The baby (2022)

The baby (2022) - recenzja, opinie o serialu [HBO]. Wszystkie dzieci to demony

Piotrek Kamiński | 24.04, 21:00

Nielubiąca dzieci kobieta musi nagle zająć się niemowlakiem, który dosłownie spada jej z nieba. Jej siostra, z którą i tak nie trzyma za bardzo kontaktu, jest wkurzona, bo to ona próbuje adoptować ze swoją partnerką. Jest tylko jeden problem. Zdaje się, że berbeć należy do diabła, czy innego podziemnego magika... 

Twórczyni serialu, niejaka Lucy Gaymer, nie napisała w życiu ani jednego scenariusza. Była producentką kilku możliwych do policzenia na palcach jednej dłoni produkcji, ale dzisiejszy serial jest dla niej pierwszą dużą produkcją, za sterami której stoi samodzielnie. I to widać. Nie w tym pozytywnym znaczeniu.

The baby (2022) - opinia o serialu [HBO]. O macierzyństwie, inaczej 

Nat i "jej" dziecko

Natasha (Michelle de Swarte) lubi swoje życie. Jest typową hedonistką, myślącą przede wszystkim o sobie i przyjemnościach, którymi może się obdarzyć. Nie podoba jej się fakt, że najbliższe jej osoby zaczynają się rozmnażać. Sama w ogóle nie ma instynktu macierzyńskiego, więc kiedy auto z trzema trupami i niemowlakiem na pokładzie dosłownie spada z nieba tuż obok niej, nie jest z tego faktu specjalnie zadowolona. Zwłoki zwłokami, ale co ma niby zrobić z tym krzyczącym, małym człowieczkiem?! Właściwie od początku dziwi ją jak to możliwe, że berbeć przeżył - i to bez cienia obrażeń - upadek z takiej wysokości. Do kompletu zaczyna popadać w paranoję, bo jej bliscy są strasznie niejednoznaczni przy odpowiedzi na pytanie, czy zawsze miała dziecko, czy nie? Ewidentnie dzieje się coś złego i Nat ma zamiar dowiedzieć się co. Tylko nakarmi bachora żeby przestał płakać...

Serial zaczyna się całkiem zabawnie. Zawsze chętnie przyjmę dobre połączenie horroru i komedii, więc kiedy widzę ewidentnego Damiena z "Omenu", ale jego mama nie tyle boi się jego mocy, co nie ma ochoty się z nimi użerać, każe mu się ogarnąć, a w ogóle to najchętniej porzuciłaby go gdzieś w centrum handlowym, niech inni się męczą, to bawi mnie ten oczywisty dysonans. Jednocześnie w zachowaniu Nat jest coś bardzo naturalnego. Zasadniczo wszystkie dzieci to małe, nieokiełznane demony (czasami mózg mi staje przy jednym, a co mają powiedzieć ludzie z parką, albo i trójką?!), więc upominanie go, zwracanie mu uwagi żeby przestał, kombinowanie jakby tu zrobić żeby zasnął, żeby mieć trochę spokoju, ale również żeby go zabić, jak podpowiada nagle pojawiająca się w życiu Nat pani Eaves (Amira Ghazalla), jest jak najbardziej naturalnym odruchem świeżo upieczonej mamy.

The baby (2022) - opinia o serialu [HBO]. Kiepsko pomyślany scenariusz 

"Weź je spal"

W dzisiejszych czasach bardzo modne jest robienie horrorów metaforycznych. Albo inaczej - horror zawsze jest pewnego rodzaju metaforą, nadając fizyczną formę naszym lękom, jak choćby strach przed koszmarnymi snami, spersonifikowany w formie Freddy'ego Kruegera, wysyłanie dzieci samych na letni obóz (Piątek trzynastego), dziesiątki filmów o duchach, czy efektach wystawienia na działanie substancji radioaktywnych. Tyle że dawniej twórcy szli w większą dosłowność. Freddy reprezentował nasz lęk przed złymi snami, ale faktycznie był demonem, który mógł zabić we śnie. Dzisiaj popularne są filmy, w których cała groza jest przenośnią, jak "Babadook", "Coś za mną chodzi", czy inna "Czarownica". Oczywiście wciąż powstają inne podgatunki, jak choćby reprezentujące slashery "Krzyk 5" i "Halloween zabija" (strasznie głupi tytuł). Dzisiejszy serial to właśnie taka metafora. Przynajmniej do pewnego stopnia.

Największym problemem "The baby" jest brak jasnej wizji tego, czym ten serial ma właściwie być. Zaczynamy raczej lekko, połączeniem horroru i komedii - wszystkie straszne wydarzenia puentowane są w zabawny, niepasujący do dreszczowca sposób, a całą produkcję można czytać właśnie jako taką metaforę macierzyństwa. Spada na ciebie nagle, nie podoba Ci się, jesteś w kółko zmęczony/a, ale z czasem uświadamiasz sobie, że w sumie to fajny ten dzieciak. Później natomiast dowiadujemy się skąd się wziął i cała historia robi się dziwnie poważna. Ciężko już znaleźć element humorystyczny, a cala opowieść staje się bardziej dosłowna, choć wciąż głównym tematem jest rodzicielstwo.

Pozostała część obsady jest co najwyżej akceptowalna. Siostra, Bobbi (Amber Grappy), od samego początku nie ma nic dobrego do powiedzenia na temat Nat, a to przecież ona jest główną bohaterką, więc w naturalny sposób widz trzyma bardziej jej stronę. Dziewczyna Bobbi, hmmm, jest. I to w sumie tyle co można o niej powiedzieć. Ale liczy się reprezentacja. Podobnie ma się sprawa z resztą obsady. Co prawda przedpremierowo udostępniono nam dopiero sześć z ośmiu odcinków składających się na pierwszy sezon, więc finał tej historii może jeszcze sporo zmienić w moim podejściu do całości, lecz na ten moment nie jestem co do "The baby" przekonany. Nierówna, nieskoncentrowana historia i do tego jedynie główna bohaterka ma w sobie cokolwiek ciekawego. Zacząłem oglądać, więc i skończę, ale raczej bez przekonania.

cropper