Wielkie międzygatunkowe porozumienie. Jeden z najciekawszych filmów science fiction ery VHS

Wielkie międzygatunkowe porozumienie. Jeden z najciekawszych filmów science fiction ery VHS

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 11:00

Mający swoją premierę dokładnie w połowie lat 80. “Mój własny wróg” Wolfganga Petersena to przykład produkcji, która idealnie trafiła w swoje czasy. Okres wyraźnego przesilenia w czasach zimnej wojny dobrze współgrał bowiem z opowieścią, w której dwóch śmiertelnych wrogów zostaje zmuszonych do współdziałania, będąc uwięzionym na tajemniczej planecie. Choć naznaczone wieloma problemami widowisko Wolfganga Petersena nie przyniosło zysku w kinach, zdecydowanie lepiej poradziło sobie na rynku VHS, zyskując status filmu kultowego. 

Na przełomie lat 70. i 80. wyobraźnią fanów literackiej fantastyki zawładnął przez moment Barry B. Longyear. Dobiegajacy czterdziestki autor science fiction napisał opowiadanie “Enemy Mine” opublikowane w 1979 roku w magazynie Asimov's Science Fiction, które z miejsca spodobało się publiczności. Zyskało również przychylność ekspertów, którzy przyznali mu Nagrodę Nebula, a rok później otrzymał on równie prestiżową Nagrodę Hugo. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Utwór Longyeara został osnuty wokół wątku, w którym późniejsi obserwatorzy rozpoznają motyw pojawiający się choćby w obrazie Johna Boormana z 1968 roku “Piekło na Pacyfiku”. Lee Marvin i Toshiro Mifune grają w nim dwóch wrogich sobie żołnierzy, którzy podczas II. wojny światowej trafiają na jedną z bezludnych wysp na Oceanie Spokojnym. Nie mając innego wyjścia muszą zacząć ze sobą współpracować. Oczywiście akcja opowiadania Longyeara rozgrywa się na niebezpiecznej wulkanicznej planecie, na której rozbijają się człowiek - Willis Davidge, a także Drac Jeriba Shigan i to właśnie ów fantastyczny sztafaż zadecydował o tym, że bardzo szybko znaleźli się producenci zainteresowani jego ekranizacją.

Przełom lat 70. i 80. w kinie rozrywkowym należał bowiem bezsprzecznie do George’a Lucasa i jego “Gwiezdnych Wojen”, które zdecydowanie zmieniły zapatrywanie producentów na filmy fantastyczne. Dotąd kojarzonymi z tanimi kostiumami, kiepskimi fabułami i kiczowatymi efektami specjalnymi, dlatego też nie znajdującymi zainteresowania wśród widza masowego. Sukces trylogii Star Wars stał się inspiracją także dla pracującego dla 20th Century Fox Stephena Friedmana, który jako producent zadebiutował klasycznym dziś “Ostatnim seansem filmowym” Petera Bogdanovicha, lecz później współtworzył już wyłącznie dużo mniej znane tytuły. W ekranizacji opowiadania fantastycznego mógł więc szukać swojej szansy na odzyskanie wigoru.

Dwaj wysłannicy na konwent science fiction w Teksasie, których posłał, by przywieźli mu najlepszy materiał do ekranizacji, zaproponowali właśnie dzieło Longyeara, co w świetle wcześniej wspomnianych środowiskowych laurów było wyjątkowo łatwym wyborem. Friedman szybko zatrudnił na scenarzystę Edwarda Khmarę. Nie mającego jeszcze na koncie skryptu do filmu, ale uchodzącego za młodego i zdolnego twórcę, który zresztą niedługo zasłynie scenariuszem do “Zaklętej w sokoła”. Na reżysera wybrano Richarda Locraine’a i wydawało się, że film zostanie zrealizowany wręcz błyskawicznie. Wkrótce pojawiły się jednak ogromne problemy. 

Nagła zmiana reżysera  

Enemy Mine
resize icon

Zdjęcia do filmu, mającego kosztować około 17 milionów dolarów, rozpoczęły się w kwietniu 1984 roku na Islandii, a następnie miały być kontynuowane w Budapeszcie. Już jednak po trzech tygodniach pracy zaczęły się problemy, wynikające nie tylko z przekroczeń budżetu, ale również z kiepskich ocen próbek dostarczanych przez reżysera producentom. Ci narzekali przede wszystkim na to, że dotychczasowe ujęcia wcale nie wyglądają jak kadry z filmu fantastycznego. Utyskiwano również na tandetny kostium, w którym paradował, grający Draka Jeribę, Louis Gossett junior. Mocno przypominający stroje jakby żywcem wyjęte z tanich, kiczowatych horrorów z lat 50’. Sam aktor w późniejszych wywiadach wspominał również, że dodatkowym problemem Locraine’a była kiepska pogoda, nie pozwalająca na filmowanie scen w dogodnym do tego momencie.

W międzyczasie doszło również do gruntownych zmian w kierownictwie 20th Century Fox, którego prezesem został Barry Diller, a szefem producentów Lawrence Gordon. Obaj stanęli przed kilkoma wyzwaniami, jeśli chodzi o realizowane w tym czasie filmy. Jedno z największych dotyczyło właśnie “Mojego własnego wroga”, na którego w tym czasie wydano już około 9 milionów dolarów. Co gorsza sowite wynagrodzenie Dennisa Quaida i Louisa Gossetta juniora zostało obwarowane kontraktem, w ramach którego obaj dostali gwarancję wypłacenia pieniędzy niezależnie od tego czy produkcja ostatecznie zostanie ukończona.

Choć więc Diller i Lawrence zarzekali się, że wciąż wierzą w znakomity scenariusz i aktorów, decyzja o kontynuowaniu tworzenia filmu mogła być podyktowana głównie świadomością tego, że w przypadku rezygnacji koszty niezrealizowanej produkcji będą jeszcze większe. Pewne było to, że do projektu trzeba było znaleźć nowego reżysera. Lawrence ponoć kontaktował się w tej sprawie z samym Terrym Gilliamem, ale ten odmówił, tworząc już w tym czasie swoje “Brazil”. Ostatecznie ich wybór padł na Wolfganga Petersena, mającego już wtedy na swoim koncie przełomowy “Okręt”, a w owym czasie pracującego nad pamiętną “Niekończącą się obecność”.

Co ciekawe, niemiecki reżyser wcale nie palił się do realizacji kolejnego widowiska fantastycznego. Niespecjalnie podobały mu się bowiem "Gwiezdne wojny", a początkowo sądził, że "Mój własny wróg" będzie bardzo podobnym filmem. Wspominał jednak, że kiedy w końcu przeczytał scenariusz, szybko zrozumiał, iż nie ma do czynienia ze zwykłą „strzelanką” w przestrzeni kosmicznej, lecz z niezwykle interesującą historią przyjaźni dwóch śmiertelnych wrogów. Mając jednak zobowiązania związane z poprzednią produkcją, potrzebował czasu, by doprowadzić wszystkie sprawy do końca.

Petersen nie miał również najmniejszej ochoty na korzystanie z materiału pozostawionego przez swego poprzednika. Nie podobały mu się praktycznie żadne ujęcia; podobnie jak producenci uważał bowiem, że prezentowały się one wyjątkowo tandetnie, nie mając w sobie nic z magii scenariusza, z którym się wcześniej zapoznał. Realizowaną już przez dobrych kilka tygodni produkcję należało zatem zacząć praktycznie od nowa. Na jego życzenie ekipa realizująca film przeniosła się z Budapesztu do studia Bawaria w Niemczech, gdzie wcześniej pracował on nad wspominanym “Okrętem”.

To właśnie tam wybudowano nową scenografię wulkanicznej planety z dwoma słońcami, dbając nawet o wykopanie jeziora. Sceny plenerowe zostały zaś nakręcone w wybranych lokacjach na wyspie Lanzarote. Największe zmiany zaszły jednak w charakteryzacji Louisa Gossetta juniora, będącej chyba największym problemem produkcji realizowanej wcześniej przez Richarda Locraine’a. Samo przerobienie kostiumu Draka trwać miało blisko pięć miesięcy, a każdorazowe zakładanie go przez samego aktora trwało ponad trzy godziny. Aktor po latach wspominał, że sam był autorem dziwacznych wokalizacji służących do wykreowania głosu swego bohatera, które zresztą wykonywał później na wielu konwentach.

Jak to sprzedać?!

Enemy Mine
resize icon

Scenariusz do filmu przez długie miesiące ulegał ciągłym modyfikacjom i oczywiście, jak to zwykle bywa, ostatecznie mocno odbiegał od litarackiego pierwowzoru Longyeara. Sam autor po latach, na jednym z konwentów fantastycznych, wspominał, że producenci nalegali choćby na umieszczenie w skrypcie istotnych sekwencji dziejących się w kopalni. Podyktowane miało być to tym, że część z nich zupełnie nie wierzyła, iż widownia pojmie, że tytułowe “Mine” nie odnosi się wcale do miejsca rozgrywania akcji (czyli kopalni), a jest zaimkiem dzierżawczym, związanym z głównym przesłaniem całego filmu.  

Największą tajemnicą, związaną z realizacją filmu Wolfganga Petersena, był rzecz jasna jego ostateczny budżet. Tym, z wiadomych względów, nie chciał się pochwalić żaden z producentów. Wolfgang Petersen już na początku dostał od nich zapewnienie, że otrzyma solidne fundusze na zrealizowanie filmu, które początkowo przecież nie miały przekroczyć 20 milionów dolarów. Od ludzi blisko związanych z produkcją filmu wiadomo, że sam niemiecki reżyser wywiązał się w całości z powierzonego mu zadania, nie przekraczając uzgodnionego limitu, który miał wynosić blisko 24 miliony. Oznacza to, że koszt naznaczonej ogromnymi problemami produkcja filmu ostatecznie niemal 2 i pół raza przekroczyła początkowe założenia, a sam tytuł z potencjalnego hitu zmienił się w pozycję, która i tak prawdopodobnie przyniesie studiu spore straty.

Zupełnie nie pomógł mu dział marketingowy, który od początku miał ogromne problemy z tym w jaki sposób zareklamować nową produkcję. Tuż przed premierą w miastach pojawiły się plakaty reklamujące obraz Petersena, przedstawiające twarze dwóch głównych bohaterów zwróconych do siebie, okraszone sloganem: “Byli wrogami, bo tak ich wychowano. Zostali sojusznikami, bo zmusiła ich do tego sytuacja. Stali się braćmi, bo taki był ich wybór”. Od początku mocno krytykowane za to, że nie uchwytuje on esencji historii, którą jest rodząca się przyjaźń pomiędzy dwoma tak różnymi od siebie istotami. Jeden z szefów konkurencyjnego studia miał nazwać kampanię przed premierą obrazu jedną z najgorszych w tym roku, dodając do tego, iż mimo oczywistych trudności wynikających z oryginalności opowiadanej w nim historii można było przedstawić go zdecydowanie lepiej.

Nic więc dziwnego, że widownia ostatecznie wcale nie dopisała, a wpływy z box office nie pokryły nawet połowy budżetu. Nie pomogli zawodowi krytycy, którzy byli w kwestii tej produkcji wyjątkowo podzieleni. Podczas gdy jedni postrzegali go jako jeden z najbardziej kuriozalnych tytułów od wielu lat, porównując go zresztą nawet do “Diuny” Davida Lyncha, nie doceniając oryginalnego przesłania obrazu, inni chwalili go właśnie za zupełnie nietypowe ogrywanie klasycznych gatunkowych schematów. 

Jak zwykle bywa w latach 80’ film spotkał się jednak z gorącym przyjęciem na VHS, gdzie był wyjątkowo często wypożyczany. To właśnie dlatego do dziś jest nie tylko pamiętany, ale również chwalony za oryginalne podejście i nietypowe przesłanie, które znalazło w owym czasie bardzo nietypowych odbiorców. Obraz Petersena bardzo spodobał się bowiem również w ZSRR, gdzie zaczynał się właśnie okres pierestrojki, a “Mój własny wróg” miał być jednym z pierwszych amerykańskich filmów pokazywanych we wschodnich kinach. W tym kontekście nie może dziwić więc fakt, że w 2024 roku przedstawiciele 20th Century Fox ogłosili start prac nad remakiem tego filmu, nad którym ma objąć pieczę showrunner “Star Trek: Picard”. W dobie obecnego wewnętrznego konfliktu w USA nie powinno nas więc zdziwić, jeśli jeden z bohaterów będzie dziwnie przypominał amerykańskiego liberała, a drugi konserwatystę…

Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper