Sequele, które nigdy nie powstały. Sporo straciliśmy…
W pamięci widzów i graczy zostają nie tylko wielkie finały, ale też te dziwne, bolesne pustki po historiach, które miały iść dalej, a nagle urwały się bez ostrzeżenia. Jeden film, jedna gra, czasem pojedyncza scena wystarczyły, żeby uwierzyć, że to dopiero początek czegoś większego. Potem mijały miesiące, lata, zmieniały się generacje sprzętu i trendy w kinie, a kontynuacja wciąż nie nadchodziła.
Najbardziej frustrujące jest to, że wiele z tych sequeli nie brzmi dziś jak fanowskie fantazje wyssane z palca. To były realne możliwości, konkretne kierunki, czasem nawet projekty, które weszły już na jakiś etap planowania. I właśnie dlatego tak łatwo wracać do nich myślami. Bo nie mówimy o czymś, co nigdy nie miało szansy zaistnieć, ale o historiach, które naprawdę mogły dostać ciąg dalszy - i przez to strata wydaje się jeszcze większa.
Half-Life 3
To już nie tylko niedoszły sequel, ale pełnoprawna legenda branży. Po dwóch przełomowych odsłonach i niedomkniętym wątku z Episode Two wydawało się, że dalszy ciąg jest czymś absolutnie naturalnym. Tymczasem lata mijały, technologia szła naprzód, a Gordon Freeman pozostawał zamrożony w jednym z największych cliffhangerów w historii gier. Trudno o lepszy przykład projektu, którego brak urósł niemal do rangi osobnego zjawiska popkulturowego.
Star Wars: Knights of the Old Republic 3
Pierwsze dwie części stworzyły podwaliny pod jedną z najciekawszych historii w całym uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zwłaszcza druga odsłona zostawiła po sobie ogrom niedopowiedzeń, filozoficznych pytań i wątków, które aż prosiły się o rozwinięcie. Oficjalnej „trójki” jednak nigdy nie dostaliśmy. I właśnie dlatego do dziś tak łatwo wracać myślami do tego, jak mogłoby wyglądać domknięcie tej opowieści.
Alice: Asylum
W tym przypadku strata jest szczególnie bolesna, bo nie mówimy o czysto fanowskim marzeniu, tylko o projekcie, który naprawdę próbował zaistnieć. American McGee przez długi czas starał się doprowadzić do powstania kolejnej części swojej mrocznej interpretacji Alicji, ale droga została ostatecznie zamknięta. Po Alice: Madness Returns został świat, który wciąż miał coś do powiedzenia - i właśnie dlatego brak dalszego ciągu tak mocno ciąży tej marce.
Titanfall 3
Po świetnie przyjętej drugiej części wydawało się, że kontynuacja to tylko kwestia czasu. Kampania singleplayerowa zyskała status jednej z najlepszych wśród współczesnych strzelanek, a sam świat miał potencjał na rozwinięcie zarówno od strony akcji, jak i fabuły. Tymczasem marka została odsunięta na boczny tor, a jej DNA trafiło w dużej mierze do Apex Legends. Titanfall 3 wciąż istnieje więc bardziej jako marzenie graczy niż realny projekt.
Bully 2
Rockstar ma kilka serii, których kontynuacji domagają się fani, ale Bully zajmuje w tym zestawie miejsce szczególne. Pierwsza część była czymś zupełnie innym niż GTA - bardziej kameralna, zadziorna i bardzo charakterystyczna. Doniesienia o różnych etapach prac nad sequelem wracały przez lata, lecz gra nigdy nie wyszła z cienia. A szkoda, bo to jedna z tych marek, które spokojnie mogłyby dziś wrócić w świetnej formie.
Days Gone 2
Pierwsza część miała mieszany start, ale z czasem wypracowała sobie bardzo lojalną społeczność i zaczęła być oceniana znacznie cieplej niż przy premierze. Otwarte drogi, hordy świrusów i postać Deacona St. Johna stworzyły fundament pod sequel, który mógł realnie poprawić słabsze elementy oryginału i rozwinąć to, co zadziałało najlepiej. Zamiast tego marka została zatrzymana, a gracze zostali z poczuciem, że druga część mogła być właśnie tym momentem pełnego rozkwitu.
Sleeping Dogs 2
Sleeping Dogs miało wszystko, by zamienić się w pełnoprawną serię - świetne walki wręcz, mocny klimat Hongkongu i bohatera, który spokojnie uniósłby kolejne rozdziały. Gra do dziś jest wspominana z ogromną sympatią, bo oferowała coś innego niż typowe sandboxy z tamtego okresu. Kontynuacja nigdy jednak nie doszła do skutku, przez co jedna z najbardziej niedocenionych marek akcji utknęła na jednym, choć bardzo udanym rozdziale.
Prey 2
To jeden z tych sequeli, które przez chwilę wyglądały wręcz zbyt dobrze, by mogły się nie wydarzyć. Koncepcja kosmicznego łowcy nagród w świecie science fiction wyraźnie odcinała się od pierwszej części i dawała marce nową tożsamość. Ostatecznie projekt został skasowany, a późniejszy Prey poszedł zupełnie inną drogą. Dobra gra - owszem. Ale nie ta, na którą wielu czekało wtedy najbardziej.
Przeczytaj również
Komentarze (14)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych