Bloodborne – recenzja gry planszowej. Yharnam ponownie odkryte

Bloodborne – recenzja i opinia o grze planszowej [Portal Games]

Iza Łęcka | 23.01, 22:45

Ponure, plugawe i bardzo niebezpieczne Yharnam ponownie zaprasza na swoje ulice w poszukiwaniu potworów. Jako grupa Tropicieli stajemy przed wyzwaniem sprawdzenia wszelkich mrocznych sekretów miasta – tym razem nie na ekranie telewizora, a na planszy. Oto recenzja gry planszowej Bloodborne.

„Nie wiadomo, skąd się wzięła ani czym jest. Plaga. Zaczęło się niewinnie. Jednemu chłopcu na czole wyrósł róg. Koledzy się z niego śmiali. Do dnia, aż chłopcu wyrosły kły, dzięki którym tych kolegów zjadł, i skrzydła, na których odleciał. Minęło pół roku, a w Yharnam, przeklętym mieście, zanotowano od tamtego czasu pięćdziesiąt podobnych przypadków. Ktoś wreszcie musi coś z tym zrobić. W ślad za potworami wysłano czterech tropicieli. Mają wyplenić zło i poznać jego przyczynę. Załapałeś się do tej grupy”.

W 2015 roku Hidetaka Miyazaki po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem w tworzeniu piekielnie wymagających, ale i do bólu klimatycznych, wciągających gier. Za śladami From Software podążają również twórcy CMON, którzy przenoszą produkcje z konsoli na stół – za projekt pozycji odpowiedzialni są Eric Lang, autor takich dzieł jak Cthulhu: Death May Die, Marvel United, Blood Rage oraz Chaosu w Starym Świecie, a także Michael Shinall, odpowiedzialny za Dark Age, Rum & Bones czy Wrath of Kings. Po karciance przyszedł czas na grę planszową Bloodborne, która swój żywot rozpoczęła dzięki kampanii na Kickstarterze, a na nasze rodzime poletko została przeniesiona przez Portal Games. Zespół w ostatnim czasie wykonuje kawał dobrej roboty, rozszerzając swoje portfolio. Dzisiaj omawiana pozycja to swego klejnot w koronie, ta gra nie bierze jeńców, a mnie po prostu znokautowała.

Bloodborne – recenzja gry planszowej. Śmierć ma nowe oblicze

Bloodborne – recenzja i opinia o grze planszowej [Portal Games]. Figurki bohaterów i bossów

Bloodborne ponownie zaprasza do opętanego plagą miasta Yharnam, tym razem w kooperacji opracowanej dla 1-4 graczy. Wcielając się w Tropiciela przystępujemy do realizacji kampanii – otrzymujemy ich aż cztery, a każda z nich odznacza się specyficzną historią, która została podzielona na 3 rozdziały. Uczestnicy mogą sprawdzić:

  • Długie Łowy,
  • Narastające Szaleństwo,
  • Tajemnice Kościoła,
  • Upadek Starego Yharnam.

Zaleca się, by dopiero rozpoczynający przygodę z recenzowaną produkcją rozpoczęli od Długich Łowów, w trakcie których badamy przyczyny i próbujemy sprostać ogromnej Inwazji Bestii. Już na wstępie, zanim skupię się na zasadach rozgrywki, muszę przyznać, że świat Bloodborne'a został przeniesiony na planszę z niezwykłą dbałością i poszanowaniem oryginału. Osobiście nie należę do największych fanek soulslike'ów, wszystkie serie From Software miałam jednak przyjemność liznąć (i doświadczyć niezłego łomotu) i mam wśród moich znajomych oddanych sympatyków twórczości deweloperów.

Recenzowana planszówka już od pierwszego kontaktu czaruje sposobem wykonania. Sporych gabarytów pudełko skrywa naprawdę wiele dobra. Czego tutaj nie ma – oprócz całej masy kart, grubych żetonów, kafli map, wisienką na torcie zestawu są figurki Tropicieli, wrogów i bossów. Autorzy dopieścili wszelkie szczegóły modeli, co powinno ucieszyć entuzjastów malowania figurek, ale przede wszystkim odbiorców, którzy niejeden wieczór spędzili przy konsoli, ubijając kolejne bestie i maszkary z największych koszmarów. Odwzorowane na podstawie gry wideo postacie wyglądają po prostu znakomicie! Zresztą, czerpanie z klimatu Yharnam nie dotyczy wyłącznie sfery wizualnej pozycji – utrzymanych w ponurych barwach kart, na których możemy zobaczyć miejscówki z pierwowzoru, planszetek graczy czy poszczególnych elementów fabuły, które w miarę rozgrywki poznajemy – zasady rozgrywki recenzowanej pozycji znakomicie sięgają po podstawy dzieła From Software. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z lepiej opracowanych formuł, z jakimi miałam do czynienia przez ostatnie lata.

W skład Bloodborne'a wchodzą 4 modele Łowców, 4 kolorowe podstawki, 1 plansza łowów, 20 kafli mapy, 4 plansze tropicieli, 5 modeli bossów, 28 modeli wrogów, 4 dwustronne plansze zdradliwej broni, 48 kart początkowych statystyk, 11 kart broni palnej, 60 kart ulepszeń,25 kart nagród, 14 kart wrogów, 6 kart akcji wrogów, 5 kart PZ Bossa, 50 kart akcji bossów, 36 kart przedmiotów jednorazowych, 250 kart kampanii, 8 żetonów przedmiotów jednorazowych, 5 żetonów zwłok, 15 żetonów wglądu, 5 żetonów ocalałych, 7 żetonów BN, 12 żetonów tętnienia krwi, 2 żetony rozbitej lampy, 6 żetonów Bramy Mgły, 4 żetony zatrucia, 4 żetony szału, 40 żetonów PZ (w 4 wartościach), 1 Żeton toru łowów, 4 karty pomocy gracza.

Bloodborne – recenzja gry planszowej. Zasady rozgrywki i ogólne wrażenia

Bloodborne – recenzja i opinia o grze planszowej [Portal Games]. Karty

Skrupulatnie przygotowana instrukcja obsługi wprowadza nas we wszelkie aspekty gameplayu. Po przeczytaniu wprowadzenia poznajemy założenia, które należy spełnić, by wypełnić konkretne cele zawarte w Misjach Łowów (głównych) i Misjach Wglądu (pobocznych, dzięki którym poznajemy kolejne smaczki i szczegóły fabuły). Bloodborne to dungeon-crawler, w którym przemierzamy mapę składającą się z kafli, jakie losujemy spośród 20 dostępnych sztuk. Każdy rozdział rozpoczyna się od odkrycia kafla Centralnej Lampy – na planszetkach dokładnie widzimy podział na poszczególne pola. Jeżeli chcemy przejść między częściami map, musimy pamiętać, że jest to możliwe tylko poprzez wyjścia. Pamiętajmy przy tym, że w trakcie ruchu może za nami ruszyć w pościg bestia znajdująca się wcześniej na tym samym kafelku planszy. Na kafelkach znajdują się również symbole wrogów, przedmiotów jednorazowych oraz lamp. Przechodząc po kolejnych punktach tury systematycznie doświadczamy Punktach Ponownego Przygotowania, dzięki którym sytuacja na stole nieco ulega zmianie, szczególnie na ostatnim etapie zabawy.

Znaczącym aspektem rozgrywki są walki, dzięki którym pozyskujemy cenne Tętnienia Krwi (używane w Śnie Tropiciela do ulepszania swojej mocy) od pokonanych wrogów. By zrealizować jakiekolwiek akcje gracz korzysta ze swoich kart statystyk – planszetki również modyfikują efekty ataku w czterech aspektach: wytrzymałości, umiejętności, siły i witalności, dodając najczęściej bezpośrednie efekty. W trakcie pojedynków korzystamy ze Zdradliwej Broni, której karta posiada dwie strony znakomicie reprezentujące 2 formy broni, jakich mogliśmy doświadczyć w produkcji From Software. W momencie przystąpienia do ataku niezwykle istotna wydaje się szybkość – stawiając na szybsze uderzenie, o ile oczywiście gra nie przewiduje pewnych odstępstw, szybciej dosięgniemy swojego wroga. Dodatkowym utrudnieniem w trakcie starcia jest fakt, że plansza Zdradzieckiej Broni posiada tylko trzy gniazda po jednej stronie – w momencie ich wypełnienia, nie możemy zareagować na uderzenie, dlatego warto pamiętać o regularnej transformacji broni, która nieco zmienia jej założenia. W recenzowanej grze Bloodborne walka jest bardzo wymagająca, a przeciwnik nie pozostawia złudzeń, że może nas szybko wykończyć – czasami możemy nawet zostać nieoczekiwanie zaatakowani przez bestię poza naszym zasięgiem, bądź musimy się zmierzyć z powiązanymi efektami: zachwianiem, ogłuszeniem, zatruciem oraz szałem. Zważywszy na fakt, że posiadamy tylko 6 Pukntów Zdrowia, musimy mieć się na baczności – dosłownie, bo zdarzają się misje, w których pojawiają się także wrogo nastawieni bohaterowie niezależni. Cóż, Yharnam nie jest miejscowością turystyczną dla Tropicieli.

W trakcie poznawania poszczególnych aspektów historii nie tylko natrafiamy na niebezpiecznych, acz całkiem zwykłych, przeciwników. Zgodnie z zapisem misji kulminacyjnym momentem rozgrywki w recenzowanej planszówce Bloodborne jest spotkanie z bossem – produkcja posiada 4 bossów, którzy mają unikatowe, dwustronne karty przedstawiające ich 2 Fazy. Zgodnie z nimi po „pierwszym zabiciu” kreatury (liczba jego punktów życia jest zależna od liczby uczestników), jakby powiedział klasyk „show must go on”, stajemy do kolejnego starcia i nadal staramy się ubić parszywca. Śmierć wydaje się nieodłącznym elementem Bloodborne'a, a dzięki mechanice Snu Tropiciela możemy nie tylko powrócić do gry, ale również przygotować się na gorsze czasy. Jeżeli dobrowolnie skierujemy się do Sny Tropiciela możemy wykorzystać Tętnienia Krwi do ulepszenia swojej talii początkowo składającej się z 12 kart podstawowych (wytrzymałości, umiejętności, siły i witalności), które wykorzystujemy w trakcie akcji, rzucając je na stół. Należy jednak pamiętać, że liczba kart pozostaje ta sama, więc odrzucamy zbędne planszetki, planując swoje dalsze poczynania.

Gra planszowa Bloodborne odznacza się taktyczną walką, która wymaga od graczy nieco myślenia, organizacji na planszy i przewidywania – a i tak Yharnam potrafi nas czasami zaskoczyć.

Bloodborne – recenzja gry planszowej. Nie tylko dla największych fanów From Software

Bloodborne – recenzja i opinia o grze planszowej [Portal Games]. Zawartość kompletu

Muszę przyznać, że początkowe sesje nie należały do najprzyjemniejszych – w trakcie rozgrywki wraz ze znajomymi dobitnie odczuwaliśmy brutalność świata Yharnam, co również potwierdzała mechanika „inteligentni i okrutni”, zgodnie z którą w przypadku pewnej dowolności reguł, zawsze trzeba było przyjąć najgorsze rozwiązanie. Cóż, Tropiciele nie mogą mieć zbyt łatwo. Po 2,3 podejściach nie mogłam się doczekać już następnych! Spora w tym zasługa regrywalności, która stoi na bardzo wysokim poziomie, głównie za sprawą losowania poszczególnych części mapy, losowania kart ataków wrogów i bossów. Sporo klimatu rozgrywce dodają elementy fabularne. Po poznaniu historii musimy podjąć decyzję i zmierzyć się z konsekwencjami lub poznać dalsze ujęcia opowieści. Wskazanych kart nie jest zbyt dużo, po kilku przejściach się one powtarzają, jednak wpływają one na pogłębienie doświadczenia i zapewniają nieco więcej frajdy. Jeżeli już przy konsoli mroczny świat Japończyków Was wciągnął, tutaj może być podobnie.

Wraz z premierą PS5 mogliśmy powrócić do jednego z piekielnie trudnych światów japońskich deweloperów, do Demon's Souls. Jeżeli jednak tęsknicie za mrocznym światem, nie boicie się wymienić pada na pokaźnych rozmiarów pudełko z solidnym wypełnieniem, zasadami czerpiącymi garściami z oryginału i bardzo przyjemnym gameplayem – polecam Wam sprawdzić Bloodborne. Początki mogą być nieco trudne ze względu na wiele aspektów rozgrywki, jednak gra jest warta świeczki i niesamowicie satysfakcjonująca. W cenie około 310 złotych otrzymujemy kapitalnej jakości zawartość z efektownymi figurkami, a do gry po prostu chce się powracać. Podobnie jak w przypadku oryginału, w Bloodborne można się zatopić na długie godziny... A najczęściej nie kończy się na jednej sesji, która trwa przynajmniej z 90 minut.