Miłość, śmierć i roboty (2019)

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja, opinie o 3 sezonie serialu [Netflix]. Dziewięć świeżych historii

Piotrek Kamiński | 24.05, 21:00

Świeża porcja dziewięciu krótkich filmów o miłości, śmierci, lub robotach - a czasami wszystkich tych rzeczach naraz. Dziewiątka reżyserów, dziesiątki utalentowanych aktorów i na pewno setki świetnych artystów animatorów. Jak wyszło tym razem?

Nie sposób jest miarodajnie wystawić tego typu projektowi ocenę końcową. Przecież każdy jeden odcinek jest swoim oddzielnym dziełem, stworzonym przez innych ludzi, którym przyświecał często zupełnie inny cel. Postanowiłem więc zrezygnować z dużego numerka na koniec tego tekstu, zamiast tego dzieląc się z Tobą kilkoma słowami na temat tego, co myślę o każdym z odcinków z osobna i oceniając je niezależnie od reszty.

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Trzy roboty: Drogi ucieczki

Trzy roboty: Drogi ucieczki

Znane z pierwszego sezonu robociki raz jeszcze ruszają w podróż śladami ludzkiej cywilizacji, tym razem przyglądając się sposobom, które nasz gatunek próbował stosować aby uchronić się przed wyginięciem. Tym razem na stołku reżysera usiadł Patrick Osborne, ale cała główna obsada powróciła do swoich ról.

Razem z sympatycznymi (na tyle na ile sympatyczna może być wielka, stalowa piramida) bohaterami przebijamy się przez kilka lokacji, gdzie przedstawiciele różnych szczebli drabiny społecznej kombinowali jakby tu przetrwać, nie zauważając przy okazji, że ich zachowania są kontraproduktywne i w ostateczności to właśnie one doprowadziły do upadku ich cywilizacji - miejsca i zasobów by wystarczyło.

Scenariusz ponownie jest inteligentny i jednocześnie zabawny, oferując kilka naprawdę celnych uwag, ale każdą z nich otaczając przynajmniej kilkoma żartami, aby nie wyjść na przesadnie moralizatorski. Jedynymi ludźmi na ekranie są wyschnięte szkielety, więc uwagę animatorów mogło skupić budowanie wypełnionych detalami teł i animowanie ciałek głównych bohaterów. Efekt bardzo zadowalający.

Ocena: 7.5

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Niekomfortowa podróż

Niekomfortowa podróż

Jak dla mnie najciekawsza propozycja tego sezonu. David Fincher za kamerą, Troy Baker (między innymi) za mikrofonem i historia o załodze statku, której na pokładzie zalągł się wielki, kosmiczny (?) krab i teraz żąda aby dopłynęli z nim do zamieszkałej gęsto przez ludzi wyspy, w domyśle po to, aby się nimi pożywić. Co zrobią marynarze?

Świetnie rozpisana historia zdrad, niedopowiedzeń, zwrotów akcji i grozy pochodzącej jakby nie z tego świata, być może przedwiecznej, chociaż nigdy nie jest to w żaden sposób wyjaśnione. Fincher nie robi słabego kina, więc i tym razem jego film jest rozpisany bardzo ciasno, z dobrze dozowanym napięciem i satysfakcjonującym jak cholera zakończeniem. Troy Baker jako jeden z marynarzy, Thorrin, robi robotę swoim brytyjskim akcentem, zależnie od sytuacji będąc albo przerażonym, albo władczym, albo przyjacielskim, albo bezlitosnym. Świetna rola.

Animatorzy sprytnie postawili na grafikę stylizowaną, dzięki czemu udało się uniknąć efektu doliny niesamowitości, wyraźnie widocznego w późniejszych odcinkach. Rzecz dzieje się w znacznej mierze w nocy, jest mokro, statek drewniany. Symulacje wody szaleją ze wszystkich stron, chlapiąc marynarzy, drewniany pokład. Do tego światło księżyca harmonijnie gra z tym z lamp olejnych, tworząc obraz zapierający dech w piersiach.

Ocena: 9.5

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Puls własny maszyny

Puls własny maszyny

Na podstawie opowiadania Michaela Swanwicka. Mówi o ekspedycji na Io, jeden z księżyców Jowisza, podczas której jedna z członkiń ekspedycji umiera, a druga ma niewiele czasu aby wrócić do bazy, zanim skończy jej się tlen. Gdy próbując walczyć z bólem i potrzebą snu zażywa leki pobudzające (u nas przetłumaczone po prostu jako "narkotyki"), zaczyna konwersację z samym księżycem, który, okazuje się, konstrukcją przypomina komputer.

Co ważne, reżyserka odcinka, Emily Dean, nigdy nie precyzuje do końca, czy księżyc rzeczywiście przemówił do głównej bohaterki (w tej roli Mackenzie Davis), czy jest to tylko halucynacja spowodowana przyjmowaniem leków i niewielką ilością powietrza. Ostatecznie jednak odcinek pozostawia widza z pewnym niedosytem. Sama konwersacja na temat natury maszyny i człowieka, transcendencji, to porządne platformy do inteligentnej dyskusji, ale jako historia do opowiedzenia widzowi, bronią się raczej umiarkowanie.

Animacja tym razem reprezentuje styl cell shadingowy. Tła Io robią wrażenia same w sobie (pierwsze skojarzenie: "Rick i Morty"), a kiedy zaczynają się halucynacje - a może prezentacje przygotowane przez księżyc - widz czuje się jakby sam łyknął lsd, czy coś. Podejrzewam, że entuzjaści tego typu zabawy, będą mieli z tym odcinkiem niezły ubaw. Ja raczej mniejszy, niż przy poprzednich dwóch.

Ocena: 6

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Noc minitrupów

Noc minitrupów

Ten odcinek był... Zabawny. To na pewno. Zaczyna się na przyspieszeniu, od widoku izometrycznego na jakiś przykościelny cmentarz i... Nigdy już z tego widoku i tempa nie wychodzi.

Jakaś napalona parka grzmoci się na czyimś grobie, powodując przy okazji wypadek, przez który zombie wstają z grobów. Od tej pory obserwujemy jak sytuacja przyjmuje coraz gorszy obrót, a świat przedstawiony zaczyna wyglądać jak gra "Dead nation". Ani sama historia, ani jej finał nie powalają, ale chociaż przyjemnie się na tę apokalipsę patrzy.

Wszystko za sprawą stylu graficznego wyglądającego jakby całość była jedynie zestawem miniatur na jakiejś wystawie. Nie mam pojęcia, czy to wszystko animacja komputerowa mająca udawać makiety, czy może miks miniaturowych budynków z CGI, ale efekt jest zabawny. Na szczęście również dosyć krótki, bo poza paroma minutami śmiechu nie oferuje już nic więcej.

Ocena: 6

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Kill team kill

Kill team kill

Pamiętasz jeszcze taki niskobudżetowy film jak "Predator"? Opowieść o grupie turbo macho mężczyzn, dodających sobie do długości penisa również rozmiar karabinów, z których walą do wszystkiego, co się da, czekając aż umrze. Mniej więcej z tej samej gliny ulepieni się bohaterowie tego odcinka. Problem polega na tym, że oni stają naprzeciwko... Wielkiego, zmodyfikowanego cybernetycznie grizzly, na którego standardowa amunicja nie działa (za to da się mu przywalić z kolby i niemalże zepsuć, jak bezsensownie pokazuje końcówka odcinka).

Historia jest banalnie wręcz prosta i nastawiona raczej na ukazywanie rozwałki i torpedowanie przerośniętego ego nasterydowanych facetów. Jest całkiem zabawnie, ale podejrzewam, że to głównie zaleta solidnej obsady, z Joelem McHale'em i Sethem Greenem na czele.

Animacja tym razem jest bardzo klasyczna, dwuwymiarowa i plastyczna, dzięki czemu rozwałka, rozczłonkowywanie kolejnych żołnierzy wygląda bardzo przekonująco. Ostatecznie jednak, film Jennifer Yuh Nelson nie oferuje niczego przesadnie interesującego i jest jedną z najsłabszych, jeśli nie w ogóle najsłabszą propozycją tego sezonu.

Ocena: 5.5

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Rój 

Rój

Kolejna propozycja oparta na opowiadaniu. Tym razem za kamerą stoi Tim Miller (ten od "Deadpoola"), a za literacki oryginał odpowiada Bruce Sterling.

Historia dwójki naukowców (Rosario Dawson i Jason George) badających miejsce zwane rojem - doskonały, symbiotyczny zbiór istnień różnych ras, operujący na zasadzie zbiorowej świadomości, z jedną królową matką na jego czele. Ona jest tu już jakiś czas i nie może przestać zachwycać się doskonałym balansem, harmonią osiągniętą przez rój. On właśnie się zjawił i natychmiast zaczyna kombinować jakby tu wszystko zepsuć...

Historia jest z jednej strony prosta, z drugiej służy pokazaniu jak nieskończenie głupim gatunkiem jest człowiek, próbując zawsze wszystko sobie podporządkować, nie potrafiąc zupełnie żyć w zgodzie z otaczającym go światem. I jest to spostrzeżenie tyleż celne, co zupełnie oczywiste, jeśli tylko rozejrzymy się po swoim własnym, jak najbardziej prawdziwym świecie.

Z drugiej strony, konkluzja historii pozwala znaleźć pewne cechy wspólne między podejściem ludzi, a roju. Zastanawiam się na ile są one celowym zabiegiem, mającym sprowokować nową myśl, na nazwanie której jestem najwyraźniej za głupi, a na ile tak po prostu przypadkiem wyszło. A może zwyczajnie wyciągam zbyt daleko idące wnioski. To też możliwe i dlatego właśnie większość odcinków w tej antologii jest tak wciągająca.

Graficznie z jednej strony mamy do czynienia z przepięknie animowanymi i zaprojektowanymi kosmitami, rojem, po którym postacie poruszają się odpychając się od różnych powierzchni, jak gdyby dryfując w przestrzeni kosmicznej. Z drugiej same postacie - skądinąd pięknie zaprojektowane i pełne drobnych detali - zahaczają o fotorealizm, przez co wpadają odrobinę we wspomnianą już dolinę niesamowitości. Niby wszystko z nimi w porządku, ale jakoś odznaczali mi się na tle całej reszty.

Ocena: 7.5

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Szczury Masona 

Szczury Masona

Niemalże pixarowe (gdyby robili czasami również krwawą rzeźnię) spojrzenie na temat wojny i ewolucji, spod ręki Carlosa Stevensa.

Mason zauważa, że w jego stodole zalęgły się szczury, które do kompletu podbierają mu jego modyfikowane genetycznie ziarno. Skutkiem tego gryzonie zaczęły ewoluować - tworzyć proste narzędzia, broń, a nawet ubrania. Zaczynają bronić się przed nim, więc on zaczyna inwestować w kolejne systemy obronne, co tylko pomaga im dalej ewoluować. I tak parę razy, aż do katartycznej realizacji, że... Zobaczysz z resztą.

To historia z zaskakująco głębokim morałem - zwłaszcza biorąc pod uwagę pierwsze wrażenie. Animacja jest piękna, modele postaci wysoce stylizowane, oświetlenie wręcz sielankowe. A potem zaczyna się krew. I flaki. I rozczłonkowywanie. Głównie szczurów, choć nie tylko. Wyśmienicie im to połączenie bajkowego z brutalnym wyszło. Wspaniały kontrast. Zdecydowanie jeden z bardziej intrygujących odcinków trzeciego sezonu.

Ocena: 8.5

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Pogrzebani w podziemnych korytarzach 

Pogrzebani w podziemnych korytarzach

Mam z tym odcinkiem olbrzymi problem. Z jednej strony jest to przepięknie wyglądająca historia z gwiazdami, takimi jak Joe Manganiello i tym razem zrealizowana w tak profesjonalny sposób, że postacie na ekranie wyglądały po prostu jak wcielający się w nich aktorzy. Z drugiej poza interesującą koncepcją, nie jest przesadnie głęboka, ani porywająca.

Rzecz opowiada o grupie żołnierzy, gdzieś w Afganistanie, którzy w trakcie wykonywania misji spotykają w starej, ciemnej jaskini... Przedwieczną bestię rodem z Lovecrafta. Lubię ten klimat, więc wielkie brawa za pomysł, ale ostatecznie reżyser, Jerome Chen, nic z nim nie robi. Rozumiem, że w 15 minut nie wiadomo jak skomplikowanej historii się nie opowie, ale jak już ruszać przedwiecznych, to chociaż dobudować do nich odpowiednio cerebralny klimat. Tu mi tego zabrakło.

Ocena: 6

Miłość, śmierć i roboty (2019) - recenzja 3 sezonu serialu [Netflix]. Jibaro 

Jibaro

Wow, jak ten krajobraz wygląda! Gęste listowie, drzewa, woda, skały - przez większą część odcinka wygląda to wszystko jakby ktoś po prostu poszedł do jakiegoś malowniczego lasu z kamerą i wziął to wszystko nagrał. Świadomość, że mamy do czynienia z animacją komputerową dosłownie wyrywa z kapci. To znaczy dopóki nie przyjrzymy się twarzom ludzi - te siedzą gdzieś na samym dnie doliny niesamowitości i są jedynym, co mi w tym dziele przeszkadzało. Przynajmniej wizualnie. 

Nie ma tu dialogów. Całość opowieści poznajemy chłonąc obrazy - grupa rycerzy w lesie; tańcząca na jeziorze, złota kobieta; rzeź; jeden ocalały. Dlaczego? Bo jest głuchy, co tłumaczy przy okazji ten brak dialogów i częstą, wypełnioną jedynie głębokim szumem ciszę.

Historia w filmie Alberto Mielgo jest nieoczywista, niejasna i bardzo metaforyczna, alegoryczna wręcz. I to jest to, co niektórym, w tym i mnie, może nie podejść. Z wierzchu to po prostu wizualizacja jakiejś nieznanej mi legendy - prosta i krótka - ale prawie wszystko w niej ma jakieś drugie, głębsze znaczenie. Nie jest jakoś przesadnie trudne do znalezienia, ale też przez tę łatwość byłem pewien, że na pewno coś przegapiłem. Ruszyłem więc do Google w poszukiwaniu odpowiedzi i... Nie znalazłem niczego, czego bym już sobie sam nie wymyślił. Może ta historia zwyczajnie nie jest dla mnie? Może obiecywałem sobie zbyt wiele po tym jak wielkie wrażenie zrobiły na mnie wizualia filmu? Nie mam pojęcia. Tak, czy inaczej, wizualnie jest to po prostu spektakl. Żeby nie te twarze.

Ocena: 7.5

Trzeci sezon "Miłość, śmierć i roboty" jako całość podszedł mi lepiej, niż drugi, ale do niektórych odcinków pierwszego nie doszedł. Niemniej, jest to wciąż bardzo intrygująca, różnorodna tematycznie i stylistycznie antologia, za sprawą której prawdziwi artyści mogą opowiadać takie historie, jakie tylko przyjdą im do głów. Rzadkość w dzisiejszych czasach i oby tnący wszystko i wszędzie Netflix nie wpadł na głupi pomysł, aby ją na tym trzecim sezonie zakończyć. Byłaby to spora strata dla telewizji.

cropper