Święta z Xboksem 360. Magia konsoli kilka lat temu

Święta z Xboksem 360. Magia konsoli kilka lat temu

Kajetan Węsierski | 25.12.2021, 15:00

Choć Xbox 360 nie był moją pierwszą konsolą, to zdecydowanie był tą, która w rozbudziła moją miłość i zajawkę do branży gier wideo - w pełnym sensie tych słów.

Jestem gościem, który lubi Święta. Naprawdę! Bardzo lubię cały ten okres, uwielbiam przygotowania, kupowanie prezentów (i, nie oszukujmy się, otrzymywanie ich), czas w kuchni oraz zapętlanie „Last Christmas” i „All I Want For Christmas” już na kilka dni przed 24 grudnia. Wciąż mam w sobie tę dziecięcą iskierkę, która sprawia, że wyczekuję prawie tak samo, jakbym dalej wierzył w Mikołaja i jego magiczne elfy. 

Co więcej, prawie z każdymi Świętami mam jakieś przyjemne wspomnienia. Te z ostatnich lat wiążą się oczywiście bardziej z rodzinnymi spotkaniami i ciepłem samej atmosfery, ale te starsze… Cóż, każdy z nas był kiedyś dzieckiem - wiadomo, że chodzi o prezenty. Ostatnio przypominała mi się natomiast Gwiazdka sprzed 9 czy 10 lat. Do dziś mogę cofnąć się emocjonalnie i poczuć to, co czułem wtedy.

To właśnie w tamtą Wigilię dostaliśmy z siostrą Xboksa 360. Była to pierwsza konsola, której funkcjonowania, istnienia i możliwości byłem w pełni świadomy. PlayStation 2, choć wprowadziło mnie do świata gier, było po prostu sprzętem. Tu wiedziałem, z czym mam do czynienia i być może to sprawiło, że traktuję to trochę jak „pierwszą miłość”. Dziś wypada 25 grudnia, a ten dzień, tę dekadę temu, spędziłem w całości przed konsolą. 

Magia Xboksa 360

Dla kogoś, kto naprawdę długo żył z PlayStation 2, a ładniejsze produkcje znał tylko z YouTube, był to prawdziwy przeskok. Tak wielki, jakiego nie zaznałem przy poprzedniej, ani nawet obecnej generacji. Już samo główne menu robiło na mnie iście kosmiczne wrażenie, a osobiście miałem wrażenie, że „przyszłość jest dziś”. Fantastyczne uczucie, którego na pewno miał okazję doświadczyć każdy z Was przynajmniej raz w życiu. 

Xbox 360

Prędkość działania, brak okablowania do kontrolerów, brak zwariowanych kart pamięci, tworzenie swojego wirtualnego awatara… Dla dzieciaka w wieku gimnazjalnym, który dopiero co wchodził w świat technologii na większy etat, było to naprawdę kapitalne przeżycie. Nie zapomniałem go przez lata i pewnie nieprędko się to zmieni. Samo odpakowywanie konsoli rodziło masę emocji i wielkich uczuć, a gdzie tu mówić o jej odpaleniu i oczywiście… 

Kinect! 

Być może dla wielu osób będzie to stwierdzenie bardzo kontrowersyjne i wręcz śmieszne, ale gdy kilka miesięcy przed Świętami zastanawiałem się, którą konsolę chciałbym wpisać w moim liście do Świętego Mikołaja (tudzież Gwiazdora, jak gdzieniegdzie się określa Pana przynoszącego prezenty 24 grudnia), nie mogłem się zdecydować. I wiecie, co przechyliło szalę na stronę Microsoftu? Kinect. 

Był to kolejny element, który sprawiał, że czułem się, jakbym wykonał skok w przyszłość. Wiecie, raz PlayStation 2, a następnego dnia już możliwość sterowania wydarzeniami na ekranie bez jakichkolwiek kontrolerów - ani padów, ani PS Move. Po prostu pociłem się przed ekranem jak wariat, a na telewizorze moje ruchy odwzorowywali bokserzy na ringu, skoczkowie narciarscy, lekkoatleci i poszukiwacze przygód w Kinect Adventure. 

Kinect Sports

To właśnie z tytułami na to urządzenie spędziłem cały wspominane Święta. To, jakie miałem DOMS-y, pamiętam tylko ja. Był to jednak ten rodzaj bolesności mięśniowej, który bardzo lubimy po dobrym treningu albo jakiejkolwiek przyjemnej aktywności - satysfakcjonujący, pobudzające endorfiny i pchający do działania. A choć po trzech dniach przez zmęczenie miałem problem, aby boksować się z komputerem i bić rekordy prędkości w zjazdach alpejskich, próbowałem dalej.

Gry, gry i więcej gier! 

Oczywiście moja przygoda z Xboksem w pierwszych tygodniach nie sprowadzała się wyłącznie do zabawy w grach ruchowych - po pewnym czasie nie miałem już kompletnie sił (choć tyle godzin, ile tam przetańczyłem, przeskakałem i przekucałem, to chyba w sumie na prawdziwych imprezach mi się nie udało). Jakiś czas później trzeba było przecież sięgnąć po najważniejszy element i fundament konsoli kolejnej generacji. Chciałem zobaczyć te gry na własne oczy i samemu się przekonać, jak wypadają. 

Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 2, Wiedźmin 2: Zabójcy Królów i BioShock 2. Sporo tych dwójek, co? A jednak wreszcie mogłem poznać, „z czym się je” nową generację. Nie potrzebowałem gier na wyłączność, ani dedykowanych wrażeń. Wystarczył mi przeskok, który najlepiej obrazowała bijatyka ze świata Naruto. Zresztą, porównajcie sobie wspominany tytuł z Naruto Shippuden: Ultimate Ninja 5 na PS2. Kosmiczna różnica. 

NARUTO SHIPPUDEN: Ultimate Ninja STORM 2

I podobnież było w wielu innych przypadkach. Nie opuszczało mnie wrażenie, że obcuję z kawałkiem przyszłości zamkniętym w kilku czarnych urządzeniach. Piękne odczucia, cudowne gry, setki wspomnień i znakomity czas, który dopełniała choinka oraz śnieg padający za oknem. Kiedyś zdecydowanie przygotuję mój ranking gier na to urządzenie. Wróćmy jednak do czasów obecnych.

Magia Świąt? Magia konsoli! 

Właśnie tak upłynęły mi pierwsze tygodnie z jednym z najlepszych prezentów Świątecznych, jakie kiedykolwiek dostałem. Cóż, na pewno był najbardziej magiczny pod kątem tego, jak wiele emocji we mnie budził. I choć była to konsola z naprawdę małą pojemnością, a dziś, gdy ją włączam, potrafi czasem budzić się przez nieco więcej czasu, niż powinna… Wciąż ją mam. I nie zamierzam jej prędko zamknąć w karton. 

Co jakiś czas lubię wrócić do tego sprzętu, odpalając starsze odsłony FIFY albo wspomniane Naruto. Nie są tak czarujące jak dawniej, ale wciąż łechtają moją nostalgię. I nic nie jest w stanie tak bardzo wbić mnie w nastrój obecnego okresu, jak właśnie rzut oka na konsolę, która leży teraz po mojej prawej stronie. Zerkam na nią i przenoszę się dekadę wstecz. Do momentów, które prawdopodobnie zdefiniowały to, kim dziś jestem i co obecnie robię w życiu. 

Na sam koniec - korzystając z miłej atmosfery wspominek w tym tekście oraz samego momentu, w którym artykuł jest publikowany - życzę Wam Wesołych Świąt! Rodzinnej atmosfery, dużo ciepła, miłości i uśmiechu. Ponadto samych dobrych gierek oraz abyście również mieli okazję wracać wspomnieniami do tych „milowych kroków” w Waszym życiu, które ukształtowały Was jako graczy. Spełnienia marzeń. :)