DL2 Opinia

Spędziłem z Dying Light 2 prawie 100 godzin. Czy było warto?

Mateusz Wróbel | 05.02, 19:00

Dying Light 2 Stay Human nareszcie zadebiutował. Produkcja zebrała dość pozytywne recenzje (naszą opinię znajdziecie w tym miejscu) i cieszy się sporą, wręcz zaskakująco sporą popularnością. A przynajmniej na platformie Steam, gdzie po odblokowaniu gry miało ją uruchomionych ponad 160 tysięcy graczy - sam dołożyłem cegiełkę do tego wyniku, ponieważ w nocy z czwartku na piątek biegałem po Villedorze dopracowując swój poradnik (jest on dostępny w tym miejscu). Wymieniony przed chwilą wynik robi wrażenie i jestem pewny, że polscy deweloperzy są z niego zadowoleni.

Przygodę Aidena Caldwella poznawałem krok po kroczku przez ostatnie dwa tygodnie. Techland zaskoczył wielu recenzentów i innych twórców, ponieważ był gotowy wysłać kody aktywujące przedpremierowy dostęp do tytułu aż dwa tygodnie przed premierą. Takie działania lubię, ponieważ podchodząc do zabawy cały czas zdaję sobie sprawę z tego, że nikt mnie nie goni i mogę na spokojnie podchodzić do kolejnych misji fabularnych, zapoznawać się z mechanikami, czy zainteresować się dodatkowymi aktywnościami. 

Nie bez powodu pogrubiłem pewną frazę w powyższym akapicie. Spokojnie dawkowanie Dying Light 2 sprowadziło się do tego, że w dzień premiery licznik Steam wskazał mi prawie 100 godzin rozgrywki. Sam nie mogłem w to początkowo uwierzyć, ponieważ nie powiedziałbym, że przez ostatnie 15 dni spędzałem w skórze Aidena Caldwella mniej więcej po 6 godzin dziennie. Wynik, jak dla mnie, iście imponujący i jednocześnie podkreślający, że świetnie bawiłem się w pozycji Techlandu.

Miodny parkour

temp_name

Uważam, że do pozytywnego odbioru najbardziej przyczynił się dopracowany parkour. Nie ma takiej drugiej gry na rynku (i myślę, że jeszcze długo nie będzie, bo potencjalny Dying Light 3 trafi na półki sklepowe dopiero za kilka lat), która mogłaby choć w minimalnym stopniu dorównać temu systemowi - nawet przychodzące mi teraz do głowy Mirror's Edge nie ma szans w starciu z marką Polaków. Skakanie po dachach jest satysfakcjonujące i w pewien sposób rzuca wyzwanie, ponieważ niejednokrotnie musimy użyć swoich umiejętności, aby dostać się na szczyt wieży radiowej czy wiatraka odblokowującego nowe aktywności.

Szczególnie świetne wrażenie robi bieganie po budynkach w nocy, gdy na świeże powietrze wychodzą mutanci i inni potężniejsi zombie. Jednym z nich są wyjce, które - po zauważeniu naszego bohatera - rozpoczynają pościg, w którym wszyscy wrogowie rzucają się na nas. I to nie tylko ci, którzy znajdują się na ziemi, ale również ci z budynków. Bardziej myślące jednostki korzystają z okien czy przejść na strychu i próbują nas cupnąć w trakcie ucieczki. Śmiem nawet rzec, że cały czas czuć ich oddech na plecach, co powoduje ciarki na skórze.

Wyjścia pod osłoną nocy zostały dopracowane nie tylko pod względem dzielących się na kilka poziomów pościgów, ale również w kwestii wszelakich aktywności. Wyłącznie po zmroku możemy wziąć udział chociażby w anomaliach GRE, w których naszym głównym celem jest zabicie potwora (w trakcie dnia chowa on się do swojej nory, a więc jest niedostępny) patrolującego pobliskie okolice. Korzystając ze swoich gadżetów i wszelkich przedmiotów rozsianych po całej arenie musimy go wyeliminować, a następnie wejść do pobliskiego punktu kontrolnego i zebrać nagrody. Takich aktywności jest więcej i zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, deweloperzy rzeczywiście zachęcają nas do nocnych ekspedycji. 

Dobra walka i po części ciekawe zadania

temp_name

Skoro wspomniałem już o walce to po krótce dopiszę, iż jest ona dopracowana i potrafi dawać frajdę. Do dyspozycji mamy masę broni, a chwytając buławę i miażdżąc głowy wszystkich zarażonych wokół czuć unoszącą się w powietrzu brutalność. Rozczłonkowanie towarzyszy nam prawie w każdym pojedynku, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Techland podszedł do systemu walki dojrzale. Nie ma tutaj ugrzecznień, więc jeśli ktoś nie lubi patrzeć na odpadające głowy, przebite ciała przez ostre kolce, czy tryskanie krwi, niech czuje się ostrzeżony!

Przed premierą miałem pewne obawy również o zadania. Doskonale pamiętam, jak miałkie były one w pierwszym Dying Light. Pomów-zbierz-przynieś było schematem powielanym tak często, że gdyby nie tryb kooperacji, to po kilku questach miałbym ich już dość i skupiłbym się wyłącznie na aktywnościach w świecie gry i fabule. W Dying Light 2 jest trochę lepiej, ponieważ niektóre wątki są rozbudowane i kontynuowane wraz z postępem fabularnym, ale wciąż nie jest to poziom Wiedźmina, Red Dead Redemption, Days Gone czy nawet znienawidzonego przez wielu Cyberpunka 2077, o którym można mówić wiele, ale nie to, że zadania poboczne były tam nijakie.

Dodatkowo, około jedna trzecia questów to typowe zapychacze, które najlepiej poznać w trybie kooperacji ze znajomymi. Łatwo je odróżnić, ponieważ są one dostępne po aktywowaniu wiatraków (przypominających w pewien sposób punkty synchronizacyjne z serii Assassin's Creed) odblokowujących osady ocaleńców lub stróżów prawa. W największym skrócie: w kwestii zadań pobocznych poczyniono w mojej opinii pewne postępy, ale Techland wciąż musi nad tym tematem popracować.

Nienajgorsza optymalizacja

temp_name

Niespełna sto godzin w Dying Light 2 spędziłem w wersji na komputery osobiste. Nie spotkałem się z żadnym krytycznym błędem, choć trzeba zaznaczyć, że te mniejsze występowały. Wpadanie NPC-ów pod ziemię czy wchodzenie w ściany potrafiło występować - w moim przypadku - w najmniej rozbudowanych zadaniach pobocznych, ale nie przeszkadzało to w ukończeniu questów. Czasami blokowałem się także na jakichś przeszkodach, na których, prawdopodobnie wedle założeń twórców, nie powinienem się znaleźć. Są to jednak bugi, które nie psuły wrażenia z rozgrywki, wszak ani razu nie byłem zmuszony wczytać ostatniego punktu kontrolnego przez błąd.

Narzekać nie mogę też na samą optymalizację. Na zestawie wyposażonym w RTX 3060 Ti, i5 8600K, dysk SSD i 24 GB RAM-u mogłem bez problemu grać w rozdzielczości 4K ciesząc się przy tym płynną rozgrywką. Musiałem manewrować między niskimi a średnimi ustawieniami graficznymi, trochę zachodu z tym było, ale finalnie ustawiłem aplikację w taki sposób, że Villedor prezentował się pięknie - i za dnia, i w nocy. Dużo wyczytałem, że rodzima produkcja gorzej działa (pod względem grafiki i błędów) na konsolach, więc wychodzi na to, że najbardziej dopracowana jest wersja na komputery osobiste.

Gorsza fabuła z diametralnie wpływającymi na grę wyborami

temp_name

Na sam koniec zostawiłem element, który raził mnie od połowy rozgrywki. W gwoli przypomnienia, Techland zakończył parę lat temu współpracę z zasłużonym scenarzystą, Chrisem Avellonem, a jego scenariusz wraz z pomysłami został wrzucony do kosza. Niestety, ale tak ogromne zmiany w jednym z ważniejszych aspektów każdej gry wideo nie mogły wyjść nikomu na dobre. I nie wyszły, ponieważ wątek główny w Dying Light 2 kompletnie nie przypadł mi do gustu.

Bardzo dobrze, a przede wszystkim konkretnie zapowiadało się w pierwszej połowie gry, kiedy to zainteresowani mogą zwiedzać Old Villedor. Potem zaczęło robić się coraz to nudniej, bardziej przewidywalnie, a w tym wszystkim nie pomogły niektóre sekwencje (dodatkowe, wręcz niepotrzebne starcia z wrogami), które sztucznie wydłużały czas rozgrywki. Myślę, że gdyby nie wybory, które rzeczywiście wpływają diametralnie na dalszą część przygody, to uznałbym, że scenariusz jest tak nijaki, jak miało to miejsce w pierwszym Dying Light. 

Dying Light 2 to dobra gra, jeśli nie skupimy się na fabule

temp_name

Wczoraj przeczytałem uzasadnienie najniższej oceny Dying Light 2 w serwisie Metacritic. 4/10 wystawił recenzent z redakcji The Guardian, dla którego najważniejsza była opowiadana historia, a na boczny tor odstawił parkour, aktywności poboczne i inne mechaniki. Jeśli ktoś rzeczywiście skupi się wyłącznie na zadaniach głównych, to może uznać, że ta gra pod tym względem kuleje - na próżno szukać tutaj zapadających w pamięć bohaterów czy emocjonalnych momentów. Jak wspomniałem w powyższym fragmencie tekstu, fabuła nie jest tutaj najwyższych lotów, ale nie oceniłbym jej aż tak krytycznie, jak Keith Stuart.

Jeśli jednak ktoś szuka świetnej zabawy w trybie kooperacji, wraz z wieloma dopracowanymi mechanikami i systemami, Dying Light 2 jest grą idealną. To produkcja, która stawia nacisk na miodny gameplay, a nie fabułę. Mnie parkour, który wraz z rozwojem postaci staje się coraz przyjemniejszy i zaskakujący, a także satysfakcjonująca walka po prostu kupiła i w pewnym momencie straciłem rachubę czasu, mając przegrane w Dying Light 2 przez dwa tygodnie niespełna 100 godzin. Z czystym sumieniem grze mogę wlepić 8/10.

cropper