
Gamescom 2025: Graliśmy w I hate this place. Bloober Team z kolejnym horrorem
Oprócz Cronosa, krakowski Bloober zabrał do Kolonii również mniejszy tytuł, za który odpowiada studio Broken Mirror Games. Mowa o I Hate This Place - grze, którą mieliśmy okazję testować jako ostatnią po trzech dniach ganiania po halach. Tytule, który dla bardziej zmęczonych redaktorów mógł wybrzmieć jak idealne podsumowanie kilkudziesięciu kilometrów, jakie zaliczyli drepcząc po Kolonii.
I Hate This Place nie jest wysokobudżetowym tytułem – to izometryczny survival horror osadzony w otwartym świecie. Już w menu, zarówno stylistyka, jak i muzyka zdradzają inspiracje twórców, którym z pewnością było to części "Stranger Things". Napisałem po części, bo o dziwo produkcja bazuje na innej licencji, której osobiście nie znałem. Twórcy wspomnieli o komiksie autorstwa Kyle’a Starksa i Artyoma Topilina, na którego podstawie powstaje polska gra.
Tytuł wyróżnia się cel-shadingową grafiką stylizowaną na komiksy z lat 80., ale nie tylko - jednym z ważnych systemów będzie mechanika dnia i nocy, gdzie po zmroku czeka na nas znacznie większe niebezpieczeństwo. Niestety, grywalna wersja demo nie pozwalała na zabawę w otwartym świecie. Trafiliśmy za to do obiektu składającego się z kilku pięter, w którym trzeba było poradzić sobie z wrogami i rozwiązywać proste zagadki.




Izometryczny survival

Cała zabawa polegała na eksploracji i zbieraniu kolejnych zapasów oraz broni. Crafting jest tu zresztą kluczowy - stoły rzemieślnicze pozwalają ulepszać takie bronie jak strzelba, karabin czy taser elektryczny (ten służył też do rozwiązywania zagadek i uruchamiania niektórych mechanizmów), ale też do produkcji nabojów czy apteczek. Horrorowa otoczka była odczuwalna od samego początku, choć produkcja nie zachwycała różnorodnością wrogów. To głównie te same stwory z mackami. Fajnym motywem były natomiast pająki, które trzeba było eliminować, zanim znajdą nosiciela w postaci leżących trupów i zmienią się w silniejszą bestię.
Tytuł ma jednak problem ze sterowaniem. Niby strzelanie jest intuicyjne i polega na wykorzystaniu analogów kierunkowych oraz wciskaniu spustu, ale ten sam spust służy też do uderzania bronią białą. I nie raz, i nie dwa w ferworze walki można się było pomylić. Trzeba pamiętać, że to survival, więc łatwo nie jest. Bez craftingu i uzupełniania zapasów bywa ciężko. Podczas dema musiałem uruchomić generator, dzięki któremu ruszyła winda pozwalająca dostać się na kolejne piętra. Następnie musiałem pozbyć się wody, która zalała korytarze. Brocząc po kolana, poruszamy się oczywiście wolniej. W grze nie zabrakło też latarki rozświetlającej mrok oraz możliwości skradania się i cichej eliminacji wrogów.
Panie, którędy do wyjścia?

Oprawa bardzo dobrze spełnia swoją rolę – jest trochę mroczna, trochę humorystyczna. Bolał natomiast brak minimapy. Z racji tego, że sporo tu podobnych korytarzy i pięter, łatwo zapomnieć, gdzie były otwarte drzwi i gdzie trzeba było rozwiązać jakąś zagadkę. Jest to więc po części metroidvania, ale współczesne gry z tego gatunku często oferują naprawdę funkcjonalne mapy, które pomagają nam odnaleźć się w świecie i nie wywołują irytacji. A chcąc skończyć demo w wyznaczonym czasie, musiałem skorzystać z pomocy dewelopera, by nakierował mnie, gdzie dalej mam się udać – bo po prostu się zgubiłem. Jak jednak przyznał sam twórca gry – nie ja jeden, i zespół rozważa dodanie do gry mapki, która pomoże w orientacji w terenie.
Historia Eleny, która przez przypadek uwalnia mroczne siły i musi jednocześnie przetrwać w koszmarnym świecie, wydaje się więc całkiem obiecująca, choć twórcy muszą poprawić jeszcze sterowanie i dodać kilka funkcjonalności z korzyścią dla graczy. Nie będzie to raczej sprzedażowy hit Bloobera, bo podobnych produkcji mamy choćby na Steamie sporo, ale grze nie można odmówić klimatu, fajnej stylistyki i satysfakcjonującej eksploracji świata. I z miłą chęcią sprawdzę ją, gdy tytuł trafi na rynek.
Przeczytaj również






Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych