Sekret sprzed lat (2022)

Sekret sprzed lat (2022) - recenzja, opinia o serialu [Apple]. Nieskoncentrowany thriller bez ikry

Piotrek Kamiński | 21.05, 21:00

Dwadzieścia lat temu grupka przyjaciół imprezowała z okazji skończenia szkoły. Mieli przed sobą całe życia, marzenia, aspiracje. Niestety, jedna nieprzemyślana decyzja o mało nie wykoleiła wszystkich tych planów. Teraz, ktoś zaczyna ich szantażować, grożąc, że wyjawi kłamstwo, które wtedy wymyślili.

Brakuje tylko żeby w treści wiadomości od szantażysty było "Wiem co zrobiłaś tamtego lata". Bo poza tym początek historii jest z grubsza taki sam, jak w klasycznym horrorze z lat dziewięćdziesiątych. Chociaż wątpię aby tu też pojawił się dryblas w ciemnym płaszczu, z wielkim hakiem na ryby w dłoni. Więc może tej historii bliżej będzie do książkowego oryginału, który Kevin Williamson przerobił na slasher? Szczerze mówiąc nie obraziłbym się na żadną z tych opcji, bo to, co na razie oferuje nowa propozycja od Apple zapowiada się na stratę czasu.

Sekret sprzed lat (2022) - recenzja, opinia o serialu [Apple]. O co tu właściwie chodzi? 

Młodzi, piękni i jeszcze niewinni

Największym problemem "Sekretu sprzed lat" zdaje się być mocno ślamazarne tempo wydarzeń. Otwierający serial odcinek trwa prawie godzinę, a opowiada tyle historii, co nic. Nie mówię, że na przestrzeni kolejnych siedmiu odcinków fabuła się nie rozkręci, do przynajmniej intrygującego poziomu, ale czyż nie powinno być tak, że już otwarcie zachęca do dalszego oglądania, że łapie widza niebanalnymi postaciami, albo obietnicą ciekawej zagadki? Tymczasem tutejszy szantaż nie dość, że nie porywa, to do kompletu żądanie miliona dolarów nie jest nawet przesadnie bolesne dla większości bohaterów, bo pochodzą z dzianych domów. No i na tym polega kolejny problem serialu.

Obsada, tak w wersjach młodszych, jak i dorosłych, nie jest jakoś przesadnie sympatyczna. W dzisiejszych czasach są to Ana Vargas (Marina de Tavira), jej mąż, startujący w wyborach w Miami Pedro Cruz (Jose Maria Yazpik), chirurg plastyczny, Marcos (Manolo Cardrona) i jeszcze dwie dziewczyny - Sofia i Daniela (odpowiednio Maribel Verdu oraz Soledad Villamil). Tak naprawdę jedynie te dwie ostatnie nie śmierdzą groszem, więc nie dość, że widzowi raczej trudno wczuć się w ich problem, to jeszcze krąg podejrzanych bardzo szybko się przez to zawęża. Jakby tego było mało, zdaje się, że nie na tym problemie będzie opierała się reszta serialu, bo jeszcze w pierwszym odcinku dowiadujemy się, kto i dlaczego próbował wyciągnąć kasę od grupki znajomych. O co więc tu chodzi?

Sekret sprzed lat (2022) - recenzja, opinia o serialu [Apple]. Całkiem ciekawy kontrast różnych osi czasu 

Błędy młodości zawsze w końcu nas dogonią

Z drugiej strony barykady znajdują się pani detektyw Neruda (Rosie Perez) oraz jej partner, Sullivan (Zeljko Ivanek), którzy dwadzieścia lat wcześniej przyglądali się sprawie, w którą zamieszana była nasza ekipa. Nie znaleziono wtedy żadnych dowodów przeciwko nim, ale od samego początku Neruda dziwiła się jak składne, wręcz jakby przygotowane zawczasu były ich zeznania. Teraz, kiedy na mieście pojawiają się kolejne zwłoki i trop raz jeszcze prowadzi do tej samej grupy, w detektywach odżywają dawne podejrzenia. Podejrzewam, że to właśnie ta oś wydarzeń będzie tą główną, tylko - jak już wspominałem - nie jestem w nią na razie specjalnie zaangażowany, ponieważ jeśli już to chciałbym żeby sprawiedliwości stało się zadość. Bezkarne dzieci milionerów nie są przesadnie angażującymi postaciami.

Trzeba jednak przyznać scenarzystom, że w prowadzeniu akcji dwutorowo tkwi pewien potencjał. Oglądanie jak niekiedy diametralnie innymi ludźmi stali się główni bohaterowie na przestrzeni tych 20 lat jest całkiem ciekawe. Marcos mówił po skończeniu szkoły, że chciałby wstąpić do Lekarzy Bez Granic, tymczasem rzeczywistość zastała go wstrzykującego kwas hialuronowy bogatym mieszkankom Miami w klinice swojego taty. Ana miała być prezydentem, tymczasem zarządza jedynie zza kulis kampanią swojego męża. Podobnych zmian w planach życiowych, osobowości, czy nawet poczucia humoru da się wypatrzyć znacznie więcej i na pewno jest to całkiem interesujący zabieg, ale czy to wystarczy aby przeciągnąć widownię przez wszystkich osiem odcinków? Nie jestem przekonany, a dodatkowo część z tych retrospekcji znalazła się w serialu chyba tylko po to żeby zrobiło nam się szkoda któregoś z bohaterów, co często wychodzi raczej sztucznie. Widać wyraźnie nici, którymi szyto scenariusz.

"Sekret sprzed lat" miał być kolejnym hitem Apple TV, do kompletu dwujęzycznym. Po obejrzeniu pierwszego odcinka nie jestem jednak przekonany, czy mam ochotę męczyć się z resztą. Obsada nie zaskarbiła sobie mojej sympatii, historia z początku nie wciąga, a po zakończeniu odcinka wydaje się być wręcz nieskoncentrowana. Mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej, ale nie robię sobie wielkich nadziei.

cropper