WWE 2K

Czasem warto zrobić sobie przerwę. I ta popularna seria to potwierdza…

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Zdarzają się serie, które przez lata funkcjonują jak w zegarku - co roku nowa odsłona, co roku podobny schemat, co roku ta sama presja, żeby „dowożić”. I z czasem zaczyna to być widoczne. Pomysły się powtarzają, świeżości brakuje, a nawet najlepsze marki tracą ten błysk, który kiedyś sprawiał, że premiera była wydarzeniem. Dlatego decyzja, by wreszcie przerwać ten cykl, nie jest łatwa - ale czasem okazuje się zbawienna.

Bo kiedy twórcy w końcu zrobili krok w tył, dali sobie czas i odpuścili coroczny sprint, nagle stało się coś bardzo prostego - jakość wróciła. Mniej pośpiechu, więcej pomysłów, wyraźniejsze dopracowanie i przede wszystkim znowu czuć było serce w projekcie. To najlepszy dowód na to, że czasem przerwa nie jest oznaką słabości, tylko jedyną drogą, żeby naprawdę odświeżyć serię i przypomnieć wszystkim, dlaczego kiedyś była tak wyjątkowa.

Dalsza część tekstu pod wideo

O WWE 2K słów kilka…

Seria WWE od 2K miała naprawdę burzliwą historię. Przez wiele lat była synonimem corocznej premiery, w której zmieniały się okładki, roster i kilka detali, ale fundament pozostawał ten sam. Dla jednych to wystarczało, bo dostawali swoje ulubione wrestlingowe widowisko, dla innych zaczynało być to problemem - było widać zmęczenie materiału, brak świeżych pomysłów i powolne osuwanie się jakości w dół. Kulminacją tego zjazdu było WWE 2K20, które stało się wręcz memem…

To wtedy sytuacja doszła do punktu, w którym „jakoś to będzie” przestało działać. Gra była krytykowana przez recenzentów, wyśmiewana przez społeczność, a jej stan techniczny pozostawał tematem dyskusji na długo po premierze. W pewnym momencie stało się jasne, że zwykłe „łatki” tego nie załatwią. Seria potrzebowała wstrząsu, potrzebowała radykalnego kroku - i 2K zdecydowało się na coś, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się nie do pomyślenia.

Twórcy odpuścili coroczny cykl i zrobili sobie rok przerwy. Zrezygnowano z kolejnej numerowanej odsłony, wyhamowano produkcję i dano sobie czas, którego wcześniej tak bardzo brakowało. To była odważna decyzja - bo przecież mówimy o marce, która generuje ogromne pieniądze i ma wierne grono odbiorców - ale też jedyna sensowna. Zamiast maskować problemy, trzeba było je wreszcie przepracować.

Ten moment oddechu stał się punktem zwrotnym dla całej serii. Zamiast kolejnej „taśmy”, pojawił się plan na faktyczną zmianę kierunku. Czas na poprawki, przemyślenie systemów, uporządkowanie fundamentów i odzyskanie zaufania fanów. I dopiero wtedy można było wrócić.

Przerwa i rozpęd

Efekt tego ruchu zobaczyliśmy wraz z WWE 2K22 - i tu naprawdę można było odetchnąć z ulgą. Nagle okazało się, że seria znowu ma energię, że gra wygląda lepiej, działa stabilniej i przede wszystkim… Znowu sprawia frajdę. Mechaniki zostały uproszczone tam, gdzie trzeba, ale jednocześnie zachowały głębię. Animacje wyglądały naturalniej, tempo walk było lepiej wyczute, a sama rozgrywka stała się zwyczajnie bardziej przystępna.

Z kolejnymi odsłonami ten trend tylko się umacniał. WWE 2K przestało być symbolem „corocznego obowiązku”, a zaczęło znowu uchodzić za solidny, rozwijający się cykl. Widać było, że przerwa nie była pustym gestem, tylko momentem rzeczywistej refleksji. Tryby rozgrywki zaczęły nabierać sensu, kariera stała się ciekawsza, a zabawa w tworzenie własnych wrestlerów i scenariuszy znów dawała masę satysfakcji.

Najważniejsze jednak, że wyciągnięto wnioski. Po katastrofie WWE 2K20 twórcy mogli obrazić się na krytykę, ale zamiast tego potraktowali ją jak sygnał alarmowy. I dziś naprawdę czuć różnicę - od strony technicznej, od strony zawartości, od strony szacunku do gracza. To rzadki przypadek, gdy seria po tak potężnym potknięciu potrafiła stanąć na nogi i odzyskać twarz.

Dlatego dziś, patrząc na obecną formę gier WWE od 2K, można powiedzieć jedno - ta przerwa była najlepszym, co mogło się tej marce przytrafić. Otworzyła drogę do nowej jakości, przywróciła fanom wiarę i sprawiła, że znowu można czekać na kolejne części z ciekawością, a nie z obawą. A to w świecie corocznych serii jest naprawdę ogromne osiągnięcie.

Konkluzja

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, decyzja o zatrzymaniu taśmy i daniu sobie czasu okazała się czymś znacznie większym niż tylko „naprawą kryzysu”. To był moment, w którym 2K pokazało, że potrafi przyznać się do błędów i zamiast udawać, że wszystko jest w porządku, faktycznie zabrało się do roboty. I to widać w efektach - seria nie tylko wróciła na właściwe tory, ale zwyczajnie dojrzała.

Dlatego dziś gry WWE od 2K znowu budzą emocje - ale już te pozytywne. Powrót jakości, lepsze pomysły i konsekwencja w rozwijaniu marki sprawiły, że znowu chce się do nich siadać. I jeśli kolejne odsłony będą trzymać ten kurs, to ta przerwa sprzed lat jeszcze długo będzie wspominana jako moment, który uratował całą serię.

Źródło: Własne
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper