Dying Light 2, Elden Ring czy Horizon: Forbidden West? - którą grę wybierzemy w lutym i dlaczego?

Dying Light 2, Elden Ring czy Horizon: Forbidden West? - którą grę wybierzemy w lutym i dlaczego?

Krzysztof Grabarczyk | 11.12.2021, 10:00

Paradoks czasowy trwa w najlepsze. Mijający rok obfitował nie tyle w nowości, co zaległości. Backlog jeszcze nie uległ w moim nieskromnym przypadku. Choć powoli odpuszcza, więc pora szykować się na wydawniczą przyszłość. 2022 uderzy nie od razu, lecz wraz z początkiem najkrótszego miesiąca. Na ironię zakrawa fakt, że wówczas rynek odwiedzą trzy potężne gry. Europa, Azja oraz USA na deweloperskiej mapie świata właśnie kończą przedostatnie szlify. 

Ukończenie całej "trójki" w nie najdłuższym lutym raczej nie zmotywuje do wydania kilkuset złotych na wszystko od razu. Wyprawa w nieznane rejony nowej/starej Aloy czy może zabójczy pęd ku The City, ostatniemu bastionowi ludzkości przed zombifikacją? Obie wizje bezbłędnie naśladują poprzedników dokładając co nieco koncepcyjnych nowinek. From Software, ojcowie wielkiego dzisiaj gatunku souls-like wypływają na szerokie wody, idąc śladem albo konkurencji albo ambicji zredefiniowania pojęcia "open-world". Pytanie brzmi czy cokolwiek da się tutaj odkryć prócz tego co już wiemy od prawie dziesięciu lat? Częściowo udało się to Nintendo, kiedy The Legend of Zelda: Breath of the Wild ośmieszyła resztę przedstawicieli gatunku. Gra, w której wystarczyło na coś wpaść. Prawie nieskończone możliwości przy ograniczeniach technicznych. Kompromis, z którego wielu winno się uczyć korzystać. 

Pionierski debiut 

Dying Light 2

From Software idzie w nieznane. Elden Ring kusi bogactwem mistrzowskiego designu. Ciężko wypunktować jakiekolwiek braki warsztatowe patrząc na cyfrowe ucieleśnienia wszystkich myśli Mizayakiego. Szczęśliwcy ogrywający wersję demonstracyjną są zgodni - idzie Dark Souls w otwartej narracji. Bo czym jest obecnie typowa gra z ambicjami sandboksa? Zjawisko ubifikacji postępuje mniej więcej od 2012 roku, kiedy gatunkowy mariaż w postaci Far Cry 3 zdobył serca publiczności. Chyba po raz ostatni zerkając na opinie ciągnące się pasmem niezadowolenia od kilku lat. Elden Ring nie będzie raczej ewolucją. Napisane piórem opowieści z cyklu Souls, zmusi do odkrywania we własnym zakresie. Złośliwi rzekną, że każda większa produkcja oferuje możliwość wyłączenia wszelakich podpowiedzi w opcjach. I jest to prawdą, lecz From Software otoczyło się aurą narracyjnej tajemnicy na tyle skutecznie, że kolejne projekty intrygują odbiorcę, rodząc więcej pytań niż odpowiedzi. Wystarczy dla odmiany zerknąć na ilość arcyciekawych materiałów opisujących całe lore poszczególnych perełek studia.

Historie zapisane w słowach oraz świecie przedstawionym. To najbardziej uderzający w wyobraźnię środek przekazu, o wiele skuteczniej niż pięknie spreparowane sekwencje filmowe. Przynajmniej u mnie tak zmieniła się percepcja. From Software zmusza do jej rozwoju. Stąd reakcja na budowę świata Elden Ring nie mogła być inna. To nie tylko wyzwania na drodze sporadycznych oraz niezbędnych starć. Całe Ziemie Pomiędzy już teraz stają się wyzwaniem. Ilość ulokowanych sekretów, kompletnie nieopisanych na żadnej mapie przyćmi każdego weterana gatunku. From Software wypracowało sobie jeszcze jeden, bardzo istotny "luksus", jednocześnie kłócący się z synonimem wysokiej jakości. Czy to skąpane we krwi Yharnam, ascetyczna Boletaria czy wreszcie Latria - do zdobycia uznania żadne z tych niecodziennych w grach miejsc nie potrzebowało ultramocnej technologii. W zasadzie Miyazaki należy raczej do twórców traktujących warstwę techniczną jako dodatek do mistrzowskiej koncepcji. Kolejnym paradoksem jest skuteczność działania tej twórczej anomalii w praktyce. Stąd nie straszne mi w Elden Ring będą słabsze tekstury, zapewne tak samo zwariowana kamera czy naturalne spadki animacji. Każda gra studia ma ten syndrom. I nigdy nie przeszkodził w powszechnej świadomości. From Software - definicja sukcesu przy zachowawczej technologii.

