Dom (2022) - recenzja filmu [Netflix]. Horrorowo poklatkowa antologia o różnych znaczeniach słowa w tytule

Dom (2022) - recenzja, opinie o filmie [Netflix]

Piotrek Kamiński | 17.01, 21:00

Tajemnicze domostwo. Troje właścicieli żyjących w różnych epokach, być może również różnych światach. Łączy ich wyłącznie tytułowy dom, który dla każdego z nich oznacza coś innego, potęgując negatywne odcienie ich natury, prowadząc zwykle do upadku. Bardziej eksperyment, niż klasyczne kino.

Pierwsza historia opowiada o biednej rodzinie, zamieszkującej niewielki domek gdzieś na wsi, dawno temu. Mimo że nie są zbyt zamożni, żyje im się dobrze. Kochają siebie nawzajem, niczego im nie brakuje. Lecz kiedy z miasta przyjeżdżają w odwiedziny bogaci krewni i otwarcie gardzą naszymi bohaterami, zdenerwowany ojciec pęka, upija się i wychodzi z domu. Na swej drodze spotyka tajemniczą postać, która kojarzy się trochę z Drakulą w wykonaniu Gary'ego Oldmana (z tym, że jego dziwna fryzura idzie w dół, a nie w górę). Pan Van Schoonbeek, bo tak przedstawił się nieznajomy, zaoferował, że zbuduje im piękny, wielki dom, który również w pełni wyposaży. W zamian chce jedynie aby oddali swój dotychczasowy dom jemu. Zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe? Pewnie tak, ale nasi bohaterowie nie zauważają niczego, aż nie jest za późno. Nigdy nie dobijaj targu z diabłem, bo ostatnim, na czym mu zależy, jest sprawienie ci radości. Z początku wszystko wydaje się być normalne, lecz bardzo szybko dom i sytuacja w nim zaczynają się zmieniać. Pomieszczenia są regularnie przebudowywane, dobudowywane, zmieniane. W całym domu roi się od niemych pracowników i tylko mała Mabel (Mia Goth) zdaje się zauważać mrok, czający się na nich. Reżyserami tego segmentu są Emma De Swaef oraz Marc James Roels, którzy mistrzowsko tworzą klimat grozy i niepewności. Nastrojowa muzyka, długie cienie i niejasne motywacje postaci tworzą niezapomniany nastrój, a zakończenie jasno daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z baśnią i nie należy traktować jej dosłownie.

Dom (2022) - recenzja filmu [Netflix]. Mroczna baśń

Dom - recenzja filmu [Netflix]. Bohaterowie pierwszej historii

Druga historia jest utrzymana w lżejszej tonacji, lecz paradoksalnie niepokoi chyba nawet bardziej niż pierwsza. Tym razem akcja dzieje się w dzisiejszych czasach, ale głównym bohaterem nie jest człowiek, tylko antropomorficzny szczur (Jarvis Cocker), zajmujący się renowacją tego samego domu, w którym zamieszkała rodzinka z poprzedniego segmentu, bo chciałby go sprzedać aby uwolnić się od gigantycznego długu w banku. W trakcie dnia otwartego większość potencjalnych kupców nie docenia jego ciężkiej pracy, brudząc wszędzie i niszcząc pieczołowicie przygotowane przez niego siedlisko. Jedynie dwójka dziwnie wyglądających i dziwnie się zachowujących... myszy(?) zdaje się być zainteresowana posesją. Problem w tym, że jak już raz weszli, to później nie chcą wyjść! Tym razem za reżyserię odpowiada Niki Lindroth von Bahr, której udaje się bardzo sprawnie ustalić pewien status quo, po czym w kilku efektownych ruchach wywrócić go do góry nogami. W trzydzieści minut daje radę stworzyć wielowymiarową postać, niesamowity klimat, kilka zwrotów akcji i jeszcze znalazła miejsce na numer taneczny z... mocno niestandardowymi tancerzami. Zakończenie historii uderza w widza nawet mocniej niż, w przypadku pierwszej historii, będąc przy tym odrobinę bardziej dosłownym.

Ostatnia historia, choć również na swój sposób niepokojąca, jest chyba najbardziej standardowa i z najlżejszym tonem. Osobiście uważam to za plus, że po dwóch bardzo depresyjnych opowieściach, twórcy zostawiają nas z odrobinę bardziej pozytywną historią. Reżyserka Paloma Baeza wysyła nas w przyszłość, albo kolejnego nowego świata - zależy jak chcemy to rozumieć - w której większość świata znalazła się pod wodą. Dom Van Schoonbeeka wciąż jednak stoi, a jego obecna właścicielka, kotka imieniem Rosa (Susan Wokoma) absolutnie nie ma zamiaru pogodzić się z faktem, że jej ukochany budynek niedługo nie będzie już nadawał się do użytku i czas go opuścić. Jej psychologiczną podróż pięknie ubarwiają lokatorzy, którym wynajmuje pokoje - Jen (Helena Bonham-Carter) oraz Elias (Will Sharpe). Nie ma tu już niepokojącej muzyki, mroku i nienaturalnie mrocznego śmiechu. Są za to komicznie życiowe sytuacje, pomyłki i problemy. Bohaterowie toczą ze sobą filozoficzne rozmowy o przywiązaniu do materialnych dóbr, o istocie szczęścia. Jest głęboko i przy tym raczej lekko. Nie jestem do końca pewien, czy część trzecia pasuje tonalnie do pozostałych dwóch, lecz doceniam pozytywny wydźwięk jej zakończenia, zwłaszcza po obejrzeniu dwóch tak ciężkich odcinków chwilę wcześniej.

Dom (2022) - recenzja filmu [Netflix]. Piękna animacja z charakterem

Dom - recenzja filmu [Netflix]. Koci bohaterowie trzeciej historii

Każdy segment wyróżnia się swoim własnym stylem artystycznym, choć wszystkie odcinki stworzono tą samą ogólną metodą animacji poklatkowej. Pierwszy odcinek to zarówno postacie, jak i część otoczenia wykonane z filcu, lub czegoś podobnego. Nadaje im to ciekawy, starodawny wygląd, który w połączeniu z bardzo ciepłymi barwami otoczenia i otoczenia tworzy lekko nostalgiczny klimat, doskonale kontrastujący z późniejszym mrokiem tytułowego domu. Drugi i trzeci odcinek korzystają z bardziej klasycznie stworzonych lalek, pokrytych futerkiem, a sam dom to teraz solidne tworzywo. Opowieść o szczurze charakteryzuje się niesamowitą sterylnością otoczenia - co samo w sobie stanowi niezwykle istotny element tej konkretnej historii - podczas gdy trzeci odcinek posiada bardzo oniryczny klimat, a to za sprawą dwóch czynników: dom jest teraz jedyną budowlą na środku pustego oceanu i spowija go gęsta mgła, która mieni się różnymi kolorami, zależnie od pory dnia.

Tematycznie "Dom" opowiada kolejno o materializmie, chciwości i przywiązaniu, a także o wielu mniejszych rzeczach, które jedni zauważą, a inni nie. Twórcy nie narzucają nam zwykle jednego toku rozumowania, pozwalając wyciągnąć własne wnioski i lekcje, choć w paru miejscach jasno dają do zrozumienia, o co im chodzi. Gdyby nie niesamowicie niepokojący klimat dwóch pierwszych części, można by polecić "Dom" jako trampolinę do merytorycznej dyskusji z dziećmi, lecz nie sądzę aby była to odpowiednia pozycja dla młodej widowni. Raczej dopiero dla nastolatków, co odzwierciedla też kategoria wiekowa 13+. Trochę szkoda, bo to naprawdę dobre morały są, ale pewnie znajdą się i nastolatki, którym przydałoby się zapoznanie z nimi.

"Dom" nie jest typowym filmem do niedzielnego obiadu. Ciężko w zasadzie nazwać go filmem, a takie choćby IMDb opisuje go jako trzyodcinkowy serial. To bardzo luźno powiązana antologia, która dla osób skoncentrowanych na fabule może okazać się być mało ciekawa. Zakończenia historii są nagłe, zostawiając zawsze miejsce na dyskusję na ich temat. Same opowieści są krótkie (każda tylko po 30 minut), za każdym razem wprowadzając nowych bohaterów, a więc i nowy status quo, przez co miejscami ma się uczucie, że niektórym postaciom, czy wydarzeniom nie poświęcono wystarczająco dużo czasu. Jeśli pamiętać o tym, że to zasadniczo po prostu nowoczesne baśnie, to można spędzić z nimi ciekawe 90 minut, ale część widowni zapewne odbije się od nich, licząc na pozycję bardziej klasyczną.

Atuty

  • Każda z historii odznacza się własnym, charakterystycznym stylem artystycznym;
  • Świetnie napisana muzyka i dobrani aktorzy;
  • Druga historia pcha w 30 minut więcej zawartości niż niejeden 90 minutowy film;
  • Interesujące spojrzenie na klasyczne morały.

Wady

  • Trzecia historia kłóci się tonalnie z resztą filmu (chociaż osobiście nie przeszkadza mi to, wypadało po prostu wspomnieć);
  • Styl prowadzenia fabuły nie każdemu się spodoba.

Piotrek Kamiński

"Dom" miał być czarną komedią. Tak przynajmniej opisywały go przed premierą niektóre portale filmowe. Czasami można się zaśmiać, lecz miej na uwadze, że to przede wszystkim historie z dreszczykiem, klimatyczne i miejscami smutne. Nie spodziewaj się klasycznego kina, a raczej się nie zawiedziesz.

7,5

Komentarze (7)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych