Dziesięć zapomnianych seriali z lat 90-tych

Dziesięć zapomnianych seriali z lat 90-tych

Dawid Ilnicki | 23.05.2021, 18:00

W jednym z ostatnich artykułów przedstawiliśmy dziesięć najbardziej znaczących dla serialowej rozrywki seriali z lat 90-tych. Tym razem zajmiemy się produkcjami mniej popularnymi. Zdecydowaną większość z nich powinni jednak pamiętać ci, którzy wychowali się w tych latach, bo choć dziś są one już może nieco zapomniane, w tamtych czasach zapewniały dużą oglądalność telewizjom.

Lata dziewięćdziesiąte były okresem, w których seriali nie oglądało się tak jak współcześnie. W zasadzie najpopularniejszy, związany z nimi termin “sezon” praktycznie nie miał wtedy zastosowania. Telewizje bowiem często pokazywały poszczególne produkcje nie dbając o właściwy porządek, a nawet jeśli zdarzało się, że puszczały je od początku do końca, okres pomiędzy transmisjami konkretnych sezonów sprawiał, że trudno było zachować jakąkolwiek ciągłość. To zresztą może tłumaczyć wielką popularność, coraz bardziej zanikającej w dzisiejszych czasach, formuły “procedural dramy”. Serii zbudowanych z odcinków bardzo do siebie podobnych, które można było śledzić bez znajomości wcześniejszych epizodów. Obecnie stanowią one mniejszość nowości serialowych, bo w erze streamingu nie występuje już problem przegapienia jakiegoś odcinka.

Lata 90-te to jednak także okres mocnego eksperymentowania z wieloma, często pojawiającymi się motywami popkulturowymi, znanymi choćby z produkcji science-fiction, takimi jak alternatywne światy czy też podróże w czasie. Co ciekawe fabuły kilku produkcji były zamkniętą całością, nieprzygotowaną na kilka sezonów, co z dzisiejszej perspektywy wydaje się całkiem odświeżające, bo zdarza się w zasadzie tylko w przypadku mini-serii lub antologii. Wreszcie ciekawą grupę stanowią seriale dla młodzieży, które dziś mogą się wydawać naiwne, a ponadto kiepsko zrealizowane (niestety widać tu mocne braki budżetowe), ale jednocześnie należy docenić pomysł, oryginalność, a także niebanalne połączenia, nawet dziś sprawiające wrażenie obcowania z czymś wyjątkowym.

Oto lista mniej znanych seriali z lat 90-tych:

Eerie Indiana

Gdy wracam pamięcią do tego serialu często zastanawiam się czy ówcześni zarządcy telewizji w ogóle oglądali go przed decyzją o dodaniu go do ramówki. W dużej mierze mamy tu bowiem do czynienia z młodzieżową wersją “Twin Peaks”. Jego bohaterowie w każdym odcinku musieli się mierzyć z nowymi, przedziwnymi zdarzeniami w miasteczku (nomen, omen!) Eerie, do którego trafia Marshall Teller. Stała grupa postaci była zresztą tym co odróżniało tę produkcję choćby od równie popularnej w tym czasie “Gęsiej skórki”. Jest to również rzadki przypadek serii, do której dziś wraca się z jeszcze większą przyjemnością. Po latach należy bowiem tym mocniej docenić jej awangardowy charakter i liczne ciekawe nawiązania do ówczesnej współczesności. 

Gliniarz z Dżungli

Richard Burgi to jeden z zapomnianych aktorów lat 90-tych, którego współcześnie można kojarzyć choćby z drugiej części horroru “Hostel” czy też serialu “Gotowe na wszystko”. Amatorzy filmów i serii z lat 90-tych pewnie są w stanie wymienić więcej produkcji z jego udziałem, spośród których najważniejszy będzie zapewne “Gliniarz z dżungli”. Seria, która doczekała się czterech sezonów, była połączeniem typowej fabuły sensacyjnej z wątkiem fantastycznym. Główny bohater bowiem od czasu powrotu z dżungli rozwinął wszystkie pięć zmysłów, co sprawiło, że stał się prawdziwym wyzwaniem dla świata przestępczego. Jego kompanem był oczywiście odpowiednio dziwnie wyglądający doktor antropologii, a także pies.

Zagubiony w czasie

Czego by nie mówić Scott Bakula idealnie pasował do roli mocno ekscentrycznego naukowca, a taki wizerunek utrwalił się w dużej mierze dzięki rozpoczętemu w 1989 roku serialowi “Quantum Leap”, który był dość popularny także w Polsce. Grany przez Bakulę doktor Scott Beckett, w obawie przed zakręceniem kurka z pieniędzmi na jego projekt podróży w czasie, decyduje się na przetestowanie go na sobie, co kończy się sukcesem, choć tylko połowicznym. Eksperyment rzeczywiście działa i naukowiec cofa się w czasie, znajdując się jednak w ciele zupełnie innej osoby. Jednocześnie stara się on naprawić błędy z przeszłości i wrócić do swoich czasów, w czym pomaga mu jego najlepszy przyjaciel Al, grany przez Deana Stockwella.  

Stan wyjątkowy

W niezwykle interesującym artykule Łukasza Mańkowskiego na temat Song Kang-Ho, w ostatnim kwartalniku “Ekrany”, najbardziej zaskoczyła mnie informacja, że obecny gwiazdor koreańskiego kina, w czasach kariery teatralnej, szczególnie podziwiał Sammo Hunga. Aktor znany był u nas szczególnie ze swej mocno specyficznej roli w pokazywanym na Polsacie serialu “Stan wyjątkowy”, w którym odtwarzał rolę poczciwego gliniarza, wobec którego jednak największym błędem było zlekceważenie go. Główny bohater, Sammo Law mimo swej tuszy był również mistrzem sztuk walki, bez trudu rozprawiającym się ze swoimi kolejnymi przeciwnikami. Oczywiście mocno przypominał w tym legendarnego Jackie Chana (z którym zresztą Hung współpracował), podobny był również charakter wspomnianego serialu, w którym grał m.in. znany komik Arsenio Hall. Na tle ówczesnych produkcji telewizyjnych wyróżniał się także tym, że po napisach pokazywał tzw. bloopers. Materiał prezentujący nieudane ujęcia, wywoływał salwy śmiechu, nie tylko wśród ekipy, ale również widzów. 

Człowiek, którego nie było

O tym serialu, znanym u nas dzięki Polsatowi, wspominałem już w innym artykule, ale w tym przypadku nigdy za wiele. Jest to z pewnością jedna z najbardziej skomplikowanych fabuł telewizyjnych, nawet biorąc pod uwagę produkcje z XXI wieku. Sam punkt wyjścia jest niesamowity: główny bohater w pewnym momencie orientuje się, że nikt (łącznie z żoną, a nawet własnym psem) go nie rozpoznaje, praktycznie więc traci tożsamość. W trakcie 25 odcinków próbuje rozwikłać zagadkę, wciąż krążącą wokół pewnego zdjęcia, które jako zawodowy fotograf, kiedyś zrobił. Mamy tu do czynienia ze zwartą fabułą, właściwie nie dającą szans na kontynuację, jakże więc odmienną od tego co serwuje się nam w ostatnim czasie. Niewątpliwym plusem jest również samo zakończenie, które wyjaśnia o co właściwie chodziło w tej niesamowitej produkcji. 

Zdarzyło się jutro

Na tle różnego rodzaju filmów i seriali, których głównym motywem była podróż w czasie, seria z Kyle’m Chandlerem wyróżniała się tym, że grany przez niego bohater wcale nie cofał się w czasie, ale w każdym odcinku dostawał gazetę, z której dowiadywał się co zdarzy się tego dnia, a więc naturalnie również co będzie musiał zmienić, by nie doszło do tragedii. Formuła ta była swego czasu niezwykle świeża, a produkcja doczekała się czterech sezonów. Zgrabnie łączyła fantastykę z serialem familijnym, nie tylko ze względu na uroczego kota, jednego z głównych bohaterów serii. 

Tajna misja

W latach 90-tych ta międzynarodowa koprodukcja, w której uczestniczyło kilkanaście krajów, w tym Polska, była prawdziwym oknem na świat. Młodzi ludzie oglądali ją bowiem marząc o tym, że kiedyś też będą mogli podróżować, spotykając przyjaciół z różnych zakątków świata. Barierą nie wydawał się w tym wypadku nawet język (ze względu na dubbing), a wszystkich łączył wspólny cel -  rozbicie tajnej siatki przestępców, której przywódcą był diaboliczny Savage. Prócz tego serial rozbudzał również zainteresowanie nowoczesnymi technologiami, o których w tamtym czasie można było tylko pomarzyć, a dziś dzięki Internetowi świat nabrał podobnego, jak w tej produkcji, kształtu.  

Dwa światy (Spellbinder)

To chyba drugi, najlepiej kojarzący się z dzieciństwa serial dla młodzieży, który tym razem wykorzystywał motyw podróży do świata znajdującego się w innym wymiarze. W pewnym stopniu był on podobny do naszego średniowiecza, z jedną ważną różnicą. Uniwersum tym rządzili magowie, uzbrojeni w oryginalny kostium, dzięki któremu można było miotać czymś w rodzaju piorunów kulistych. Mocno specyficzny sposób generowania kolejnych pocisków był zresztą później do znudzenia powtarzany wśród rówieśników na podwórku. Ta oryginalna australijsko-polska koprodukcja doczekała się dwóch sezonów, po 26 odcinków. Oba łączyła postać chyba najbardziej znanej bohaterki, granej przez australijkę Heather Mitchell, Ashki. 

Moje tak zwane życie

Dwusezonowy serial był w Polsce pokazywany na Canal+, ale mimo wielu pochwał, płynących ze strony miłośników, został dość szybko skasowany. Większość obserwatorów wiąże ten fakt z popularnością dużo łatwiejszych w odbiorze seriali młodzieżowych, takich jak przesławne “Beverly Hills 90210”, które pokazywały tamte czasy w mocno odrealniony sposób. Tymczasem rzeczona seria mierzyła się z wieloma problemami nastolatków, takimi jak narkomania, alkoholizm, znęcanie się nad dziećmi, bezdomność itp. W serialu występował choćby Jared Leto, a główną rolę zagrała w nim Claire Danes. Aktorka zasłynęła kilkoma rolami w latach 90-tych, później miała zdecydowanie mniej szczęścia. W poprzedniej dekadzie jednak triumfalnie powróciła na wielką scenę w niezwykle popularnym serialu “Homeland”, który doczekał się aż ośmiu sezonów. Co ciekawe Danes zdobyła Złotego Globa zarówno za “Homeland” jak i za “Moje tak zwane życie”.

Tekwar

Stosunkowo mało znany serial, który był pokazywany na Polsacie, ale nie cieszył się specjalną popularnością. W zaprezentowanym w nim uniwersum osadzono jednak fabuły aż czterech różnych filmów fabularnych. Fabuła wydaje się mocno inspirowana powieściami Phillipa K. Dicka, koncentrowała się ona bowiem na wojnie z nowoczesnym, syntetycznym narkotykiem, o nazwie tek, który otwierał ludziom drogę do innych wymiarów i rzeczywistości (czyli w sumie nic nowego!). Z kontrolującym sprzedaż teku, kryminalnym półświatkiem, walczy Jake Cardigan, policjant, który trafił do więzienia za sprawą sfałszowanych dowodów. Jednym z pomysłodawców tej całkiem klimatycznej serii był sam William Shatner, który zagrał w niej jedną z głównych ról.