Mateusz Wróbel Mateusz Wróbel 13.10.2021
Najpopularniejsze nawyki nabyte przez gry z poprzedniej generacji
1997V

Najpopularniejsze nawyki nabyte przez gry z poprzedniej generacji

Każdy z nas ma swój własny styl rozgrywki, choć parę nawyków powtarza się u wielu graczy. Sprawdźcie kilka z nich w rozwinięciu materiału.

Ósma generacja konsol pokazała, że największą popularnością cieszą się gry akcji. Coraz rzadziej lubimy przyglądać się innowacyjnym produkcjom, które zmuszają odbiorców do zapoznania się z nowymi, niespotykanymi dotąd rozwiązaniami - książkowym przykładem jest tutaj chociażby Death Stranding, które odrzuciło wielu zainteresowanych już na samym początku.

Dlatego też najchętniej sięgamy po gry akcji (choć zainteresowaniem, pomijając już wciskane co rok jedne i te same strzelanki i wyścigówki, cieszą się wciąż RPG-i oraz przygodówki), prowadzące przez większość rozgrywki za rączkę. Grając w nie można było nabyć parę nawyków, o których szerzej wypowiadam się poniżej.

Idę kawałek w lewo, a potem wracam, aby skręcić w prawo

W tytułach, który cel jest jasny, idziemy zazwyczaj jak po sznurku. Przywołać można tutaj m.in. The Last of Us Part II czy Resident Evil 2 (2019), w których pogubić się mogą tylko ci nieskupiający się na rozgrywce. Z racji tego, iż są to produkcje, w których zalecane jest dokładne eksplorowanie otaczających nas terenów, niejednokrotnie znajdziemy się na rozwidleniu - gdzie byśmy nie poszli, to i po lewej i prawej stronie czekają na nas dodatkowe niespodzianki, jak i wrogowie. Bardzo często wybieramy jedną z dróg, idziemy przed siebie, zbieramy interesujące rzeczy, a potem wracamy do ścieżki z prawej strony, aby przypadkiem niczego nie pominąć. Gorzej, gdy twórcy uniemożliwią nam taki krok, ponieważ chwilę dalej okaże się, że wybrana w pierwszej kolejności przez nas droga była tą fabularną...

Zapisuję grę przed każdym wyborem moralnym

Podpunkt ten należy przede wszystkim do gier RPG, bo w przygodówkach typu Detroit: Become Human taka sztuczka nie jest możliwa przez ciągle pojawiający się automatyczny zapis rozgrywki. Bawiąc się w rozbudowanych pozycjach zdarza się, że chcemy podejmować wybory, dzięki którym otaczające naszego protagonistę postacie przeżyją, a mieszkańcom danych wiosek będzie żyło się lepiej. Nie dziwota więc, że sporo osób zapisuje grę przed rozpoczęciem poważnej konwersacji, aby w razie zdecydowania się na opcję niosącą za sobą w niedalekiej przyszłości okropne skutki, wczytać zapis i podejść do tematu zgoła inaczej.

Przeładowuję broń po każdym wystrzelonym naboju

Jestem z tych, którzy nie cierpią podróżować po świecie gry z niepełnym magazynkiem. Nawet takim, w którym znajduje się 29 na 30 kul. To jeden z najdziwniejszych nawyków, który cały czas mi towarzyszy w produkcjach umożliwiających korzystanie z broni palnej. Jeśli deweloperzy zadbaliby o większy realizm i usuwali cały magazynek z naszego plecaka, a nie uzupełniali go kolejnymi nabojami, choroba ciągłego przeładowywania broni nie byłaby tak popularna.

Liżę ściany w poszukiwaniu sekretów

W tym przypadku sytuacja wygląda w 99% następująco: zasiadasz do kolejnego RPG-a, jesteś już po prologu i po otrzymaniu dostępu do ogromnego świata, zabierasz się za pierwsze misje. Zamiast iść od razu do celu, zaczynasz biegać od ściany do ściany w poszukiwaniu ewentualnych easter eggów i innych smaczków uzupełniających wiedzę o danej produkcji. Nie ma w tym nic dziwnego, szczególnie na początku zabawy, gdy zafascynowany odbiorca nie ma zamiaru przypadkowo pominąć żadnego istotnego szczegółu. Gorzej jest wtedy, gdy "lizanie" ścian zajmuje więcej czasu niż sama misja.

Nie pomijam napisów końcowych w nadziei na bonusowy filmik przerywnikowy

Twórcy gier przyzwyczaili już nas, że bardzo chętnie umieszczają bonusy po ujrzeniu napisów końcowych. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, czy wyświetlą się one po ich pominięciu, czy też musimy cierpliwie poczekać. Jeśli ktoś skusił się na tę pierwszą opcję, mógł pominąć wiele ważnych kwestii w Until Dawn definitywnie domykających poznaną przez nas historię. Mając taki przykład na uwadze, lepiej jednak poświęcić te parę minut i upewnić się, czy aby na pewno nie pominiemy w tak głupi sposób jakiegoś ciekawego bonusu.

Nawet grając z polskim dubbingiem, muszę mieć załączone polskie napisy

Jestem z tych osób, które niemalże zawsze korzystają z polskiego dubbingu w grach wideo. Raz jest on lepszy (God of War (2018), Days Gone), a w innych przypadkach trochę gorszy (Mass Effect, Horizon Zero Dawn). Decydując się na polskie głosy zawsze muszą towarzyszyć mi rodzime napisy. Przez masę produkcji posiadających jedynie polskie teksty, przyzwyczaiłem się do napisów do takiego stopnia, że nie wyobrażam sobie rozgrywki bez nich. Pozbywając się rzeczonej opcji ekran wygląda jest tak jakby... zbyt pusty?

Po zakończeniu rozmowy rozpoczynam ją jeszcze raz, aby się upewnić, czy na pewno porozmawiałem już o wszystkim

W takich tytułach, jak Mass Effect: Andromeda, lepiej poznajemy swoich towarzyszy dzięki rozmowom. Jest to opcjonalne i równie dobrze możemy ich totalnie olać, skupiając się jednocześnie na wykonywaniu zadań głównych, jak i pobocznych. Jednakże, tracimy wtedy wiele na immersji, więc zwiedzając - będąc ciągle w nowym świecie BioWare - Tempesta, warto raz na jakiś czas zajrzeć do naszych kompanów - szczególnie po pchnięciu fabuły, gdy odblokowują się nowe kwestie dialogowe. Nie wiem jak Wy, ale ja po zakończeniu konwersacji bardzo często rozpoczynam ją od razu jeszcze raz, aby upewnić się, czy aby na pewno nie pominąłem jakiejś ważnej kwestii.

Tworzę bohatera przypominającego moją osobę - z wyglądu oraz charakteru

Nawyk ten utrzymuje się od pierwszych tytułów, w których można było tworzyć swoich własnych bohaterów. Dzięki rozbudowanym kreatorom postaci nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć protagonistę, który w minimalnym stopniu przypominałby nas samych. Finalnie wychodzi to różnie, ale cóż... zawsze warto spróbować. Podobnie sprawa wygląda w przypadku kształtowania jego charakteru. Jeśli mamy do czynienia z grą wypełnioną po brzegi wyborami moralnymi, często wybieramy te, na które zdecydowalibyśmy się w prawdziwym życiu.

Zbieram wszystkie misje poboczne przed pchnięciem fabuły

Po dotarciu do większych obszarów w grach RPG, takich jak miast, najczęściej zbieramy wszystkie misje poboczne przed ruszeniem w dalszą podróż. Niejednokrotnie zdarza się, że niektóre z nich możemy wykonać podróżując między fabularnymi celami, więc nie ma co tracić czasu i zmuszać się do późniejszego wracania do wcześniej odkrytych terenów.

Tagi: nawyki w grach