Gry piłkarskie przeżywają zapaść? Trudno tego nie zauważyć

Gry piłkarskie przeżywają zapaść? Trudno tego nie zauważyć

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Przez lata gry piłkarskie wydawały się gatunkiem nie do ruszenia. Co roku wracały na boisko z nową numeracją, świeżym trailerem i obietnicą, że tym razem naprawdę poczujemy różnicę. Dla wielu graczy stanowiły stały punkt kalendarza, niemal rytuał wpisany w tempo sezonu. I chyba dlatego dzisiejszy obraz tego segmentu rynku uderza tak mocno. Bo trudno patrzeć z entuzjazmem na coś, co jeszcze niedawno budziło regularne emocje, a dziś coraz częściej sprawia wrażenie zagubionego. 

Nie chodzi przy tym wyłącznie o nostalgię za czasami, gdy na murawie ścierały się różne serie, a każda próbowała wyrwać rywalowi jak największy kawałek boiska. Problem wygląda dziś znacznie szerzej. Wielkie marki niby nadal istnieją, piłka wciąż toczy się po ekranie, licencje robią wrażenie, a jednak coraz trudniej oprzeć się myśli, że coś po drodze wyraźnie stanęło w miejscu. Gdy kolejne odsłony nie wywołują już ekscytacji, konkurencja praktycznie zniknęła, a gracze coraz częściej mówią bardziej o frustracji niż o frajdzie… To nie jest dobrze. 

Dalsza część tekstu pod wideo

EA Sports FC

W przypadku EA Sports FC 26 najbardziej uderza dziś chyba zmęczenie materiału. Nie tylko po stronie zwykłych graczy, ale też wokół całej otoczki internetowej, która przez lata pompowała tej serii tlen niemal bez przerwy. W społeczności UT pojawiają się już nawet wątki o „wielu twórcach odchodzących od gry”, a obok tego coraz częściej wraca to samo słowo - powtarzalność. I trudno się temu dziwić, bo gdy coroczny rytuał zaczyna przypominać wciąż ten sam sezon z lekko przemalowanym logo, nawet ludzie żyjący z codziennego nagrywania takiego contentu zaczynają wyglądać na zwyczajnie wypalonych.

To zmęczenie nie bierze się zresztą znikąd, bo głosów krytyki naprawdę nie brakuje. Na oficjalnym forum EA przewija się już nawet określenie „promo fatigue” - znużenie niekończącym się ciągiem kolejnych eventów i promocyjnych drużyn, które przestają robić wrażenie właśnie dlatego, że pojawiają się bez chwili oddechu. Zamiast ekscytacji dostajemy więc coraz częściej wrażenie produkcji pracującej w trybie nieustannego podtrzymywania uwagi, jakby sama bała się momentu ciszy. 

Najmocniej widać to chyba tam, gdzie seria od dawna zarabia najwięcej, czyli przy kartach i całym ekosystemie FUT. EA samo podkreślało przed premierą FC 26 „odświeżone podejście do Live Content” w Ultimate Team, Clubs i Career, a oficjalna Web App dalej promuje rozwijanie i personalizowanie kart przez kolejne ewolucje, w tym kosmetyczne. Na papierze to brzmi jak świeżość. W praktyce bardzo łatwo odnieść wrażenie, że cały krwiobieg gry znowu kręci się wokół nieustannej rotacji kart, bodźców i podbijania składu, a część społeczności już otwarcie pisze o starcie bardziej pay-to-win niż wcześniej. 

eFootball

Po drugiej stronie boiska stoi dziś eFootball, czyli seria, która po uśmierceniu PES-a nigdy już naprawdę nie odzyskała dawnej pewności siebie. Sam Konami od lat mówi wprost: „From PES to eFootball”, a rebranding od początku miał podkreślać nowy kierunek i większy nacisk na cyfrową platformę oraz esport. Tyle że na papierze taki zwrot brzmiał dużo lepiej niż w praktyce. Bo kiedy marka przez lata kojarzona z boiskowym wyczuciem i bardziej „purystycznym” podejściem nagle przepoczwarza się w coś znacznie bardziej rozmytego.

Najboleśniejsze jest chyba to, że ten chaos tożsamości kosztował serię bardzo dużo również rynkowo. e Konami nie wyprzedziło gry EA od ponad dekady, a już w 2018 roku światowa sprzedaż spadła do około 550 tysięcy kopii, podczas gdy FIFA dobijała do 12,2 miliona. Później przyszło eFootball, fatalnie przyjęty start i jeszcze większe osłabienie wizerunku marki. Innymi słowy - to nie jest już historia o dwóch równorzędnych rywalach, z których jeden akurat ma słabszy okres. To raczej opowieść o serii, która oddała dużą część pola i do dziś nie potrafi przekonująco odpowiedzieć.

W tym kontekście ostatnia kolaboracja z Naruto Shippuden wypada jednocześnie zabawnie i trochę symptomatycznie. Jasne, trudno się obrażać na sam pomysł, skoro do gry trafiły darmowe eventy, specjalni zawodnicy, stadionowe dekoracje i choreografowie cieszynek inspirowane anime. Problem polega na czymś innym - kiedy seria, która kiedyś dla wielu była synonimem bardziej „piłkarskiego” czucia futbolu, coraz śmielej sprzedaje się dziś przez taki crossover, jeszcze trudniej bronić jej dawnego wizerunku symulacji. 

Co jeszcze?

Ciekawie wygląda przypadek Rematch. To nie jest klasyczna odpowiedź na EA Sports FC ani na dawnego PES-a, bo Sloclap w ogóle nie próbuje udawać pełnej symulacji. Na Steamie gra jest opisana jako sieciowa piłka nożna, w której kontrolujemy jednego zawodnika i gramy szybkie mecze 5 na 5 z perspektywy trzeciej osoby. Twórcy sami mówią wręcz, że to bardziej „football player simulation” niż taktyczna symulacja drużyny. I może właśnie dlatego ten projekt wzbudził zainteresowanie. Ale dziś zainteresowanie mocno spadło. 

Obok tego stoi UFL, czyli próba zbudowania alternatywy dużo bliższej tradycyjnemu formatowi. Oficjalny opis mówi wprost: darmowa gra piłkarska, w której „o wszystkim decydują umiejętności”, budowanie własnego składu z tysięcy prawdziwych zawodników, do tego PvP, PvE i co-op. Brzmi sensownie i brzmi potrzebnie, bo rynek naprawdę wołał o trzecią drogę. Tyle że na razie UFL wciąż wygląda bardziej jak obietnica przełamania duopolu niż faktyczna zmiana układu sił. 

I chyba właśnie tu widać sedno całego problemu z piłkarskimi grami. Alternatywy istnieją, ale każda ucieka w trochę inną stronę. Rematch idzie w bardziej zręcznościowe, drużynowe doświadczenie z własnym rytmem, UFL próbuje wejść w obszar bardziej klasycznej futbolowej rywalizacji, a eFootball dawno przestało być tym, czym kiedyś było dla fanów PES-a. Nawet twórca Rematch mówił wprost, że gracze lubiący ten tytuł „nie mają alternatywy”. To zdanie brzmi brutalnie, ale dobrze opisuje dzisiejszy stan rynku - niby coś się rusza, niby pojawiają się nowe pomysły, a jednak nadal trudno wskazać drugą wielką serię, która naprawdę zmusiłaby EA do poczucia presji.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do EA Sports FC 26.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper