WipEout 2097, czyli najlepsza gra, która mnie pokonała

WipEout 2097, czyli najlepsza gra, która mnie pokonała

Igor Chrzanowski | Dzisiaj, 14:00

Dziś sporo mawia się o tym, że gry są dziś prostsze niż kiedyś i to faktycznie prawda. Postępujące ułatwienia sprawiają, że ciężko się w jakiejś grze po prostu zaciąć lub jej nawet nie ukończyć, mimo szczerych chęci.

W gry wideo gram jakoś od 4 roku życia i przez cały ten okres ukończyłem dobre kilkaset produkcji - zarówno tych współczesnych jak Astro Bot jak i retro pokroju Super Mario Bros. na NES-ie. Niestety przez te wszystkie lata trafiła się jedna taka pozycja, której nie naprawdę mimo wielu prób zdołałem ukończyć.

Dalsza część tekstu pod wideo

Może brzmi to nieco lamersko i w ogóle, ale powiedzmy sobie szczerze, że za dzieciaka wielu z nas natrafiło w pewnym momencie na gry, które były dla nas za trudne. I to niezależnie od tego z jakiego powodu, bowiem można było wyłożyć się na zagadce, wyzwaniu zręcznościowym, czy na ukrytej zawartości, której odkrycie graniczyło z cudem bez porządnego poradnika. Dla małoletniego mnie, takim nemezis okazał się WipEout 2097, które mimo swojej osobistej sromotnej "porażki", wciąż kocham całym sercem! Pozwólcie zatem, że wam trochę o tym opowiem. No i pamiętajcie, tekst ma na celu zachęcić do dyskusji o retro gierkach, wyzwaniach i miłych wspomnieniach z dawnych lat, więc chętnie poznam też i wasze podobne historie.  

Kultowe dzieło Psygnosis

Pierwsze PlayStation miało naprawdę całe mnóstwo genialnych produkcji, które ukazywały się w latach 1994-1999, a czasem nawet i dłużej, a przy wielu z naprawdę iście kultowych dzieł swoje palce maczało legendarne Psygnosis, które to tak jak prawie każde inne genialne ugrupowanie, padło ofiarą przejęć i korporacyjnego arkusza kalkulacyjnego. Psygnosis zawdzięczamy między innymi serię WipEout, której druga odsłona, czyli WipEout 2097 ukazała się na PSX-ie w 1996 roku i z miejsca pokazała, że deweloperzy dość sprawnie i szybko uczą się rozwijać swoją markę.

Pierwszy WipEout był powiedzmy sobie otwarcie fajny, ale miał swoje braki i takie problemy "wieku dziecięcego" całej serii. Dopiero w WipEoucie II, jak to pierwotnie nazywano grę, którą następnie poznaliśmy jako WipEout 2097 (WipEout XL w USA), zobaczyliśmy pierwszy sensowny pokaz umiejętności oraz wizjonerstwa Psygnosis. Był to taki typowy rasowy sequel z prawdziwego zdarzenia, gdzie poprawione zostało dosłownie wszystko - od interfejsu przez grafikę, strukturę rozgrywki, na muzyce skończywszy. 

Gdy po raz pierwszy odpalało się WipEouta 2097 można było poczuć ten niesamowity klimat prawdziwej przyszłości - zarówno pod kątem samego settingu gry jak i przy okazji przeskoku z produkcji 2D na pełne 3D, którego wielu doświadczyło w tamtym momencie. Prawdziwa magia, podkręcana jednym z najlepszych soundtracków w historii rozrywki. FireStarter, Chemical Brothers i masa innych epickich kawałków umilała nam śmiganie po kilkaset kilometrów na godzinę.

Najtrudniejsza gra dzieciństwa?

Jako mały szczyl grałem na swoim PSX-ie dość sporo i zahaczałem o naprawdę różne produkcje. Był Spyro, Crash Bandicoot, Tekken, Final Fantasy, MediEvil, Metal Gear Solid i cała masa innych naprawdę wymagających produkcji jak chociażby Tomb Raidery czy Soul Reaver. Nic jednak nie sprawiło mi takich trudności jak WipEout 2097, a zwłaszcza ostatni "finałowy" wyścig z głównej kampanii. Niby pierdoła, bo ukończyłem wszystkie inne wyzwania w całej grze i zostało mi tylko przypieczętować zwycięstwo zajęciem pierwszej pozycji w finale.

Ło panie, tak ciężkiego dziadostwa to ja w życiu nie przechodziłem. Nawet Soulsy i inne Castlevanie się przy tym chowają. Dlaczego? Wiecie, AI pierwszych WipEoutów było dość proste, ale bezlitosne - nie popełniało błędów, zawsze leciało tak jak trzeba i wykorzystywało niespodzianki w najlepszy możliwy sposób. My jako ludzie popełniamy zaś błędy, a zwłaszcza taki 8-9 letni gówniarz jak ja, który nie do końca jeszcze wypracowany refleks, z którym bliżej mi było do szachisty niż do graczy Counter-Strike'a. 

Ale się zaparłem i próbowałem. Wiele dni, wiele godzin. Ostatecznie jednego dnia spędziłem z tym jednym tylko wyścigiem dobre 7 czy nawet 8 godzin, poprawiłem czas okrążenia o całą minutę i szlifowałem każdy zakręt. Poza jednym, gdzie nigdy nie udawało mi się tak idealnie płynnie wejść, aby nie stracić tych ułamków sekund i nie zostawiać otwartej przestrzeni po boku dla konkurenta. Nie ważne ile próbowałem, zawsze jak skończony cymbał chrzaniłem ten fragment i kończyłem drugi, będąc jakieś 0,1s za liderem. 

Po wielu bezowocnych próbach przełamania tego impasu, po prostu odpuściłem i do dziś trzymany na karcie pamięci zapis czeka, aż zbiorę się w sobie, aby pokonać tego dziada i w końcu ukończyć kultowe dzieło Psygnosis. Mimo tego, serię pokochałem i w dalszej kolejności ograłem Fusion, Pure, Pulse oraz HD Fury, a teraz przymierzam się do zakupu WipEout 2048 na PlayStation Vita. 

Źródło: Własne
Igor Chrzanowski Strona autora

Serię WipEout poznałem/am na...?

PlayStation
41%
PlayStation 2
41%
PlayStation Portable
41%
PlayStation 3
41%
PlayStation Vita
41%
PlayStation 4
41%
Poza konsolami Sony
41%
Nie grałem/am w żadnego WipEouta
41%
Pokaż wyniki Głosów: 41
cropper