Pozłacany wiek (2022) - opinia o serialu [HBO]. Ciuchy może i stare, ale noże w plecy wbijane tak, jak dzisiaj

Pozłacany wiek (2022) - recenzja, opinia o serialu [HBO]

Piotrek Kamiński | 20.01, 15:30

Zastanawiasz się, być może, co na PPE robi recenzja serialu dla mam i babć. "Pozłacany wiek" jest spin-offem popularnego, brytyjskiego dramatu kostiumowego, pod tytułem "Downtown Abbey", kronikującego życie codzienne i romanse angielskiej arystokracji. Mówiąc po ludzku - jest to opera mydlana. Różnica między DA, a wenezuelskimi tasiemcami polega na tym, że serial Brytyjczyków ma budżet, gwiazdorską obsadę i świeże pomysły, nie sprowadzające się do ujawniania, że zmarły niedawno Alonso ma tajnego brata bliźniaka, a mama Brooke zaszła w ciążę z jej mężem. Przynajmniej tak przedstawiła mi to mama, ponieważ sam nigdy nie czułem potrzeby sprawdzenia, czym ludzie się tak zachwycają. 

"Pozłacany wiek" dzieje się w tym samym świecie, lecz na innym kontynencie. Poza tym ogólny sposób rysowania postaci i wydarzeń zdaje się być podobny - mamy podział na bogatych panów i biedną służbę, ale zarówno na górze, jak i na dole dzieją się rzeczy ciekawe. Po obejrzeniu pierwszej połowy (5 odcinków) pierwszego sezonu biję się w pierś i stwierdzam, że jeśli podobnie przyjemnie ogląda się "Downtown Abbey" to... i tak pewnie nigdy go nie obejrzę, bo nie dysponuję odpowiednią ilością wolnego czasu. Ale chciałbym!

Pozłacany wiek (2022) - opinia o serialu [HBO]. Parada snobów

 Pozłacany wiek (2022) - recenzja serialu [HBO]. Damy na spacerze

Przewodnikiem widza po świecie "starych" Nowojorczyków jest panna Marian Brook (córka Meryl Streep, Louisa Jacobson). Dziewczyna przyjeżdża do Nowego Jorku mieszkać z ciotkami po tym, jak jej tata zmarł i okazało się, że zostawił jej całe 30 dolarów, a rodzinny dom, był... wynajęty. Pilnująca interesów rodziny ciotka Agnes (Christine Baranski) nie jest z tego powodu zachwycona, lecz jej młodsza siostra, Ada (Cynthia Nixon) wręcz pali się żeby móc już powitać swoją bratanicę. Przyjazd młodej Marian zbiega się w czasie z przyjazdem do miasta nowej, bogatej rodziny, państwa Russellów. Nie należą do arystokracji, a pieniędzy dorobili się ciężką pracą i sprytem, a nie inkasując spadek, więc, naturalnie, wysoko podniesione nosy "prawdziwych" Nowojorczyków zdają się kompletnie zasłaniać nowoprzybyłych. Naszej młodej bohaterce w drodze do miasta towarzyszyła świeżo poznana, aspirująca czarna pisarka, Peggy Scott (Denee Benton), która zgodziła się pożyczyć jej pieniądze na bilet. W ramach podzięki ciocia Agnes oferuje jej pracę w swoim domu, a musisz wiedzieć, że jest to jeden z tych domów, gdzie prócz majordomusa pracuje jeszcze szef kuchni, guwernantki, pokojówki, lokaje i sprzątaczki. Nawet krzesła po obiedzie nie odsuwa się samodzielnie, bo służba zawsze stoi tuż obok i tylko czeka, aż zechce się wstać. W ten sposób poznajemy również i tych biedniejszych mieszkańców miasta, chociaż akurat w pierwszych pięciu odcinkach nie mieli jeszcze okazji pokazać się z jakiejś przesadnie ciekawej strony. Trzeba będzie zobaczyć, co szykuje dla nich reszta sezonu.

Konstrukcja scenariusza sprawia, że ciężko znaleźć jakiś jeden główny wątek, wokół którego kręci się cała akcja. Każda z rodzin i do tego część służby, mają swoje własne pomniejsze konflikty i romanse, kopią pod sobą nawzajem dołki, czasem sami w nie wpadają, w tym przynajmniej raz na tyle głęboko, że nie da się już z niego wygrzebać. Romanse, kto z kim jest, z kim naprawdę chce być, a kogo innego bierze do łóżka zupełnie przy okazji nie są jakoś wybitnie interesujące (choć jestem przekonany, że znajdą się fani tego typu intryg), ale już oglądanie jak doszczętnie zepsutymi ludźmi są bogaci mieszkańcy Nowego Jorku, jak bardzo przekonani są o swej wyższości i kombinują tylko jak by tu nią emanować przy każdej możliwej okazji, umniejszając przy okazji wszystkim innym, jest wręcz hipnotyzujące. I choć nawet ciotka Agnes potrafi od czasu, do czasu pokazać ludzką twarz, to ciężko jej współczuć, kiedy coś idzie nie po jej myśli. Katartyczne przeżycie.

Pozłacany wiek (2022) - opinia o serialu [HBO]. Sceneria jak w Assassin's Creed 3

 Pozłacany wiek (2022) - recenzja serialu [HBO]. Rynek

Prócz obiecywania coraz to bardziej złośliwych sposobów na uprzykrzanie życia wszystkim i każdemu mieszkańcowi Nowego Jorku z osobna, "Pozłacany wiek" kusi przede wszystkim warstwą wizualną. Odpowiednie dla epoki, wyglądające wystawnie i kosztownie stroje to jedno, ale absolutnie realistycznie wyglądające ulice NY końcówki dziewiętnastego wieku to już zupełnie inna liga. Nie wiem gdzie kręcono serial, czy zbudowano rynek w studiu, a prawdziwe są tylko pojedyncze domy, czy przystroili jakąś mieścinę żeby udawała Nowy Jork, czy może po prostu znaleźli odpowiednio wyglądające miasteczko. Jak by nie było, efekt jest bardzo wiarygodny

 Jestem zaskoczony jak dobrze oglądało mi się pierwszych pięć odcinków nadchodzącego sezonu. Epizod otwierający całą historię trwa blisko półtorej godziny i niemalże w całości skupia się na ustawieniu bohaterów na odpowiednich polach szachownicy, aby później móc się nimi bawić. Przyznam, że wynudził mnie niesamowicie i gdyby zależało to tylko ode mnie, pewnie nie zabrałbym się za kolejny. Ostatecznie jednak kolejne machinacje rodziny Russellów, ciotka Agnes próbująca ustawić Marion po swojemu, walcząca o swoją godność panna Smith, masa wątków romantycznych, z których spora część nie jest do końca szczera i urocza, sprawiły, że ostatnie dwa odcinki oglądałem wiedząc, że na bank nie wyśpię się następnego dnia do pracy i byłem zły, że na ciąg dalszy trzeba będzie chwilę poczekać. 

To nie jest serial, który łatwo polecić każdemu widzowi. Trzeba mieć w sobie jakiś pierwiastek plotkarskiej wrony, która lubi obserwować złośliwych ludzi, dokuczających innym złośliwym ludziom. Scenariusz jest na tyle kompetentnie napisany, że nawet najbardziej niesympatycznym postaciom można miejscami współczuć i sympatyzować z nimi tylko po to, aby pół godziny później odnaleźć w sobie nowe pokłady nienawiści do nich. Nieźle, jak na telenowelę.