Drugi Sezon Battlefield 6 uratował grę? Na to wygląda
Jako zadeklarowany fan serii i obecnej odsłony, muszę zacząć od szczerego wyznania: w Battlefield 6 nabiłem już prawie 100 godzin. Przez większość tego czasu bawiłem się naprawdę wyśmienicie, chłonąc destrukcję i chaos, za który tak bardzo kochamy tę markę.
Początkowo dostępne tryby oraz mapy były dla mnie w zupełności wystarczające, by utrzymać mnie przed monitorem wieczór w wieczór. Jednak muszę być szczery - przez ostatnie 20 godzin mojej przygody z tym tytułem, coraz rzadziej miałem ochotę klikać ikonę „Graj”.
Co ciekawe, moim problemem wcale nie była zawartość. Nie narzekałem na brak broni, powtarzalność trybów czy nudne lokacje. To, co zaczęło mnie powoli odpychać od BF6, to poważnie popsuty matchmaking. Od dłuższego czasu proces rozpoczynania meczów przypominał drogę przez mękę. Czekanie na zapełnienie lobby trwało wieczność, a system dobierania graczy wydawał się kompletnie nie radzić sobie z utrzymaniem płynności sesji.
Najbardziej frustrujący był moment, w którym lobby w końcu zaczynało się formować, ale zniecierpliwieni gracze - widząc, że brakuje jeszcze połowy składu - po prostu wychodzili. Powstawało błędne koło: ludzie uciekali z frustracji, co jeszcze bardziej wydłużało czas oczekiwania dla tych, którzy zostali. Gra desperacko próbowała łatać te dziury, masowo dodając boty, co w tytule nastawionym na rywalizację z żywym przeciwnikiem jest rozwiązaniem co najwyżej miernym.
Ta sytuacja była szczególnie bolesna, gdy miałem ochotę spędzić wieczór na czymś więcej niż jednym meczu rankingowym. Chęć zagrania serii spotkań i wspinania się w tabelach była brutalnie tłamszona przez świadomość, że po każdej rundzie czeka mnie kilkanaście minut patrzenia w ekran wczytywania i modlenia się, by tym razem serwer dobrał ludzi, a nie algorytmy. Nic tak nie zabija ducha walki jak puste lobby.
Sezon 2 w Battlefield 6 wystartował z przytupem
Dlatego z takim drżeniem rąk odpalałem Sezon 2, który właśnie zadebiutował. Czy DICE i Battlefield Studios wyciągnęli wnioski? Czy nowa zawartość przyciągnęła na tyle dużo osób, by matchmaking przestał być klinicznym przypadkiem? Po pierwszych kilkunastu godzinach z nową aktualizacją mogę powiedzieć jedno: nadzieja wróciła. I to w wielkim stylu, bo Sezon 2 dostarczył dokładnie to, czego ta gra potrzebowała, by odzyskać puls.
Zacznijmy od powrotu legendy, czyli mniejszego helikoptera zwiadowczego, znanego szerzej jako Little Bird. To niesamowite, jak jedna maszyna potrafi wywrócić dynamikę meczu do góry nogami. W rękach sprawnego pilota „ptaszek” staje się prawdziwym koszmarem dla piechoty. Jest niesamowicie zwrotny, co pozwala na błyskawiczne eliminowanie celów próbujących przejąć punkty na otwartej przestrzeni.
Widziałem już akcje, w których jeden Little Bird potrafił kompletnie przelamać linię obrony wroga, nękając go z flanek i zmuszając do odciągnięcia uwagi od głównego natarcia. To narzędzie chirurgiczne, które przywróciło do Battlefielda ten specyficzny rodzaj taktycznej agresji, którego brakowało w niektórych starciach pierwszego sezonu. Dzięki niemu walka o flagi stała się znacznie bardziej dynamiczna i nieprzewidywalna.
Kolejnym mocnym punktem jest nowa mapa o nazwie Skażenie (Contaminated). Muszę przyznać, że deweloperzy wykonali tu kawał świetnej roboty pod kątem zagospodarowania terenu. Leśne ostępy, które dominują w tej lokacji, pasują do nastroju gry idealnie. Gęstwina drzew zapewnia świetną osłonę przed snajperami, ale jednocześnie wymusza ciągłą czujność, bo wróg może czaić się za każdym krzakiem.
Mapa robiąca furorę
Prawdziwym hitem mapy Skażenie są jednak specjalne punkty orientacyjne (występujące w przełamaniu), a w szczególności wielopiętrowy dom. Ta lokacja to absolutny majstersztyk, jeśli chodzi o tryb Przełamanie. Walki o każdy metr schodów, czyszczenie kolejnych pięter za pomocą granatów i desperacka obrona balkonów przypominają najlepsze momenty z historii serii. To właśnie takie „punkty zapalne” sprawiają, że Battlefield 6 odzyskuje swój unikalny charakter.
Pionowa struktura tego budynku wprowadza do rozgrywki masę chaosu, ale jest to chaos kontrolowany i niezwykle satysfakcjonujący. Atakujący muszą wykazać się nie lada sprytem, by wykurzyć obrońców z wyższych kondygnacji, a obrońcy czują autentyczną presję, gdy ściany wokół nich zaczynają pękać pod ostrzałem czołgów. To esencja Battlefielda zamknięta w czterech ścianach.
Uważam więc, że drugi sezon ma ogromną szansę zachęcić nawet największych sceptyków i dotychczasowych wrogów produkcji do powrotu. Studio zaryzykowało i wprowadziło nowość, która dodaje grze pikanterii - halucynogenny gaz. Mechanika ta jest genialna w swojej prostocie: jeśli w strefie skażenia nie użyjemy maski przeciwgazowej, nasz bohater zaczyna widzieć rzeczy, których nie ma, co potężnie utrudnia celowanie i orientację w terenie.
Może nie są to nowości, które całkowicie wywracają fundamenty gry do góry nogami, ale to dokładnie te drobne usprawnienia sprawiają, że BF6 staje się produktem kompletnym. Gaz wymusza na graczach zarządzanie ekwipunkiem i podejmowanie szybkich decyzji: czy poświęcić widoczność na rzecz maski, czy zaryzykować halucynacje i próbować szybko przebiec przez niebezpieczną strefę? To dodaje kolejną warstwę taktyczną do i tak już gęstej atmosfery.
Jestem przekonany, że kolejne tygodnie w Battlefield 6 będą upływały właśnie pod znakiem mapy Skażenie. Widać, że do gry wróciło życie - matchmaking, dzięki napływowi graczy skuszonych nowościami, zaczął w końcu działać tak, jak powinien. Lobby zapełniają się w mgnieniu oka, a boty stały się rzadkim widokiem, co automatycznie podniosło jakość każdego starcia, zwłaszcza w trybach rankingowych.
To niesamowite, jak bardzo jakość zabawy zależy od stabilności społeczności. Sezon 2 zadziałał jak elektrowstrząsy na pacjenta, który już powoli żegnał się z tym światem. Dzięki nowym broniom, jak choćby karabinowi wyborowemu GRT-CPS, oraz powrotowi wyrzutni IGLA, gracze dostali zabawki, które pozwalają im na nowo odkrywać radość z siania zniszczenia.
Patrząc na to wszystko z perspektywy kogoś, kto spędził w tej grze 100 godzin, czuję ogromną ulgę. Moje zmęczenie materiałem, które narastało przez ostatnie 20 godzin, zniknęło jak ręką odjął. Znów mam ochotę planować wieczorne sesje z oddziałem, znów ekscytuję się każdą udaną akcją w Little Birdzie i znów czuję tę specyficzną adrenalinę podczas walk o wielopiętrowy dom na Skażeniu.
Czy Sezon 2 uratował Battlefield 6? Na ten moment wszystko na to wskazuje.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Battlefield 6.
Przeczytaj również
Komentarze (12)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych