Pierwszy człowiek – recenzja filmu. O jednym takim, co ukradł księżyc

Pierwszy człowiek – recenzja filmu. O jednym takim, co ukradł księżyc

Jędrzej Dudkiewicz | 16.10.2018, 23:02

Chociaż ma ledwie trzydzieści trzy lata, Damien Chazelle szturmem zdobył Hollywood i już teraz każdy jego nowy film to wydarzenie. Zaczął od rewelacyjnego Whiplash, dorzucił do tego La La Land, a zaraz w polskich kinach będzie można zobaczyć Pierwszego człowieka. Wysoki poziom po raz kolejny został utrzymany.

20 lipca 1969 był bez wątpienia jednym z ważniejszych dni w historii świata. To właśnie wtedy Neil Armstrong, stając na księżycu, wypowiedział słynne zdanie, że to mały krok dla człowieka, ale wielki dla ludzkości. Zanim jednak to tego doszło, trzeba było się porządnie przygotować do tak wielkiej wyprawy. A nie wszystko szło tak, jak powinno.

Chazelle bez wątpienia ma swój ulubiony typ bohatera. Tak jak Andrew Neimann z Whiplash oraz Sebastian z La La Land, tak i Neil Armstrong jest szalenie ambitnym, ostatecznie nie oglądającym się na nic i nikogo człowiekiem, który jest w stanie wiele poświęcić, by osiągnąć cel. W tym przypadku wydaje się, że chodzi o coś więcej. Armstrong bowiem nigdy nie pogodził się ze śmiercią kilkuletniej córki. W jego wyprawie na księżyc nie chodzi więc tylko o to, by być pierwszym człowiekiem, którego tego dokona. To także wyzwanie rzucone śmierci. A towarzyszy ona Armstrongowi w zasadzie bez przerwy. Zanim został dowódcą misji Apollo 11 pochować musiał wielu przyjaciół, którzy nie przetrwali różnorakich testów. Pierwszego człowieka ogląda się momentami wręcz jak horror, bo gdy kolejne osoby wchodzą do maszyny, która ostatecznie ma dolecieć na księżyc, to każde skrzypnięcie, każde drgnienie i dziwny odgłos budzą przerażenie, gdyż mogą oznaczać śmiertelnie groźną awarię. Co dokładnie ciągnie Armstronga w kosmos nie do końca wiadomo. Ale też chyba nie da się tego tak po prostu wytłumaczyć i zrozumieć. Tak samo jest w przypadku ludzi, którzy zdobywają ośmiotysięczniki lub uprawiają freediving. Tutaj jednak gdzieś w tle pobrzmiewa wątpliwość, po co to wszystko było. Czy gigantycznych pieniędzy, które pochłonęło to wielkie marzenie, w dużym zresztą stopniu powstałe w wyniku rywalizacji między USA a ZSRR, nie dałoby się znacznie lepiej spożytkować, z większymi korzyściami dla społeczeństwa.

Całość nakręcona jest pierwszorzędnie. Chociaż każdy doskonale wie, jak cała rzecz się skończy i że Armstrongowi się uda, Chazelle jest tak zdolnym reżyserem, że i tak można poczuć podczas seansu sporo emocji. Pierwszy człowiek trzyma więc momentami w napięciu, chociaż pod koniec jest ono osłabiane przez odrobinę za dużo patosu. Jest też znakomicie zrealizowany od strony wizualno-dźwiękowej. Zwłaszcza muzyka jest tu piękna i zapadająca w pamięć. Nie inaczej jest również z aktorstwem. Nie wszystkim oczywiście będzie pasować Ryan Gosling, o którym wiele osób mówi, że ciągle gra tak samo. Osobiście się z tym nie zgadzam. Fakt, Gosling jest szalenie powściągliwym i minimalistycznym aktorem. Mimo to jest w stanie kupić moje zainteresowanie. Wystarczy zresztą porównać Sebastiana z La La Land i Armstronga z Pierwszego człowieka. To dwaj zupełnie różni ludzie, których Gosling gra w zupełnie inny sposób. Tutaj jest bez wątpienia centralną postacią, na sukces której pracują wszyscy inni wykonawcy. A drugi plan jest wręcz pełen znakomitych aktorów. Dość wymienić Ciarana Hindsa, Jasona Clarke’a, czy jednego z obecnie etatowych drugoplanowych aktorów, Kyle’a Chandlera. I jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do tego, że za mało jest tu Claire Foy i Coreya Stolla. Ona gra żonę Armstronga. Mogłoby tu być więcej jej perspektywy, tego co praca męża oznacza dla niej i rodziny. Przez to nie do końca wybrzmiewa pogląd, że cała ta sprawa to po prostu wielka zabawa dużych chłopców, którzy dostali do rąk potężne przedmioty i wydaje im się, że są w stanie cokolwiek kontrolować. A to ciekawa perspektywa. Stoll z kolei gra Buzza Aldrina, człowieka nie znającego żadnych zahamowań i konwenansów, mówiącego głośno to, co inni tylko myślą.

Wszystkie potencjalne wady nie przesłaniają jednak faktu, że Pierwszy człowiek to film bardzo udany. Ma wciągającą, wielowymiarową historię, jest świetnie zrealizowany i zagrany. Ciekaw jestem, jaki będzie kolejny projekt Damiena Chazelle’a.

Atuty

  • Aktorstwo
  • Wciągająca, wielowymiarowa historia
  • Mimo że każdy wie, jak to się skończy – jest emocjonująco
  • Świetne zdjęcia i muzyka

Wady

  • Chyba odrobinę za dużo patosu pod koniec
  • Za mało postaci granych przez Claire Foy i Coreya Stolla

Jędrzej Dudkiewicz

Damien Chazelle kontynuuje swoją znakomitą passę. Po Whiplash i La La Land nakręcił kolejny bardzo dobry film, którym jest Pierwszy człowiek.

8,0

Komentarze (51)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych