8-bitowe święta (2021) - recenzja filmu [HBO]. Czy to będzie wymarzony "Prezent pod choinkę"?

8-bitowe święta (2021) - recenzja filmu [HBO]. Czy to będzie wymarzony "Prezent pod choinkę"?

Piotrek Kamiński | 29.11.2021, 21:00

Jake opowiada swojej córce historię świąt podczas których każde dziecko w mieście chciało dostać Nintendo Entertainment System, aby nauczyć ją czegoś o Bożym Narodzeniu. Makabryczne sceny, przerysowani do granic możliwości łobuzi, zwapniali rodzice - wszystkie składniki filmu o latach 80-ych na miejscu. Lecz czy udało się z nich ugotować coś zjadliwego?

Neil Patrick Harris to dla mnie i dla wielu innych będzie już zawsze przede wszystkim Barney Stinson z "Jak poznałem waszą matkę". Właściciel "Kodeksu Bracholi", "Podręcznika podrywu" oraz "Kodeksu Bracholi dla rodziców", niepoprawny kobieciarz i osoba, dla której przesada jest drugą (a może i pierwszą) naturą. Jasnym jest więc, że filmowcy zatrudniają go zwykle do takich właśnie ról. Raz że wiedzą czego mogą się po nim spodziewać, dwa że jego lekko nieodpowiedzialny, dziecinny, ale pełen serca urok osobisty na bank zyska im przychylność widzów. Główny bohater dzisiejszego filmu, a właściwie to jego starsza wersja, to taki trochę ugrzeczniony Barney, może z późniejszego etapu życia. I osobiście nie widzę w tym nic złego.

8-bitowe święta (2021) - recenzja filmu [HBO]. Czy to wciąż reklama, jeśli produktu dawno już nie ma w sprzedaży?

Jake Doyle (Winston Fegley i Neil Patrick Harris) najbardziej na świecie chciałby dostać tę nową, wypasioną konsolę. Sprzęt tak wspaniały, że nie jest zwykłą "grą telewizyjną", a domowym "systemem rozrywki" - Nintendo Entertainment System. Jest końcówka lat osiemdziesiątych i ponieważ sprzęt jest raczej kosztowny, a w oczach rodziców (Steve Zahn i June Diane Raphael) jawi się wyłącznie jako strata czasu, zdrowia i pieniędzy, zdobycie go nie jest prostym zadaniem. W całym sąsiedztwie konsolą pod telewizorem może pochwalić się tylko jeden dzieciak, Timmy (Chandler Dean), który jest pewnie najbardziej upierdliwym nastolatkiem na świecie - lubiącym chwalić się tym co ma, złośliwym i o twarzy tak irytującej, że ma się ochotę przywalić w telewizor. Jake i jego przyjaciele chodzą na razie popatrzeć na konsolę do niego (można obserwować jak on gra, jeśli zdecydował, że twój podarek/łapówka dla niego jest odpowiednio godny/a), ale układ ten kończy się nagle, kiedy niedziałający jak powinien Power Glove doprowadza do tragedii. Koniec. Trzeba po prostu samemu zdobyć konsolę, a tak się składa, że ogłoszono właśnie konkurs na sprzedawanie girland na drzwi, w którym główną nagrodą jest właśnie NES. Czy Jake'owi uda się wygrać wymarzony sprzęt?

Fabuła jest raczej prosta i nijaka, swój ogólny zarys podbierając bezpośrednio od "Prezent pod choinkę" z 1983, ale zmieniając go, dostosowując pod swoje potrzeby. Lekcja, której uczymy się na koniec jest może i ładna - chociaż film zupełnie sobie na nią nie zapracował i finał może wręcz być uznawany za wyjeżdżający znikąd - a narracja Neila potrafi być miejscami zabawna i, zwłaszcza z początku, pozwala pobawić się trochę formą, biorąc pod uwagę jak niewiarygodnym jest narratorem. W dialogi postaci również udało się wpleść kilka żartów, lecz mimo kilku solidnych gagów, większość humoru w scenariusza Kevina Jakubowskiego jest raczej słaba - albo ze względu na to, że jest mocno nieaktualny, albo po prostu nigdy nie był śmieszny. Na przykład znajomy Jake'a, Jeff Farmer, który non stop kłamie: a to dzwonił do niego Bon Jovi, a to Tom Cruise poprosił go o przysługę. Problem w tym, że to są po prostu odniesienia do sławnych ludzi, a nie żarty. Nie jest to śmieszne ani za pierwszym, ani za piątym razem.

8-bitowe święta (2021) - recenzja filmu [HBO]. Rozwodnione lata osiemdziesiąte

Teoretycznie akcja filmu dzieje się gdzieś pod koniec lat osiemdziesiątych (Neil nie pamięta dokładnie w którym roku). Ma to sens, biorąc pod uwagę na jaki gadżet polują dzieciaki, ale prócz tego nieszczęsnego Nintendo nic właściwie nie sugeruje widzowi, że siedzi w przeszłości. Widownia lubi tanie chwyty mające pobudzić ich nostalgię, więc czemu tego nie wykorzystać? Tymczasem "8-bitowe święta" można by zamienić na 64-bitowe święta, NESa podmienić na PS2 i byłby ten sam film. Może poza niedziałającym Power Glove'em, ale to dałoby się EyeToya i też byłoby okej. Mówiąc krótko, film wygląda do bólu generycznie.

Jeśli chodzi o aktorstwo to tu akurat nie bardzo jest się do czego przyczepić. Młodzi aktorzy są odpowiednio wiarygodni, wspomniany już Timmy jest postacią tak drażniącą, że chce się go pobić - za co brawa dla aktora - i może tylko Josh Jagorski (Cyrus Arnold) jakoś w ogóle mnie nie kupił. Dzieciak nie zdał chyba z milion razy i wygląda jakby był już pełnoletni, a wciąż chodzi do tej samej klasy z głównym bohaterem i jest przy tym łobuzem noszącym dżinsowy komplecik w połączeniu z koszulką Iron Maiden. Teoretycznie był tu potencjał na zabawną postać, ale albo zawiódł scenariusz, albo młody aktor nie podołał wyzwaniu. 

Przyznam, że spodziewałem się po "8-bitowych świętach" czegoś więcej. Miałem nadzieję na zwariowaną komedię świąteczną połączoną z szalonym klimatem lat osiemdziesiątych, a dostałem rozmemłaną opowiastkę o wszystkim i o niczym, która ostatecznie kompletnie wypina się na motyw przewodni filmu, aby spróbować złapać widza z zaskoczenia za serce. Nie powiem, nawet im się to udało, ale to tylko tania sztuczka, jeden kolorowy fajerwerek w morzu nijakich kapiszonów. Szkoda czasu.
 

Atuty

  • Neil Patrick Harris;
  • Kilka niezłych żartów;
  • Ładny, choć absolutnie niezasłużony morał.

Wady

  • Nijaka fabuła;
  • Większość żartów nie bawi, albo ma sto lat;
  • Niewykorzystany potencjał - na wielu płaszczyznach.

Piotrek Kamiński

"8-bitowe święta" mogły być zabawną komedyjką do obejrzenia całą rodziną przy okazji świąt żeby się pośmiać, może wzruszyć. Zamiast tego wyszło coś ledwie śmiesznego, z kiepską historią i stereotypowymi do bólu postaciami. Nawet mój syn stwierdził, że mu się nie podobało.

4,5

Komentarze (9)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych