa 360, który odniósł fenomenalny sukces, każda kolejna generacja pokazywała, że dogonienie Sony w tradycyjnym modelu biznesowym to zadanie niemal tytaniczne. Japończycy zbudowali potężny ekosystem wokół swojej marki, napędzany wybitnymi, wysokobudżetowymi grami dla pojedynczego gracza. Kiedy generacja Xbox One potknęła się już na samym starcie z powodu błędnej komunikacji marketingowej, dystans stał się niezwykle trudny do zniwelowania. Microsoft zrozumiał, że sprzedawanie sprzętu ze stratą tylko po to, aby próbować nadgonić lidera w wyścigu o udziały w rynku hardware'u, to droga donikąd. Phil Spencer i jego zespół postanowili zmienić cały paradygmat.

Odejście od fetyszyzacji sprzętu na rzecz budowy uniwersalnych usług było procesem, który rozpoczął się od inicjatywy Play Anywhere, nabrał gigantycznego rozpędu dzięki subskrypcji Xbox Game Pass, a dziś osiąga swoje apogeum. Udostępnienie takich tytułów jak „Sea of Thieves”, „Hi-Fi Rush”, „Pentiment” czy „Grounded” posiadaczom PlayStation 5 i Nintendo Switch to nie zdrada ideałów marki. W dzisiejszych realiach, gdzie produkcja gier AAA pochłania setki milionów dolarów i lata pracy deweloperów, zamykanie się wyłącznie na jednej platformie jest zwyczajnie nieopłacalne. Udostępniając swoje gry na PS5, Microsoft przestał traktować konsolę Sony jako śmiertelnego wroga, a zaczął postrzegać ją jako jeszcze jeden, gigantyczny rynek zbytu dla swojego oprogramowania. Z biznesowego i ekonomicznego punktu widzenia to ruch, który gwarantuje potężny zwrot inwestycji.

Oprogramowanie, usługi i wszechobecna chmura

Zamiast zamykać graczy w szczelnym, ekskluzywnym obozie, Microsoft postanowił być wszędzie tam, gdzie są potencjalni odbiorcy. Głównym orężem w tej nowej walce nie jest już sama konsola, ale abonament Game Pass oraz rozwijane w tle granie w chmurze (Cloud Gaming). Xbox przestał być definiowany wyłącznie jako fizyczne urządzenie, a stał się aplikacją, wieloplatformową usługą i wirtualnym środowiskiem. Dostęp do niego można uzyskać z niemal dowolnego sprzętu posiadającego ekran i dostęp do sieci. Niezależnie od tego, czy posiadasz potężnego i drogiego PC, budżetowego smartfona z Androidem czy nowy telewizor Smart TV - dla Microsoftu jesteś równie cennym i ważnym klientem.

Gigantyczne przejęcia takich podmiotów jak Bethesda czy Activision Blizzard są dobitnym dowodem na realizację tej wizji. Wydanie astronomicznych niemal 70 miliardów dolarów na tę drugą korporację wcale nie miało na celu złośliwego odcięcia graczy PlayStation od bijącej rekordy popularności serii „Call of Duty”. Prawdziwym celem było przejęcie kontroli nad najbardziej dochodowymi i angażującymi markami na świecie, aby zarabiać na nich niezależnie od sprzętu. Microsoft zachowuje się dziś znacznie bardziej jak wielki, globalny wydawca oprogramowania (third-party), niż jak tradycyjny producent hardware'u. Gra toczy się teraz o stałe zyski z subskrypcji, mikrotransakcji i gier-usług. W tej wielkiej układance konsole Xbox Series X czy popularna „S-ka” są po prostu najlepszym, dedykowanym urządzeniem do korzystania z tego konkretnego ekosystemu. Jeśli jednak wolisz grać na komputerze albo na sprzęcie konkurencji - Microsoftowi to nie przeszkadza. Ostatecznie i tak na tobie zarobi.

PS Plus vs. Xbox Game Pass
resize icon

Paradoks zwycięstwa przez oddanie rynku konsol

Jesteśmy obecnie świadkami rynkowego paradoksu, którego wielu tradycyjnych, „hardkorowych” graczy nadal nie potrafi do końca zaakceptować. Przez to, że Microsoft przestał za wszelką cenę gonić Sony w statystykach sprzedanych sztuk konsol, staje się potężniejszy i stabilniejszy finansowo niż kiedykolwiek wcześniej w swojej gamingowej historii. Skupienie się na oprogramowaniu i maksymalizacji zysków z tytułów wspieranych latami gwarantuje firmie stały, przewidywalny i ogromny przypływ gotówki. Pieniądze te są całkowicie niezależne od tego, jaki sprzęt w danej dekadzie dominuje akurat w domach graczy. Sony pozostaje bezkwestionowanym liderem w produkcji świetnych, ekskluzywnych gier fabularnych, ale równocześnie stoi przed coraz większym wyzwaniem finansowym.

Rosnące w lawinowym tempie koszty produkcji sprawiają, że nawet najlepsze i najgłośniejsze gry z trudem domykają budżety, co przez jakiś czas zmusiło Japończyków do wydawania swoich największych hitów także na komputerach PC. Rynek zmienia się dla wszystkich graczy w branży, ale to właśnie Microsoft wyprzedził tę transformację o kilka długości i przygotował się na nią najlepiej z możliwych sposobów. Udostępnianie gier z szerokiego portfolio Xbox Game Studios na konkurencyjne konsole to zaledwie badanie gruntu przed ostatecznym przejęciem rynku wydawniczego. To swego rodzaju „koń trojański”, który z czasem może sprawić, że marka Xbox stanie się najważniejszym dostawcą treści na platformy Sony i Nintendo. Tym samym gigant z Redmond ma szansę całkowicie przejąć ogromne marże ze sprzedaży gier, nie ponosząc gigantycznego ryzyka finansowego, jakim obarczona jest zawsze produkcja i dystrybucja fizycznych urządzeń.

Podsumowanie

Trwająca przez całe lata klasyczna wojna konsol uległa ostatecznemu zakończeniu. Nie wyłoniła ona jednego, historycznego zwycięzcy, ponieważ jeden z kluczowych zawodników po prostu uznał, że nadszedł czas na całkowitą zmianę. Podczas gdy w internecie nadal trwają gorące, wielowątkowe dyskusje o wyższości sprzętowej PlayStation 5 nad Xboksem Series X, Microsoft ze stoickim spokojem realizuje swoją długofalową strategię. W tej nowoczesnej wizji same podzespoły schodzą na drugi plan, a liczy się ekosystem, oprogramowanie i maksymalna rynkowa dostępność.

Wydawanie własnych produkcji na konsole konkurencji nie jest więc absolutnie żadną oznaką rynkowej kapitulacji czy słabości. To pokaz pewności siebie i bezprecedensowej siły. Microsoft odrobił najważniejszą lekcję współczesnego biznesu - w nowoczesnym świecie technologii rynkiem rządzi ostatecznie nie ten, kto wyprodukuje najładniejsze pudełko, ale ten, którego innowacyjne usługi stają się absolutnym fundamentem dla działania całej branży. To jest ich nowa gra, i jak na razie trzymają w ręku najsilniejsze karty.

Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper