Znalazłem kolejną perełkę w PS Plus Extra. 4 godziny świetnej opowieści
Ostatnio moje gamingowe serce skradło polskie The Invincible. Produkcja oparta na prozie Stanisława Lema urzekła mnie przede wszystkim niespiesznym tempem oraz narracją, która pozwalała chłonąć retro-futurystyczny świat bez zbędnego pośpiechu. Spodobało mi się to, jak gra prowadziła mnie za rękę przez filozoficzną opowieść, nie przytłaczając przy tym skomplikowanymi systemami walki czy rzemiosła.
Po napisach końcowych poczułem pewien głód. Chciałem zostać w nurcie gier, które potocznie nazywamy „chodzikami”, ale które ja wolę określać mianem interaktywnych doświadczeń. Postanowiłem więc przejrzeć bibliotekę PS Plus Extra w poszukiwaniu czegoś, co ponownie postawi na mocną fabułę i gęstą atmosferę, zamiast na liczenie punktów doświadczenia.
Mój wybór padł na Still Wakes the Deep. Słyszałem o tej grze kilka ciepłych słów po premierze, ale dopiero teraz, szukając czegoś „na jeden raz”, zdecydowałem się dać jej szansę. I muszę przyznać - to była jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłem jako subskrybent usługi Sony w ostatnim czasie.
Dopracowanie to coś, co wyróżnia Still Wakes the Deep
Produkcja zaskoczyła mnie już od pierwszych minut swoją oprawą graficzną. O ile The Invincible było estetyczne i wierne swojej stylistyce, o tyle Still Wakes the Deep to pod względem technologicznym prawdziwy majstersztyk. Detale platformy wiertniczej, gra świateł na mokrych powierzchniach i huczący dookoła ocean tworzą wrażenie niesamowitego realizmu. Co więcej, mechaniki w tej grze wydają się znacznie bardziej „żywe” niż w przypadku przygody na Regis III. Czuć, że twórcy ze studia The Chinese Room chcieli, abyśmy mieli większą kontrolę nad bohaterem. Nie jest to tylko przesuwanie gałki do przodu - musimy wspinać się, przeskakiwać nad przepaściami i ręcznie operować elementami otoczenia, co dodaje zabawie dynamiki.
To poczucie sprawczości sprawia, że łatwiej zżyć się z protagonistą. W Still Wakes the Deep nie jesteśmy tylko obserwatorem, ale aktywnym uczestnikiem dramatu, który rozgrywa się na środku wzburzonego Morza Północnego. Ruchy postaci mają swój ciężar, a każda próba ucieczki przed zagrożeniem wymaga od nas pełnego skupienia. Sama historia trzyma w napięciu od samego początku aż do wielkiego finału. Akcja osadzona jest w 1975 roku na szkockiej platformie wiertniczej Beira D. Wcielamy się w Caza McLeary’ego, elektryka, który próbuje uciec przed problemami z prawem na lądzie, tylko po to, by trafić w sam środek niewytłumaczalnego koszmaru.
Bez wchodzenia w strefę spoilerów: podczas wiercenia załoga platformy narusza coś, co nigdy nie powinno zostać odnalezione. Od tego momentu gra zmienia się w dramatyczną walkę o przetrwanie. Naszym głównym zadaniem jest odnalezienie ocalałych członków załogi i znalezienie sposobu na wydostanie się z metalowej pułapki, która powoli rozpada się pod wpływem nadnaturalnych sił.
Fabuła jest po prostu świetna w swej prostocie. To opowieść o zwykłych ludziach postawionych w obliczu kosmicznego, niezrozumiałego horroru. Relacje między pracownikami platformy, ich strach i wzajemna lojalność są nakreślone w sposób niezwykle przekonujący, co sprawia, że naprawdę zależy nam na uratowaniu kolegów z pracy. Szkoda tylko, że we wprowadzeniu nie otrzymaliśmy więcej wstawek, dzięki którym moglibyśmy się jeszcze bardziej zżyć z "kolegami z roboty".
Konkretna, kilkugodzinna przygoda
Warto zaznaczyć, że Still Wakes the Deep to skondensowane doświadczenie. Przejście całości zajmuje około 3 do 4 godzin, co dla mnie jest ogromną zaletą. W czasach, gdy wiele gier na siłę wydłuża czas rozgrywki do 50 godzin, taka pigułka wysokiej jakości emocji jest na wagę złota. Ogromne brawa należą się twórcom za dubbing. Głosy bohaterów, z ich charakterystycznym szkockim akcentem, dodają grze niesamowitej autentyczności. Słuchając ich dialogów, ma się wrażenie przebywania z prawdziwymi ludźmi, a nie z wygenerowanymi postaciami. To właśnie te detale budują immersję, o której inne produkcje mogą tylko pomarzyć.
W scenariuszu nie zabrakło też kilku zwrotów akcji, które potrafią skutecznie zaskoczyć. Choć gra nie stara się nas straszyć co pięć minut tanimi jumpscare’ami, to atmosfera osaczenia i niepewności jest tu niemal fizycznie odczuwalna. Są momenty, w których Still Wakes the Deep potrafi autentycznie zamrozić krew w żyłach. To nie jest horror, który polega na walce z potworami przy użyciu karabinu. To horror psychologiczny i klimatyczny, gdzie najgroźniejsze jest to, czego nie widzimy wyraźnie lub czego nie rozumiemy. Dźwięki wyginającej się stali, hurgot maszyn i nienaturalne odgłosy dobiegające z głębi platformy budują napięcie lepiej niż niejeden wysokobudżetowy film.
Wszystko to składa się na obraz gry, która wie dokładnie, czym chce być.
Wypróbujcie w PS Plus Extra, póki jest
Podsumowując, moje spotkanie ze Still Wakes the Deep uważam za jedną z najciekawszych przygód tego roku. Jeśli polubiliście narracyjne tempo The Invincible czy innych przygodówek jak Firewatch, ale brakowało Wam tam nieco więcej akcji i mroczniejszego klimatu, propozycja od The Chinese Room jest dokładnie tym, czego szukacie.
To bez wątpienia kolejna perełka ukryta w gąszczu dużych tytułów, która udowadnia, że krótkie gry mogą zostawić w nas trwalszy ślad niż tasiemce na sto godzin.
Przeczytaj również
Komentarze (13)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych