Nie dziwią mnie GOTY dla It Takes Two. Ta gra to prawdziwy fenomen

Nie dziwią mnie GOTY dla It Takes Two. Ta gra to prawdziwy fenomen

Kajetan Węsierski | 13.01, 21:30

Przyznam, że najnowsza produkcja Hazelight nie przyciągała mnie do siebie na premierę. Gdy jednak została zasypana licznymi nagrodami w podsumowaniach na koniec roku, nie mogłem dłużej zwlekać. I nie żałuję. 

Jak wspomniałem jakiś czas temu, okres świąteczny to dla mnie idealny moment, aby nadrabiać to, na co nie było opcji wcześniej. Tak udało mi się na przykład wreszcie ograć Star Wars Jedi: Upadły Zakon (nad którym rozpływałem się w tym miejscu). Nie skończyło się jednak wyłącznie na przygodzie z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Rokrocznie z partnerką bierzemy się także za jakąś nową grę w kooperacji - taka mała tradycja. 

I tym razem padło na tytuł, obok którego przez długi czas przechodziłem obojętnie. Właściwie można wręcz rzec, że się wzbraniałem. Choć ciągle był pod ręką i właściwie nie musiałem nawet płacić, by za niego zagrać (dzięki Ci, EA Play), to coś mnie odpychało. Aż tu jedna nagroda GOTY, druga, trzecia… No nie mogłem dłużej odpuszczać i omijać szerokim łukiem czegoś, o czym jest tak głośno.

Sięgnęliśmy więc po It Takes Two. Tytuł, o którym prawdopodobnie powiedziano i napisano już naprawdę wiele. Grę, która pod koniec roku dostała drugie życie, gdy za sprawą wielu mniejszych i większych plebiscytów okazała się tą, która najczęściej skradała serce fanów branży. Chciałem się przekonać, czy rzeczywiście jest tak dobrze i jak wiele jest tu tej magii. Jak było? Cóż, niech odpowiedzią będzie tytuł tekstu. 

O co chodzi? 

It Takes Two to kooperacyjna gra przygodowa, za której stworzeniem stoi ekipa z Hazelight. Mówimy więc o twórcach, którzy trzy lata temu rzucili nam „czarnego konia” roku - A Way Out. Tym razem ponownie zdecydowali się zakręcić wszystko wokół współpracy i raz jeszcze stworzyć grę, która będzie wymagała od graczy całkowitego zaangażowania i wzajemnego wsparcia, aby osiągnąć wyznaczony cel. 

It Takes Two - mini-gra

Projekt zadebiutował w marcu tego roku i już wtedy zdobył naprawdę dobre i wysokie oceny (naszą recenzję możecie znaleźć w tym miejscu). Szybko okazało się, że twórcy raz jeszcze dowieźli i właściwie przygotowali coś jeszcze lepszego, niż historia o ucieczce z więzienia sprzed paru lat. Tym razem klimat jest pozornie dużo lżejszy i bardziej kolorowy - za to bagaż emocjonalny zdaje się przygniatać do podłogi.

W grze wcielamy się w małżeństwo, które jest już tylko krok od rozwodu. Ich jedyne dziecko, mała dziewczynka, za wszelką cenę nie chce do tego dopuścić i całkowicie przypadkowo rzuca na nich zaklęcie, które sprawia, iż para zamienia się w lalki. Uratować ich może tylko jedno - łzy córki. Zadanie jest więc proste - doprowadzić ją do płaczu i odwrócić czar. Właśnie, łatwo jest tylko z pozoru, albowiem na drodze stają nam odkurzacz, szalone osy, wiewiórki, kosmiczny pawian czy pudełko z narzędziami… 

Coś wspaniałego! 

I jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, nie dajcie się oszukać. Wszystko ma tu - wbrew pierwszemu wrażeniu - ogromny sens. Co więcej, choć oczywiście fabuła rzeczywiście angażuje i może chwytać za serce, prawdziwym fundamentem zabawy jest tu mechanika rozgrywki. Choć bliżej prawdy będę, jeśli napiszę to w liczbie mnogiej. Liczba mechanik, które tu zaimplementowano, to coś niesamowitego, serio. 

It Takes Two 2

Jeśli miałbym znaleźć jedną grę, która wywołała u mnie podobny opad szczęki spowodowany tym, jak wiele przeróżnych form zabaw w niej zmieszczono, to postawiłbym chyba na Super Mario 3D World. Tam również każdy poziom mógł wymagać od graczy zupełnie czegoś innego. I być może dla wielu będzie to przesadne stwierdzenie, ale wydaje mi się, że tutaj poprowadzono to nawet lepiej. 

Każdy etap to mały (choć z perspektywy lalek wszystko jest ogromne) plac zabaw, który sprawia, że możemy poczuć się jak w wielu przeróżnych gatunkach. Mam wrażenie, że twórcy wylali tu nie wiaderko, a cały kontener kreatywności i postarali się zawrzeć małe elementy dosłownie z każdej gry, w jaką kiedykolwiek grali. Serio - jest tu tego tyle, że w pewnym momencie mieliśmy wrażenie, że jesteśmy blisko końca. Bo ile można tego upchnąć? Jak się okazuje - nie byliśmy nawet w połowie. 

Myśląc o tym mam w głowie całą masę fragmentów, które mnie oczarowały… Świetne poziomy w kosmosie, kapitalnie zrealizowany pojedynek z pudełkiem z narzędziami albo walka z wiewiórczym generałem na skrzydłach samolotu w stylu Tekkena. Jedna osoba pojedynkowała się w 2.5D, a druga musiała sterować. Nigdy w życiu nie miałem do czynienia z czymś takim i nie mam wątpliwości, że było to przeżycie jedyne w swoim rodzaju. 

Zachwytom nie ma końca

Na początku nie byłem w stanie do końca zrozumieć, skąd tyle zachwytów nad It Takes Two. Dziś doskonale rozumiem, za co tyle wyróżnień w kategoriach Gry Roku. To bez wątpienia jedna z najlepszych produkcji wydanych w 2021 i taka, którą pamięta się po prostu na długo. Wiem, że jeszcze niejednokrotnie będę do niej wracał - szczególnie do ulubionych poziomów. To po prostu zabawa i frajda w najczystszej postaci. 

It Takes Two - statek

Przy tym wszystkim fantastycznie wykorzystuje formę kooperacji (czuć, że obie osoby po prostu muszą współpracować, a nie tylko „mogą”) i stanowi niekiedy spore wyzwanie. Poważnie - choć może wydawać się banalnie, to po chwili wpada poziom, nad którym można przesiedzieć dłuższy czas. Warto jednak nieco rozruszać zwoje mózgowe, bo satysfakcja jest potem wyjątkowo duża. 

Mamy tu także zabawę fizyką, genialne udźwiękowienie i bardzo szczegółową warstwę wizualną. Wszystko tu zagrało i nie mam wątpliwości, że wszyscy powinni zagrać. Jeśli tylko macie z kim sprawdzić tę produkcję (przez sieć bądź lokalnie), nie wahajcie się. Czekają Was długie godziny mocnej akcji zanurzonej w sosie z kreatywności i podanej ze szczyptą humoru. Nie wiem, czy to moje GOTY 2021, ale wiem, że w pełni na te wszystkie tytuły zasługuje. 

Dawno nie grałem w grę z najwyższej półki, która byłaby jednocześnie tak podobna do wielu i tak inna od wszystkiego. Ogromną zaletą jest także to, że właściwie nie trzeba być mistrzem pada, by ją ogarnąć. Przy najbliższej okazji sprawdźcie sami, bo w dzisiejszych czasach takie dzieła są prawdziwą rzadkością. A szkoda - oby było ich więcej.