The Last of Us Part 1

The Last of US: Part I - remake czy remaster? Rozważania przed wydaniem trzech stówek na wrześniową premierę

Krzysztof Grabarczyk | 30.07, 10:00


O The Last of Us powiedziano już wszystko. Gra, która zdefiniowała model narracji współczesnych gier przygodowych powraca w nowej wersji, po raz drugi. Dla wielu z nas będzie to trzecia już wyprawa od Bostonu wzdłuż całej zainfekowanej Ameryki. Latem, 2013 roku gdy tytuł ujrzał światło dzienne na PS3, wprawiono nas w zachwyt. Okazało się, że to coś znacznie więcej niż Uncharted z zombie w tle. 

Rozgrywka okazała się kilkupoziomowa, zupełnie jak powstałe relacje między postaciami. Recenzje mediów, opinie graczy stworzyły obraz pozycji absolutnie kultowej na premierę. Okazało się, że studio kojarzone nieodzownie z klimatem jamraja czy niedoszłego Indiany Jonesa napisało bardzo mocną, usłaną dramatami i przeżyciami historię, ze światełkiem w tunelu na końcu drogi. Oficjalna zapowiedź The Lasrt of Us: Part I siłą rzeczy powinna wywołać u nas opad szczęki i wymowne "shut up and take my money". Opinie są w tej kwestii podzielone, niczym dyskusje o kontrowersjach scenariusza Part II. 

Klasa Premium?

The Last of Us

Naughty Dog należy do grona deweloperów z powszechnym kredytem zaufania. Wystarczy jakakolwiek informacja odnosząca się do nowej gry studia, a fani już zamiarują się ze składaniem zamówień przedpremierowych. Choć przyznać muszę, że obecne czasy są mocno wątpliwe w tej kwestii. Niejedno uznane studio ostatnio podpadło publice. Wymienić można sztandarowego Cyberpunka 2077, zbojkotowanego przez nieludzki hajp, oczekiwania i niedbalstwo producentów w wersji na starsze konsole. Wprawdzie to nie ta liga dewelopera, lecz Rockstar także się oberwało za niechlujne potraktowanie teoretycznie ulepszonej kompilacji Grand Theft Auto z ery PS2. Zdaje się, że przyszła kolej na Naughty Dog, czyli ikonę najwyższej jakości w grach PlayStation i nie tylko. Poziom jaki wypracowano już w Uncharted 4: Kres Złodzieja (2016) wydawał się prześcigać konkurencyjne tytuły. Na The Last of Us: Part II nie byliśmy gotowi gdy przyszło nam eksplorować postpandemiczne Seattle. Do tej pory gra uruchomiona na PlayStation 5 robi niesamowite wrażenie. 

Bazowa wersja projektu deklasowała resztę, a przecież rozgrywka trzymała jedynie 30 klatek na sekundę, przy 1080p (PS4) i szachownicemu 4K (PS4 Pro). Polecamy sprawdzić wersję po odpowiedniej aktualizacji, gdzie animacja nie spada poniżej 60 klatek. Przy wciąż niemal bezkonkurencyjnej oprawie audiowizualnej, The Last of Us 2 sprawia wrażenie produkcji napisanej z dedykacją dla niemal dwuletniej konsoli Sony. Systemowy fundament gry okazał się motorem napędowym dla koncepcji nowego odświeżenia pierwszej części, znacznie bardziej gloryfikowanej niż ciężki momentami sequel. Czy to kwestia sentymentu? A może braku nawarstwienia wątków podejmujących trudne politycznie i społecznie dyskusje na temat orientacji seksualnej, czy szeroko pojętej "inności". The Last of Us opiera się na relacji zrodzonej z  niespokrewnionego ojcostwa, dylematów moralnych i kwestii wyboru kładącego na szalę całą niedobitą przez MZM (Maczużnikowe Zapalenie Mózgu) ludzkość. Przy czym ingerencja w opcje wyboru nie jest tu aktywna, co tłumaczono już przy debiucie rdzennej wersji gry. Po wielkim sukcesie zjawiła się ósma generacja konsol, PS4 z impetem uderzyło w rynek, choć konsoli nie brakowało jak w przypadku młodszej siostry, PS5. 

Niemniej w rok po oryginalnej edycji TLoU, zadebiutowało The Last of Us: Remastered (2014). Naughty Dog borykali się z problemami podczas konwersji na mocniejszy sprzęt. Rozchodziło się o silnik graficzny pisany wyłącznie pod PS3, najbardziej egzotyczną w programowaniu ze wszystkich konsol PlayStation. Efekt końcowy jednak sprawdza się do dzisiaj. Zremasterowana wersja gry uchodzi za jedno z najlepszych odświeżeń od lat. Nie wiem czy to zasługa dobrej kosmetyki czy też uznania, jakim cieszy się gra. Popularność leciwego portu nie spada, co pokazuje duża aktywność graczy w trybach sieciowych. Wiele osób zdecydowało się raz jeszcze ukończyć tryb fabularny poprzez zapowiedziany serial od stacji HBO, w tym również ja sam. The Last of Us: Part I jeszcze na chwilę przed ujawnieniem stało się przedmiotem rozważań. Wielu komentatorów zadawało pytanie, czy ten remake jest nam potrzebny? Przeglądając oficjalne materiały z rozgrywki okraszone komentarzem twórców nie brakuje opinii, wedle których gra powinna trafić do usługi PlayStation Plus Premium. Logika tak podpowiada, tak czyni Microsoft z grami od wewnętrznych studiów. Wiemy jednak, że Jim "Jimbo" Ryan nigdy na to nie pozwoli. A powinien. 

Remake czy Remaster? 

The Last of Us

Ciężko o pełną klasyfikację The Last of Us: Part I. Z jednej strony, twórcy obiecują znaczne przebudowanie rozgrywki co podkreślano na ostatnim pokazie rozgrywki - "Rebuild for PlayStation 5". Różnica na poziomie oprawy jest kwestią totalnie oczywistą, natomiast bardziej interesuje nas mechanika zaimplementowana w grze. Neil Druckmann chwali, że to "najlepszy, możliwy sposód na doświadczenie The Last of Us". Problem polega na tym, że nie ma tutaj znacznych nowości. Pomijając kwestię ciut zaawansowanej immersji w świat przedstawiony, czyli haptyki i audio 3D - dostajemy identyczny schemat sprzed prawie dekady. Czy jest to problem? I tak i nie. The Last of Us: Remastered nadal broni się pod kątem zarówno oprawy oraz gameplayu. Sprawdziłem nawet wersję PS Plus: Collection i wciąż zapewnia angażujące doświadczenie. Wystarczyło zredukować do maksimum czasy ładowania. Przy 60 klatkach, rozdzielczości 4k i zerowych loadingach - atrakcyjność gry praktycznie nie spadła, gdyż opowieść jest niezmiennie piękna. Dochodzimy do finalnej konkluzji - czy The Last of Us: Part I jest potrzebną wersją największego hitu minionej dekady w historii PlayStation? 

Gdy termin premiery (2 września, 2022) będzie się zbliżać, wygraj hajp. Wielu z nas zdecyduje się na zakup nowej wersji gry. Raz, że druga połowa roku jest mocno deficytowa pod kątem dużych premier, dwa to jednak tytuł skierowany wyłącznie pod nową generację. Odnoszę czasem wrażenie, że przy niewielkich cięciach, leciwe PS4 poradziłoby sobie z wyświetlaniem gry na ekranie. Cena jest zbyt wysoka jak na pewną zachowawczość ze strony dewelopera. Dla ekipy Naughty Dog, Part I otwiera nowy rozdział w historii firmy. Studio nigdy wcześniej nie angażowało się w pisanie od nowa poprzednich dokonań. Staliśmy się mocno wybrednym gatunkiem odbiorców, my gracze. Krytyka nadchodzącej renowacji mówi wszystko w temacie. Retusz oprawy nie wystarczy by zaspokoić oczekiwania. Brak kluczowych nowości w wachlarzu rozwiązań sequela (czołganie, uniki) odbiło się szerokim echem. Krytycy zarzucają uwstecznienie rozgrywki, lecz twórcy nie chcą zabijać klimatu części pierwszej, gdzie owych mechanik jeszcze nie było w planie. O uniki sam bym się nie pogniewał. 

W walce z grupką klikaczy często ratowały mnie z opresji, zwłaszcza w trybie Brutalnej Rzeczywistości, czyli 100% tego co oferuje cykl. Pod tym względem, The Last of Us: Part I przypomina dzieła BluePoint Games, które w żadnym stopniu nie ingerują w rozgrywkę, przenosząc schemat 1:1. Jesteśmy zdania, że gdyby projekt zlecono właśnie BP Games, hejtu byłoby nieco mniej. Zespół słynie z bezbłędnych, hołdujących materiały źródłowe renowacji (Demon's Souls, Shadow of the Colossus). Na koniec postawcie sobie pytanie czy remake The Last of US jest tym czego oczekiwaliście od Naughty Dog, zbioru utalentowanych deweloperów, którzy starają się przebijać samych siebie w nadchodzących projektach? Mam również inną teorią, bardziej przyziemną. Firma została postawiona przed faktem dokonanym, by zapewnić Sony potężne zyski. Błędną strategią Jim Ryana jest brak gry na premierę w PS Plus Premium. Zyskałaby usługa, ponieważ subskrypcja uległaby zwiększeniu, natomiast tradycjonaliści, których jest wciąż masa, kupią wersję pudełkową bez względu na taką decyzję. By zagrać w tę emocjonalną podróż, wystarczy dzisiaj jakieś 39 zł, jakość nada trzyma fason. 339 złotych? No, to już ciut więcej. Czekacie do premiery The Last of Us: Part I? 

cropper