Zamówienie przedpremierowe staje się więc naturalną koleją rzeczy. Kosmetyka dla lepszej generacji konsol nieco ubarwi odbiór, lecz nie jest niezbędna. 249 za jakieś 100 godzin odkrywania, szlifowania i opanowywania całej mechaniki i narracji gry? Grzech nie skorzystać. Chociaż lubię też szybko działać, nie myśląc o konsekwencjach. Z kolei te wpisane są w poczet innej, bardzo dużej kontynuacji nadal pionierskiej gry z nieśmiertelną zarazą w tle. Dying Light 2 musi dźwignąć ciężar oczekiwań pozostawiony przez wciąż modnego precedesora, ponadto - zaspokoić niepokój po wątpliwym debiucie Night City. Obecnie Techland jest liderem polskiej sceny, zanim koledzy po fachu staną na wizerunkowych nogach. W Harranie przebiegłem jakieś milion kilometrów, pozbawiając drugi raz życia nieumarłych. Siłą gry będzie nasza konsekwencja w działaniu. Wyzwanie jest na tyle karkołomne, że ilość węzłów i powiązań fabularnych ważnych i ważkich i tak będzie oskryptowana. Pytanie brzmi ile kombinacji nas czeka. Tych fundamentalnych nie może być zbyt dużo, tych dodatkowych znacznie więcej. 

Systematyczna zachowawczość

Elden Ring

Pokaz nowej generacji Sony nafaszerowano rodzynkami w postacji cyfrowej inkarnacji Ragnaroku czy kolejnych łowów w metalowej dziczy. Horizon: Forbidden West ostatecznie trafia na przełom obu pokoleń rodziny PlayStation. Wiadomość jednocześnie dobra i zła. Tak naprawdę, wszyscy trzej goście wpisu zawitają aż na pięć platform docelowych. Dying Light 2 oraz Elden Ring nastrajają me zmysły o wiele bardziej ze względu na koncepcyjną zawartość, spychając kwestie techniczne na ten drugi plan. Kolejna wyprawa Aloy w nieznane rejony to już mniej osobliwa kwestia. Większość odbiorców liczy na skok jakościowy związany z projektem. Część pierwsza nadal robi wrażenie, polecam uruchomić po nowogeneracyjnej aktualizacji.

Czy jednak czeka nas coś bardziej ambitnego, z emocjonalnym tonem skupionym wokół nowej ery ludzkości? Nie będzie tutaj elaboratów jakie znamy z genialnego Nier: Automata, gdzie wszystko stanowiło pewien rodzaj cyklu. Nie ujmuje ambicjom Guerilla Games, lecz drugie Horizon zasłania się jedynie skuteczną zachowawczością. Sony wprawdzie każdorazowo potwierdza naocznie przywilej jakości w grach tworzonych pod metką wewnętrznych studiów PlayStation, lecz cena standardowo zostanie zawyżona. Aloy więc będzie musiała zaczekać na swoją kolej. Nie dostanę tutaj raczej więcej niż wszystko co już znam z poprzedniej gry. Taki bezpieczny sequel ku uciesze spragnionych wyłącznie lepszej efektowności oraz wizualiów. 

And the winner is...Elden Ring! From Software kupiło moją uwagę z racji mistrzowskiej prezentacji sprzed tygodni. Baśniowe oraz mroczne zarazem walki przy użyciu wierzchowca przywołały najpiękniejsze wspomnienia z The Legend of Zelda: Twilight Princess (2006, Nintendo). System potyczek to genetyczna fuzja Sekiro oraz Dark Souls. Już czuję te cudowne parowanie wypracowane setkami prób i błędów. Granie nie zawsze powinno być wyłącznie uczuciem frajdy. Dlaczego? Mimo wszystko to krótkotrwała emocja. Kiedy twórcy odpowiednio balansują nerwami grającego, sytuacja robi się znacznie ciekawsza. Ile razy kończyliście rozgrywkę w takim Sekiro będąc po 25 próbie walki a następnego dnia odnosząc zwycięstwo za pierwszym razem?

Tak działa magia From Software. I chociaż tytuły studia są zbliżone do siebie mechaniką, zawsze się wyróżniają i stanowią samotne cuda. Sztuka sama w sobie. Ufam również Techlandowi, zwłaszcza po wciąż popularnym Dying Light 2 Stay Human. Grę wybiorę jako drugą w zestawieniu z prostej przyczyny - nie da się grać w obie duże gry jednocześnie. Obydwie wymagają godzin aby je skompletować. A ja zamierzam stać się takim "kompletionistą". Luty przyszłego roku jest więc niczym dobry wieszcze - zwiastuje, że to będzie intensywny 2022. Skoro w najkrótszym miesiącu najdłuższe posiedzenia przy konsoli czy PC. Czekamy. Którę grę wybieracie?