South Park potrafił jechać po bandzie. Te odcinki zapisały się w historii
Bywały w telewizji seriale, które chciały szokować. Bywały też takie, które lubiły udawać niegrzeczne, ale w gruncie rzeczy bardzo szybko wiedziały, gdzie leży granica i kiedy lepiej się wycofać. South Park od początku miał z tym zupełnie inny problem - a właściwie nie miał go wcale. Ten serial wjechał do popkultury z butami, zrobił bałagan, obraził pół świata i jeszcze przez długi czas sprawiał wrażenie, jakby najlepiej czuł się właśnie tam, gdzie innym zaczynało drżeć pióro albo gasło zielone światło z góry.
A kiedy South Park jechał po bandzie, to rzadko kończyło się na zwykłej prowokacji dla samej prowokacji. Jasne, ten serial nieraz wyglądał jak festiwal złego smaku, przesady i bezczelności, ale właśnie pod tą warstwą najczęściej kryło się coś jeszcze - komentarz tak celny, że bolał bardziej niż sam żart. Dlatego niektóre odcinki zapisały się w historii dużo mocniej niż cała reszta. Między innymi dlatego, że potrafiły z pełną premedytacją wejść tam, gdzie inni twórcy nawet nie próbowali zaglądać.
It Hits the Fan
Na długo zanim telewizja przyzwyczaiła widzów do językowej swobody, South Park postanowił sprawdzić, co właściwie stanie się wtedy, gdy ktoś po prostu zdejmie z tego tematu kaganiec. I nie zrobił tego subtelnie. Ten odcinek z 2001 roku został zbudowany wokół jednego prostego, bardzo głupiego i zarazem genialnego pomysłu - skoro wszyscy tak panikują na punkcie jednego słowa, to może warto wypowiedzieć je tyle razy, aż sama panika stanie się głównym żartem. Efekt był dokładnie taki, jak można się spodziewać po South Parku…
Bloody Mary
Tutaj South Park zrobił to, co wychodziło mu najlepiej - wziął temat, którego w telewizji lepiej było nie dotykać, a potem uderzył w niego z pełnym rozpędem. Punkt wyjścia brzmi jeszcze jak zwykła szydera z Randy’ego i jego alkoholowych problemów, ale bardzo szybko całość skręca w stronę religijnej prowokacji, której trudno było nie zauważyć. Nie bez powodu ten odcinek do dziś wraca w rozmowach o tym, kiedy serial naprawdę przesadził.
Trapped in the Closet
Jeśli ktoś chciałby wskazać odcinek, w którym South Park naprawdę pokazał, że nie boi się potężnych nazwisk i jeszcze potężniejszych organizacji, ten tytuł byłby jednym z pierwszych kandydatów. W 2005 roku serial uderzył w scjentologię z taką bezczelnością, że trudno było potraktować to jako zwykły wygłup. Stan zostaje uznany za reinkarnację L. Rona Hubbarda, Tom Cruise zamyka się w szafie, a całość nie tylko parodiuje celebrycką otoczkę tej religii, ale też wyciąga na środek sceny jej najbardziej absurdalne elementy.
Super Best Friends
Na pierwszy rzut oka wygląda to jeszcze jak klasyczny South Park z początku wieku - magia, sekta, Jezus i banda religijnych bohaterów zrobionych na wzór kreskówkowych herosów. Tyle że z perspektywy czasu ten odcinek urósł do czegoś znacznie większego, bo właśnie tutaj pojawił się Muhammad pokazany wprost. Coś, co w 2001 roku przeszło bez wielkiej burzy, po latach stało się jednym z powodów, dla których epizod zniknął z legalnego streamingu i dziś widnieje jako „currently unavailable”.
Cartoon Wars Part I
To był moment, w którym South Park nie tylko kpił z popkultury, ale też zderzył się z tematem cenzury w jej najbardziej zapalnej wersji. Oficjalnie punktem wyjścia była wojna Cartmana i Kyle’a o Family Guya, lecz prawdziwa stawka wisiała gdzie indziej - w zapowiedzi pokazania religijnej postaci, której telewizja zwyczajnie bała się ruszać. Pod warstwą żartu o kreskówkach i idiotycznych sporach twórców kryje się rzecz dużo większa - pytanie o to, kto naprawdę decyduje, gdzie kończy się satyra, a gdzie zaczyna strach.
Cartoon Wars Part II
Druga część nie działa już tylko jako kontynuacja żartu, ale jako jedno z najgłośniejszych starć South Parku z granicami, których nie dało się przeskoczyć nawet jemu. To właśnie wokół tych odcinków temat Muhammada, cenzury i telewizyjnej ostrożności wybuchł na dobre, a po latach oba epizody trafiły na listę pięciu brakujących w streamingu odsłon serialu. Cóż, South Park lubił testować system - nie poprzez subtelne sugestie, ale poprzez otwarte sprawdzanie, czy ktoś naprawdę odważy się powiedzieć „tego już nie puszczamy”.
With Apologies to Jesse Jackson
South Park nieraz wchodził w tematy, których inni twórcy woleliby nie dotykać nawet kijem, ale tutaj zrobił to wyjątkowo bezpośrednio. Randy zalicza fatalny występ w telewizji, „N-bomb” spada na South Park, a serial od razu skręca w stronę rasowego napięcia, publicznego upokorzenia i absurdalnych prób odkupienia win. To jeden z tych odcinków, które świetnie pokazują, że Parker i Stone lubili ryzykować nie tylko dla skandalu, ale też po to, by obnażyć, jak bardzo amerykańska kultura się gubi.
Le Petit Tourette
Ten odcinek to South Park w swojej najbardziej bezczelnej wersji - bierze zaburzenie neurologiczne, które dla większości twórców byłoby tematem nie do ruszenia, i robi z niego punkt wyjścia do historii o Cartmanie, który udaje zespół Tourette’a, żeby móc bezkarnie wrzeszczeć wszystko, co akurat przyjdzie mu do głowy. Brzmi jak katastrofa? Oczywiście. I właśnie dlatego tak dobrze oddaje naturę tego serialu.
200
Gdy serial dobijał do swojego dwusetnego odcinka, twórcy nie wybrali bezpiecznego świętowania ani sentymentalnego mrugania do fanów. Zrobili dokładnie odwrotnie. Wrzucili do jednego worka celebrytów, stare urazy, Cartmanowe rodzinne tajemnice i temat Muhammada, a potem odpalili całość jak lont prowadzący prosto do jednej z największych afer w historii serialu. Ten epizod jest dziś oficjalnie oznaczony jako niedostępny z powodu praw i ograniczeń, a jego kontynuacja została ocenzurowana po groźbach związanych z przedstawieniem proroka.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych