Resident Evil 7: Biohazard - wreszcie w usłudze Game Pass
Resident Evil 7: Biohazard, choć wróciło do starych nawyków (pokoje ze skrzynią, posiadłość, horror) kumulowało nowe doświadczenia, płynące z ucieczki, nie przed krwiożerczymi zombie, a ludźmi o kanibalistycznych zapędach. Znamy prawdziwy los rodziny Baker'ów, zanim do Luizjany przybył Ethan Winters w poszukiwaniu rzekomo zmarłej żony. Mia Winters pozostawiła po sobie list (ciekawa referencja do historii z gry Silent Hill 2, w której bohater, James, również otrzymuje podobny list od nieżyjącej ukochanej). Twórcy gry ujęli horror w niespodziewanym wydaniu, bawiąc się mimiką antagonistów (wielkie zęby, oczy, grymasy szaleńczej chęci mordu) dodając potwory, jako świetną przystawkę do dania głównego. Z mojej perspektywy, Resident Evil 7 zrobiło dla współczesnego horroru w grach bardzo dużo.
Gra koncepcyjnie pozwala nam się obronić, nie stawiając wyłącznie w roli ofiary, walczymy, co stanowi kontrapunkt do takich tuzów jak Amnesia czy Outlast. W taki sposób tworzy się nową klasykę - powracając do dawnych nawyków cyklu. erspektywa Resident Evil 7 niektórych straszyła bardziej niż sama gra, która de facto była horrorem z prawdziwego zdarzenia. Gdy testowano dema techniczne za kurtyną studiów Capcomu strachom nie było końca.
Współczesne horrory częściej stosują widok z oczu postaci, aby spotęgować immersję. Np. kolejna gra cyklu, Resident Evil: Village udostępniła z czasem opcję zmiany kamery TPP, choć odebrało to grze część atmosfery. Nie dlatego, że finalnie nie ujrzeliśmy twarzy bohatera, Ethana Wintersa - po prostu widać było jak na dłoni, że Village projektowano w myśl gry FPP. To dlatego Resident Evil 7 jest tak dobre. Przechodzi przez filtr taśmy filmowej centralizując horror ofiary i oprawców. Czające się po kątach, bio-zmory uzupełniają klimat serii nadając dodatkowej grozy.
Witamy w Luizjanie

Z mojej perspektywy, Resident Evil 7 zrobiło dla współczesnego horroru w grach bardzo dużo. Gra koncepcyjnie pozwala nam się obronić, nie stawiając wyłącznie w roli ofiary, walczymy, co stanowi kontrapunkt do takich tuzów jak Amnesia czy Outlast. W taki sposób tworzy się nową klasykę - powracając do dawnych zwyczajów i blendując lepsze technologie (RE Engine). Na dowód, że ludzie w grze są naprawdę przerażający, podrzucam poniższy wycinek z gry, w którym Ethan zmierza do starego domu, a droga usłana jest wiszącymi laleczkami - tylko człowiek jest w stanie zrobić takie "ozdoby" - Resident Evil 7 to jeden z najlepszych horrorów w dziejach. Gdy projekt P.T. upadł ktoś musiał uzupełnił tę straszną lukę. Co by nie mówić/pisać złego o brutalnej polityce Konami w latach 2015-2020 - niedoszłego Silent Hills żałowaliśmy chyba wszyscy. Wtedy pojawili się Jun Takeuchi i Peter Fabiano. Wyjęli co najlepsze z tamtego materiału i przekuli w historię o luizjańskiej farmie kanibali podsyconej wątkiem "inteligentnej" broni biologicznej. Resident Evil 7: Biohazard rozszerzył spektrum opcji. Koniec z konwencją hide&seek - w zgodzie z duchem serii walka bronią palną stanowiła jeden z trzonów mechaniki. Dzięki temu otrzymaliśmy połączenie horroru, akcji, suspensu, retro i bonusowo najlepszej gry wykorzystującej gogle VR. A był to przecież dodatek.
Peak popularności gogli przypadł na okres premiery Resident Evil 7: Biohazard. W dalszym ciągu jest to gra wykorzystująca rozszerzoną rzeczywistość do budowania immersji. W nawiedzonym domu Bakerów podskoczycie ze strachu nie raz, bo twórcy świetnie dopasowują konwencję do możliwości urządzenia. Nie potrzebujecie najnowszych konsol, ani najsilniejszych kart graficznych. Randomowy bohater, Ethan, stanął u progu nowego zagrożenia podobnie jak gracze. Udało się stworzyć antagonistyczną familię z nabytymi skłonnościami do kanibalizmu. Ta gra ma wszystko, świetną mechanikę, duszną, ciasną atmosferę, świetny motyw przewodni i wciąż atrakcyjną oprawę wizualną. Zwiastun dziewiątej gry zachęcił mnie do ponownych odwiedzi farmy Bakerów. Resident Evil 7: Biohazard pomimo zmiany perspektywy wróciło do korzeni serii. Znów biegaliśmy po posiadłości z ogródkiem, a w kolejce czekał stary dom, stodoła, trafił się wrak statku i wreszcie ukryte w kopalni laboratoria. Nie było zombie, a „pleśniaki” - cudnie animowane i odpychające zarazem, choć lgnęły do nas niczym magnes. Wspominałem o ich długim zasięgu ramion? Mogły je rozciągać. Nietrudno zatem oberwać na farmie Baker’ów. Stwory te nie były jednak najgorsze. Wystarczyło wpaść na kogoś z „rodziny” - jak mawiał Jack Baker, jeden z bossów w grze. Przywitał Ethana pięścią, częstował przy obiedzie, nawet odciął nogę…łopatą. Jak na dłoni wychodzą tutaj inspiracje kultowym horrorem, Evil Dead.
Wreszcie w Game Pass

Po szóstej części dotarło do nas, że nie możemy już bardziej zintensyfikować akcji" - przekazał Masachita Kawaka w rozmowie z serwisem Destructoid w 2017 roku, miesiąc przed debiutem Resident Evil 7: Biohazard. Z okazji pojawienia się gry w katalogu Xbox Game Pass warto przyjrzeć się jej zakulisowym dziejom. Projekt rozpoczął się w lutym, 2014 roku, gdy gatunek horrorów przeszedł ciekawą transformację. Pojawiły się takie hity jak Amnesia: Mroczny Obłęd i Outlast, doświadczenia oparte na ciągłej ucieczce, obserwacji i eksploracji nieznanego bohaterom koszmaru. Perspektywa z oczu zawsze była gwarancją lepszej immersji, tj. "zżycia się" odbiorcy ze światem przedstawionym.
Twórcy Resident Evil próbowali już raz swoich sił z FPP, gdy w 2000 roku na rynku pojawiła się gra spod cyklu Resident Evil: Gun Survivor, nakierowana w większym stopniu na akcję, choć część klimatu serii zachowała. Resident Evil 7 było czymś zupełnie innym, unifikowało wątki nadprzyrodzone z horrorem cielesnym, nieodłącznym fragmentem bestiariusza każdej odsłony. Zrezygnowano natomiast z gwiazdorskiej obsady (z jednym wyjątkiem), umieszczono w centrum uwagi postać nieznaną, niepowiązaną z wcześniejszymi rozdziałami, praktycznie randomową. Przywrócono klasyczny podział na posiadłość, ogrody, stare domostwo, podziemia i laboratoria. Pomimo widoku z oczu postaci wpięto system sterowania przypominający klasyczne Resident Evil, Ethan zwalniał podczas celowania, zombie zastąpiono chodzącą, krwiożerczą pleśnią. Najmocniejsze wrażenie robiła technologia, pierwszy raz użyto RE Engine, autorskiego silnika graficznego z sukcesem wykorzystanego w kolejnych latach, w siódmej grze stworzono świat przy użyciu fotogrametrii, co wpłynęła na ponadczasową jakość gry. Teraz można się nią cieszyć dzięki usłudze Game Pass.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Resident Evil VII: Biohazard.
Przeczytaj również
Komentarze (14)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych