Jak wyobrażano sobie rok 2026*? Kilka filmów miało ciekawy obraz "przyszłości"
Rok 2026 już tu jest, a to idealny moment, żeby spojrzeć wstecz na filmowe wizje przyszłości. Przez lata twórcy kina science fiction próbowali przewidywać, jak będzie wyglądał świat „za kilka dekad” - pełen nowych technologii, zmienionych relacji międzyludzkich i wyzwań, z którymi ludzkość miała się dopiero zmierzyć. Dziś, gdy ten umowny „rok przyszłości” stał się teraźniejszością, te wizje nabierają zupełnie nowego znaczenia.
Niektóre z nich okazały się zaskakująco trafne, inne kompletnie przestrzelone, a jeszcze inne mówią więcej o czasach, w których powstały, niż o samym 2026 roku. I właśnie dlatego warto im się przyjrzeć - nie po to, by je rozliczać z prognoz, ale żeby zobaczyć, jak bardzo zmienił się sposób myślenia o przyszłości i jak kino próbowało ją sobie wyobrazić.
*W tytule wspomniałem o 2026, ale biorę pod uwagę też te bliskie lata.
Metropolis
Metropolis to chyba najsłynniejsza filmowa wizja roku 2026 - i jednocześnie najbardziej symboliczna. Przyszłość wyobrażona przez Fritza Langa to świat gigantycznych miast, skrajnych nierówności społecznych i ludzi sprowadzonych do roli trybików w wielkiej maszynie. Elity żyją wysoko, dosłownie ponad wszystkim, podczas gdy robotnicy pracują pod ziemią, w rytmie narzuconym przez technologię.
Z dzisiejszej perspektywy nie chodzi tu nawet o datę, tylko o przesłanie. Metropolis w zasadzie ostrzegało przed światem, w którym postęp odrywa się od empatii. I choć 2026 nie wygląda jak w tym filmie, wiele lęków, które Lang wpisał w swoją wizję przyszłości, pozostaje zaskakująco aktualnych.
Children of Men
To najbardziej bezpośrednia i realistyczna wizja świata z tego przedziału czasowego. Rok 2027 w Children of Men to moment całkowitego wypalenia cywilizacji - ludzkość od lat nie potrafi się rozmnażać, państwa są na skraju upadku, a społeczeństwo żyje w ciągłym strachu. Przyszłość jest brudna, chaotyczna i pozbawiona złudzeń.
Film Alfonso Cuaróna dziś uderza jeszcze mocniej, bo zamiast futurystycznych wynalazków pokazuje znajome obrazy: kryzysy migracyjne, dezinformację, militaryzację przestrzeni publicznej. To wizja przyszłości, która nie wydarza się nagle, ale rozpada krok po kroku.
Her
Her to zupełnie inny ton - cichy, intymny i pozbawiony katastrofy. To świat, w którym technologia nie niszczy miast, ale redefiniuje relacje. Ludzie są połączeni non stop, a jednocześnie bardziej samotni niż kiedykolwiek. Sztuczna inteligencja staje się kimś bliskim, emocjonalnie obecnym, wręcz intymnym.
Dziś ten film brzmi niemal proroczo. Nie dlatego, że przewidział konkretne rozwiązania technologiczne, ale dlatego, że idealnie uchwycił emocjonalną stronę relacji człowieka z technologią. W gruncie rzeczy ta produkcja nie zamierza straszyć i tego nie robi. Sięga po nieco inne opcje… Ale za wiele nie zdradzę!
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych