Saros to dla mnie najlepsza gra 2026 roku. No, prawie...
Mamy dopiero końcówkę kwietnia, a rok 2026 już zdążył nas rozpieścić kilkoma potężnymi premierami. Siedząc przed konsolą i patrząc na napisy końcowe mojej najnowszej "obsesji", dochodzę do wniosku, że Saros to dla mnie najlepsza gra tego roku. No, prawie najlepsza - bo walka o tron w moim sercu jest w tym sezonie wyjątkowo zaciekła. Niemniej jednak to, co przygotowali twórcy, to absolutny majstersztyk, który bierze znane nam schematy i wykręca je w stronę, o której wcześniej mogliśmy tylko marzyć.
Naturalnym punktem odniesienia dla każdego, kto odpali ten tytuł, jest oczywiście Returnal. Obie gry łączy kosmiczna izolacja i pętla, z której pozornie nie ma ucieczki, ale na tym podobieństwa się kończą. Muszę to przyznać z pełnym przekonaniem: Saros jest grą minimalnie prostszą od hitu Housemarque, co paradoksalnie wychodzi mu na dobre. Nie zrozumcie mnie źle - to wciąż wyzwanie, ale poziom frustracji został tu zastąpiony czystą, uzależniającą satysfakcją, która nie zmusza cię do rzucania padem o ścianę po każdej porażce.
Największy przeskok widać jednak w sferze, na której Returnal nieco poległ - w fabule. O ile przygody Selene były oniryczne i pełne niedopowiedzeń, o tyle Saros serwuje nam o wiele lepszą, bardziej mięsistą opowieść. Scenariusz trzyma w napięciu od pierwszych minut, a motywacje bohatera są jasne, brutalne i emocjonalnie angażujące. To nie jest tylko „bieganie i strzelanie” - to podróż przez piekło, która ma swój sens, cel i niesamowicie mocne punkty zwrotne.
Więcej możliwości w rdzenie rozgrywki
Kolejnym aspektem, który rzuca na kolana, jest skala możliwości. W Saros nie czujemy się ograniczeni do jednego stylu gry. Ilość dostępnego oręża, modyfikacji i interakcji z otoczeniem sprawia, że każda próba przejścia cyklu jest unikalna. Twórcy oddali w nasze ręce ogromne tereny, które robią piorunujące wrażenie swoją architekturą. To nie są ciasne korytarze, ale monumentalne, obce krainy z wieloma pobocznymi miejscówkami, które aż chce się zwiedzać, mimo czyhającego za każdym rogiem niebezpieczeństwa.
Bardzo doceniam też fakt, że ekipa odpowiedzialna za ten tytuł zdecydowała się na brutalną stylistykę. Zapomnijcie o jaskrawych, neonowych barwach i kolorowym sci-fi, które definiowało estetykę gatunku przez ostatnie lata. Tutaj króluje brud, krew, rdza i mrok. Wizualnie gra jest ciężka, duszna i bezkompromisowa. Każdy biom, do którego trafiamy, ocieka atmosferą grozy i beznadziei, co idealnie współgra z brutalnym systemem walki.
Każdy kolejny biom, który udało mi się odblokować, był wizualnym majstersztykiem. Projektanci poziomów przeszli samych siebie, tworząc miejsca, które zapadają w pamięć na długo po wyłączeniu konsoli. Przejście z bagien z gejzerami do pokrytych mazią obiektów to coś, co się nie nudzi.
Ulepszenia pancerza jako rozwijanie
Jednym z moich ulubionych elementów rozgrywki jest matryca pancerza. To serce systemu progresji, które wciągnęło mnie bez reszty. Ulepszanie statystyk, balansowanie między siłą ognia a defensywą i szukanie rzadkiej błogości do rozbudowy daje niesamowite poczucie wzrostu potęgi. Widząc, jak mój bohater zmienia się z uciekiniera w maszynę do zabijania, czułem, że każdy trudny pojedynek miał ogromne znaczenie dla mojego rozwoju.
Ogólnie rzecz biorąc, Saros to produkcja, która dała mi tak samo dużo frajdy, jak wcześniej wydany w tym roku Resident Evil Requiem. To zestawienie może wydawać się dziwne, ale obie gry łączy jedno: niesamowita dbałość o klimat i satysfakcja płynąca z pokonywania kolejnych przeszkód. Choć gatunkowo leżą na innych biegunach, oba tytuły potrafiły przykuć mnie do ekranu na całe noce, oferując jakość, której próżno szukać w innych produkcjach.
Patrząc na te pierwsze cztery miesiące 2026 roku, muszę stwierdzić, że te dwie pozycje to moje absolutne top dwa. Zarówno Saros, jak i Resident Evil Requiem wyznaczyły standardy, do których reszta branży będzie musiała teraz aspirować. O ile Resident uderzył w nuty klasycznej grozy i nowoczesnej mechaniki, o tyle Saros wziął roguelike’owy szkielet i obudował go najlepszą możliwą tkanką - fabularną głębią i bezlitosną estetyką.
Dlaczego więc napisałem, że to „prawie” najlepsza gra roku? Cóż, konkurencja w 2026 jest mordercza, a my jesteśmy dopiero w pierwszej połowie. Jednak na ten moment Saros dominuje w moim rankingu gier akcji. To tytuł kompletny, który udowadnia, że można zrobić grę trudną, ale sprawiedliwą, i mroczną, ale przepiękną w swoim okrucieństwie. Sieczka, którą serwuje nam ten tytuł, jest po prostu oczyszczająca i wynagradza każdą godzinę poświęconą na naukę mechanik.
Porównując to do moich doświadczeń z ostatnich lat, rzadko kiedy zdarza się, bym czuł taką spójność wizji artystycznej z mechaniką gry. Nie ma tu niepotrzebnych zapychaczy, a każdy element, od matrycy pancerza po design przeciwników, służy budowaniu spójnego doświadczenia.
Na koniec muszę podkreślić, że to właśnie takie gry przypominają mi, dlaczego kocham to medium. To niesamowite, jak 2026 rok zaczął się od tak mocnego uderzenia.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Saros.
Przeczytaj również
Komentarze (25)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych