Strażnicy Galaktyki

Strażnicy Galaktyki 2 powstają? Czy ta gra potrzebuje sequela? 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 14:00

Niektóre gry nie zostawiają po sobie wyłącznie wspomnienia dobrej przygody. Zostawiają też to bardzo konkretne ukłucie - takie, które pojawia się chwilę po napisach i od razu podpowiada, że z tym światem chyba wcale nie chciałoby się jeszcze żegnać. Bohaterowie nadal mają chemię, ton wciąż siedzi w głowie, a całość wygląda raczej jak początek czegoś większego niż zamknięta historia postawiona raz na zawsze.

I właśnie dlatego każda wzmianka o możliwym powrocie od razu robi się ciekawa. Bo tu idzie już o pytanie znacznie przyjemniejsze - czy ta marka naprawdę ma jeszcze paliwo, żeby znów odpalić z tą samą energią? A jeśli tak, to czy druga część byłaby naturalnym rozwinięciem, czy jednak ryzykowną próbą dogonienia czegoś, co za pierwszym razem zagrało aż za dobrze?

Dalsza część tekstu pod wideo

Pierwsza część dowiozła! 

Pierwsza gra o Strażnikach Galaktyki bardzo szybko zrobiła coś, czego wiele osób chyba się po niej nie spodziewało - okazała się po prostu świetnie napisaną przygodą. Nie opierała się wyłącznie na samej marce Marvela ani na tym, że wrzuca na ekran rozpoznawalne twarze. Jej największą siłą od początku były dialogi, relacje i tempo rozmów między bohaterami.

Ta drużyna naprawdę żyła (jakkolwiek wyświechtane by to określenie nie było), kłóciła się, dogadywała, rzucała sobie uszczypliwościami i właśnie dzięki temu bardzo szybko zaczynało się wierzyć, że to nie jest grupa postaci zebrana tylko na potrzeby jednej gry, ale ekipa z własnym charakterem i historią.

Dużo dobrego zrobiło też to, że twórcy nie próbowali kopiować filmowej wersji Strażników jeden do jednego. Zamiast bezpiecznego powielania znanych patentów dostaliśmy własną interpretację tej ekipy - trochę inną w tonie, trochę bardziej emocjonalną, a momentami zwyczajnie dojrzalszą. Gra potrafiła być zabawna, ale nie żyła samym żartem. 

Jasne, nie wszystko było tu idealne - system walki nie dla każdego był równie ekscytujący, a sama rozgrywka momentami schodziła na dalszy plan wobec narracji - ale kiedy gra trafiła w swój rytm, naprawdę trudno było się od niej oderwać. To był jeden z tych tytułów, które nie musiały być największe ani najbardziej przełomowe, żeby zyskać sympatię graczy. Wystarczyło, że miały serce, świetną ekipę bohaterów i bardzo dobrze wiedziały, jaką przygodą chcą być.

Czy jest sens kontynuowania? 

Moim zdaniem tak - ta gra jest potrzebna, ale tylko pod jednym warunkiem: nie może powstać wyłącznie dlatego, że pierwsza część była „niedocenionym hitem, który warto jeszcze raz wypchnąć na rynek”. Sequel miałby sens tylko wtedy, gdy twórcy naprawdę wiedzą, co chcą zrobić dalej z tą ekipą. Bo największą siłą tamtej gry nie był przecież sam znaczek Marvela ani kosmiczna skała, tylko bardzo konkretna chemia między bohaterami i to, jak dobrze działała ich wspólna podróż. 

Jeśli jednak kontynuacja naprawdę powstanie, to powinna pójść o krok dalej tam, gdzie pierwsza część momentami tylko zaglądała. Przydałaby się bardziej rozwinięta rozgrywka, większa swoboda w samych starciach, może trochę więcej przestrzeni na eksplorację i systemy, które mocniej wykorzystują całą drużynę, a nie tylko obecność Petera w centrum. Ale jeszcze ważniejsze byłoby to, żeby zachować serce tej serii - dialogi, emocje, humor i to poczucie, że znowu spędza się czas z ekipą, którą zwyczajnie chce się słuchać. 

Najlepsza wersja tej gry to więc dla mnie taka, która nie gubi charakteru pierwszej odsłony, ale przestaje być momentami zbyt zachowawcza. Chciałbym zobaczyć historię jeszcze odważniejszą, może bardziej ryzykowną emocjonalnie, z mocniejszym wykorzystaniem kosmicznego dziwactwa tego uniwersum i z poczuciem, że twórcy mają większą pewność siebie niż wcześniej. Wtedy sequel nie byłby tylko miłym dodatkiem dla fanów. Mógłby stać się czymś znacznie lepszym - potwierdzeniem, że pierwsza część nie była jednorazowym strzałem. To trudne, ale do zrobienia. 

Podsumowanie

Wydaje mi się więc, że myśl o powrocie tak bardzo rozgrzewa, ponieważ tutaj naprawdę zostało jeszcze coś do ugrania. Pierwsza część była trochę jak świetny mixtape odpalony przypadkiem - niby nie spodziewasz się aż tak wiele, a po chwili łapiesz się na tym, że znasz już rytm, lubisz towarzystwo i najchętniej puściłbyś całość jeszcze raz, tylko głośniej.

Bo - parafrazując znane hasło - są marki, które robią hałas, a są też takie, które zostawiają po sobie echo. Strażnicy Galaktyki zrobili to drugie. Zostawili po sobie bardzo konkretne poczucie, że ta przygoda mogła być dopiero początkiem. A takie wrażenie bywa czasem cenniejsze niż najbardziej efektowny cliffhanger. Jeśli więc ktoś naprawdę chce znowu odpalić ten statek, to najlepiej nie po to, żeby tylko znów polecieć w kosmos, ale żeby pokazać, że ta załoga nadal ma przed sobą trasę wartą przebycia.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper