Maciej Zabłocki Maciej Zabłocki 05.10.2021
Testujemy laptopa Lenovo Legion 7 z najszybszą kartą RTX 3080 i topowym Ryzenem. To dopiero bestia!
1739V

Testujemy laptopa Lenovo Legion 7 z najszybszą kartą RTX 3080 i topowym Ryzenem. To dopiero bestia!

Do naszej redakcji przyjechał piekielnie szybki laptop gamingowy, który zachwyca swoją wydajnością już przy pierwszym kontakcie. To zdecydowanie jedna z najciekawszych propozycji na rynku, o ile ktoś dysponuje wysokim budżetem i chciałby go przeznaczyć na przenośną, potężną machinę gamingową. Zapraszam na test.

Lenovo już od jakiegoś czasu dostarcza na rynek sprawdzone i udane konstrukcje, które trafiają w gusta przeciętnego Kowalskiego. Chociaż w naszym kraju o wiele popularniejsze są nieco słabsze konfiguracje, to chińska firma kojarzy się z bardzo dobrym współczynnikiem wydajności do ceny. Tym razem do naszej redakcji trafił sprzęt z najwyższej półki. Flagowy model przeznaczony na ten rok, który w testowanym wariancie kosztuje ok. 11 tysięcy złotych. To cena bardzo przyzwoitego komputera stacjonarnego w dodatku z dobrym monitorem, ale omawiany dzisiaj laptop nie ma się absolutnie czego wstydzić w starciu z takim kombajnem. Sprawdziłem jego wydajność w najnowszych grach, odpaliłem syntetyczne benchmarki, a przez dłuższy czas wykorzystywałem do codziennych zadań i muszę przyznać, że gdybym miał teraz wolne kilkanaście tysięcy złotych to... rozważyłbym taką inwestycję. 

Specyfikacja techniczna Lenovo Legion 7

  • CPU: ośmiordzeniowy i szesnastowątkowy AMD Ryzen 7 5800H (3,2 GHz @ 4,4 GHz)
  • GPU: NVIDIA GeForce RTX 3080 16GB GDDR6 (TGP 165W!) 
  • RAM: 2x 8GB DDR4 3200 MHz CL22 (SK Hynix)
  • Płyta główna: autorski model Lenovo LNVNB 161216 z chipsetem Ryzen SOC i wsparciem PCI-E 4.0
  • Dysk: 1TB SSD M.2 Samsung PM981a
  • Matryca: 16" IPS 165 Hz matowa, o rozdzielczości 2560x1600p (16:10) ze wsparciem dla NVIDIA G-Sync, 500 nitów, certyfikat Dolby Vision i obsługą VESA DisplayHDR 400
  • Sieć: obsługa standardu WiFi 6 (802.11 ax) i Bluetooth 5.1, LAN 1Gb/s
  • Klawiatura: pełnowymiarowa, podświetlana, RGB 16,7 mln kolorów
  • Głośniki: 2x 2W Harman z Nahimic Audio
  • Waga: 2,5 kg
  • Liczba portów i złączy: 3x USB 3.2 Gen1, złącze minijack, HDMI 2.1 x1, złącze Ethernet, 3x USB-C (2x ze wsparciem DisplayPort 1.4)

Już procesor robi tutaj duże wrażenie, chociaż jego TDP wynosi tylko 45W, co w znaczny sposób wpływa na wysokość taktowania rdzeni w trybie boost (producent deklaruje max. 4,4 GHz, domyślnie 3,2 GHz). Dysk twardy oferuje praktycznie maksimum wydajności dla złącza PCI-E 3.0, a karta graficzna zachwyca kosmicznym, jak na laptopa, TGP wynoszącym aż 165W (to najszybszy układ montowany dzisiaj w laptopach). Ponadto ma 16GB szybkiej pamięci GDDR6 i będzie niewątpliwie głównym bohaterem dzisiejszego testu. Pytanie tylko, czy procesor dotrzyma jej tempa, ale o tym przekonamy się podczas gamingowych benchmarków. Do matrycy również trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Format 16:10 jest nieco wyższy, niż klasyczne 16:9, do czego musimy się przyzwyczaić. W mojej ocenie wystarczy jeden pełny dzień użytkowania, by nie zwracać na to w ogóle uwagi. Widać, że Lenovo nie zamierzało oszczędzać na specyfikacji, ale jak wygląda temat jakości wykonania?

Wygląd i wykonanie - design może się podobać

Lenovo Legion 7 pochodzi z rodziny gamingowej, dlatego musicie zaakceptować trochę podświetlanych dodatków, które trafiają zwykle w gusta młodszych odbiorców. Skoncentrujmy się najpierw na samej jakości zastosowanych materiałów. Całą obudowę Legiona (w pięknym, szarym kolorze), zarówno po stronie wewnętrznej jak i zewnętrznej wykonano z wysokiej klasy aluminium (z wyjątkiem plastiku dookoła ekranu). Klawiaturę pięknie wkomponowano w pełną szerokość bryły, na dole zamieszczono duży (i bardzo wygodny) touchpad, a najwięksi malkontenci ucieszą się z dodatkowej klawiatury numerycznej oraz pełnowymiarowych przycisków kierunkowych. Matrycę ozdabiają bardzo cienkie ramki po każdej ze stron, a na dole, przy nieco większym podbródku widzimy subtelny napis "Legion". Zawiasy chodzą sztywno i wydają się bardzo trwałe, ale co ciekawe - bez problemu otworzymy laptopa jedną ręką, który niczym przyklejony, twardo trzyma się blatu biurka czy stołu. 

Od zewnętrznej strony, na górnej części, przy prawej krawędzi, widzimy napis Legion z podświetlanym (na 16,7 mln kolorów) wzorem "Y" w środku O. Tył testowanego laptopa to już klasyka w wydaniu firmy - ekran umieszczono nieco bliżej środka, a z tyłu mamy wystający "kuper" z otworami dla wentylatorów i pokaźnym zbiorem złączy - w tym wejścia od ładowarki, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Znajdziemy tam również HDMI 2.1, trzy USB 3.2 oraz jedno USB-C ze wsparciem dla DisplayPort 1.4. Bez problemu podłączymy tym niewielkim kabelkiem duży, 34" monitor ultrapanoramiczny ze wsparciem rozdzielczości 3440x1440p i 165 Hz odświeżania. Po lewej i prawej stronie producent umieścił kolejne dwa złącza USB-C. Nie brakuje też potężnych otworów do odprowadzania ciepła, które zarówno po bokach jak i z tyłu są podświetlane przez diody RGB. 

No i tutaj przechodzimy do sedna "problemu", który nie każdemu będzie odpowiadać, ale na szczęście możemy to wyłączyć. Po pierwszym odpaleniu, laptop rozświetla się niczym choinka - we wszystkich kolorach tęczy. Dookoła obudowy zamontowano cienki pasek LED, który docelowo rozjaśniony jest do maksimum i sprawnie komponuje się z kolorowym podświetleniem klawiatury i otworów wentylacyjnych. Dzięki temu nie potrzebujemy już żadnych dodatkowych lampek w pokoju. Rzecz jasna, można to sprawnie wyłączyć szybką kombinacją klawiszy FN+Spacja. Cieszę się, że ukryto tam jeszcze kilka ciekawych wariantów działania (np. wygaszanie albo jednolity kolor światełek dla klawiatury). Co istotne, po wciśnięciu przycisku funkcyjnego, podświetlają się na niebiesko wszystkie klawisze, które mogą wywołać jakieś działanie. Osobiście bardzo lubię wszelkie RGB, więc dla mnie to "bajer" ale ten laptop jest designerską perełką w gamingowym świecie i to podświetlanie może niektórym burzyć stonowaną, spokojną kompozycję. 

Matryca robi duże wrażenie od pierwszych minut i nie zmienia go do samego końca

Już po samej specyfikacji technicznej widać, że matryca jest jedną z najciekawszych, zamontowanych w laptopach gamingowych. Ma przekątną 16", rozdzielczość 2560x1600 w bardziej kwadratowym formacie 16:10 i wsparcie dla NVIDIA G-Sync. Do tego producent deklaruje 100% pokrycia palety barw sRGB i jasność na poziomie 500 nitów. W praktyce wygląda to równie dobrze. Wyświetlacz, zgodnie z oznaczeniem z AIDA64, jest modelem CSOT T3 MNG007DA1-1, którego parametry nie odbiegają od tego, co przedstawia Lenovo. Czas reakcji wynosi tylko 3 ms, nie ma mowy o jakimkolwiek ghostingu, kolory są piękne i żywe, a kontrast wynosi powyżej 1200:1. Pokrycie palety barwnej sRGB wypełnia ponad 99%, a DCI-P3 dochodzi do 75%, z kolei jasność dobija do 470 cd/m2. To zatem ekran, który z powodzeniem wykorzystają osoby tworzące grafiki wektorowe czy montujące półprofesjonalne filmy. 

Pod wyświetlaczem, w dolnej części obudowy, schowano przycisk do włączania laptopa, a wokół niego ukryto maskownicę dla głośników. Sama klawiatura jest bardzo wygodna. Ma proste, niewyprofilowane klawisze z wyczuwalnym, ale miękkim skokiem. Przy pisaniu bardzo łatwo odnaleźć duże przyciski takie jak shift, enter czy caps lock. Po napisaniu na niej kilku tekstów nie odczułem jakiegokolwiek dyskomfortu. Nie występuje blokada po naciśnięciu kilku klawiszy jednocześnie (co sprawdzałem w starej, ale wciąż kapitalnej grze Little Fighter 2) i niewyczuwalne są jakiekolwiek opóźnienia podczas grania - klawiatura reaguje natychmiast. Przyciski działają bardzo cicho i spokojnie można z nich korzystać późną nocą, gdy domownicy smacznie już śpią. Dużo gorzej pod tym względem wypada kliknięcie na touchpadzie - zdecydowanie głośniejsze od klasycznej myszki. Na szczęście podczas korzystania z gładzika nie musimy niczego wciskać, wystarczy delikatny dotyk, niczym na ekranie w smartfonie. 

Dodam jeszcze krótkie podsumowanie wbudowanych, 2W głośników marki Harman. Jak na laptopa, grają przyzwoicie, dość głośno, ale płasko. Brakuje im przestrzeni i głębszego basu, co jest zresztą kompletnie naturalne w bryłach tego typu. Do grania czy oglądania filmów w zupełności wystarczą, potrafią też zagłuszyć pracę wbudowanych wentylatorów, a to bardzo istotna sprawa. Laptop waży "tylko" 2,5 kg, co czyni go jednym z lżejszych, tak potężnych urządzeń gamingowych. Czas pracy na baterii nie ma w tym przypadku wielkiego znaczenia, chociaż Lenovo Legion 7 potrafi działać blisko 3,5h bez dostępu do prądu. Gdy włączymy jakąś grę, możemy liczyć co najwyżej na nieco ponad godzinkę zabawy. Do gniazdka wpinamy ogromną, 300W ładowarkę, której ciężar (~1,5 kg) musimy brać pod uwagę przy podróżowaniu z podręczną torbą.

Testy syntetyczne na początek - 3D Mark, CrystalDiskMark czy CPU-Z i GPU-Z

Przejdźmy do fragmentu, który interesuje nas chyba najbardziej i zacznijmy od testów syntetycznych w popularnych benchmarkach. Wskazania CPU-Z i GPU-Z poznaliście już w specyfikacji technicznej, ale zamieszczam zrzut ekranu z potwierdzeniem tych wartości. Całość testów zrealizowałem na Windowsie 10 Home z najnowszymi poprawkami oraz sterownikami NVIDIA 472.12. Przejdźmy do programu AIDA64, który oprócz weryfikacji matrycy, pozwala na przeprowadzenie testu wydajności wbudowanej pamięci RAM. Jej odczyt wyniósł przyzwoite 42490 MB/s, a zapis już słabsze 33630 MB/s. Przypomnę, że są to dwie kości SK Hynix po 8 GB DDR4 taktowane z prędkością 3200 MHz i opóźnieniami CL22. Co ważne, procesor wyposażono w zintegrowany układ graficzny AMD Radeon Vega 8, włączający się przy zasilaniu akumulatorowym. Nie zachwyca wydajnością, ale na najniższych detalach w 720p osiąga powyżej 60 klatek w najpopularniejszych produkcjach battle-royale. Nawet w Cyberpunk 2077 zagramy przy średnio 35 FPS. 

Wykorzystany dysk twardy o pojemności 1 TB to model Samsunga PM981a, o oznaczeniu kodowym MZVLB1T0HBLR-000L2 na złączu NVMe M.2. Radzi sobie doskonale i w zasadzie w całości wykorzystuje przepustowość złącza PCI-E 3.0, osiągając 3559 MB/s przy odczycie i 2984 MB/s przy zapisie. Testy wykonywałem z 33% zapełnieniem, ale po przekroczeniu 60% SSD dalej nie tracił swoich znakomitych parametrów. Z ciekawości odpaliłem też benchmark wbudowany w program CPU-Z, który w odniesieniu do topowego procesora konkurencji - i9-11900K wypadł całkiem dobrze. W teście dla jednego rdzenia Ryzen 7 5800H osiągnął 604 punkty (vs. 695 dla Intela), a przy wielordzeniowości wykręcił 5155 jednostek (tutaj Intel dobija do 6522 punktów). To bardzo przyzwoite rezultaty jak na laptopa gamingowego z procesorem o ograniczonym do 45W TDP. 

Czas przejść do karty graficznej. Zamontowany tutaj model RTX 3080 jest najszybszym, jaki znajdziemy w tegorocznych laptopach. GPU wyposażono w 6144 rdzenie CUDA, 16GB pamięci RAM GDDR6 taktowanej z prędkością 14000 MHz oraz 256 bitową szynę danych o przepustowości 448 GB/s. Karta pod maksymalnym obciążeniem rozkręca się do 1750 MHz na rdzeniu, co uważam za bardzo wysoką wartość. W zupełności wystarcza to do kręcenia znakomitych wyników zarówno w benchmarkach jak i bezpośrednio w grach. Na starcie, przejdziemy do tych pierwszych, bo choć są niemiarodajne, to przedstawią ogólny zarys wydajności zastosowanych komponentów. Muszę też zaznaczyć, że częstotliwość taktowania rdzenia regulowana jest techniką Dynamic Boost 2.0 i odbywa się w pełni automatycznie. O podkręcaniu wśród takich laptopów raczej nikt nie powinien myśleć poważnie. 

Wyniki w 3DMarku w ogóle mnie nie zaskoczyły. Są wysokie, tak jak mogliśmy tego oczekiwać. Na początek włączyłem klasyczny Fire Strike, w którym testowany Legion 7 osiągnął 22 152 punkty, a program wskazał możliwość zagrania w Battlefield V na ultra detalach w ponad 85 klatkach na sekundę w 1440p. W Time Spy wygenerował 10 319 punktów przy domyślnych ustawieniach jakości obrazu. W przypadku Port Royal, który wykorzystuje ray-tracing, zobaczyłem 6 741 punktów, co jest całkiem niezłym rezultatem. Cinebench R20 w teście procesora Ryzen 7 5800H pokazał 548 punktów dla jednego rdzenia i 5132 dla wielordzeniowości, a nowszy Cinebench R23 doczłapał do odpowiednio 1431 i 13208 oczek.

Dużo więcej czasu zajęły mi testy wydajności w przeróżnych grach komputerowych. Przy takich komponentach aż chciało się odpalać kolejne produkcje i sprawdzać jak działają. Na warsztat wrzuciłem Cyberpunk 2077 (RTX włączony i DLSS w trybie zbalansowanym), Wiedźmina 3, przestarzałe, ale dalej żywe GTA V, Battlefielda V, Apex: Legends, Overwatcha, Quake II RTX, Metro Exodus Enchanced Edition, Shadow of the Tomb Raider, Red Dead Redemption II i sprawdziłem wydajność przy włączonym oraz wyłączonym ray-tracingu w wybranych tytułach. Pograłem też w Doom: Eternal, Gearsy 5 i Forze Horizon 4, a na dysk wpadła nawet beta Halo: Infinite.

Wnioski mogę streścić tylko jednym zdaniem - ależ to jest rakieta wśród laptopów! Sporządziłem konkretne wykresy. Uśredniłem liczbę klatek, nie biorąc pod uwagę minimalnej i maksymalnej wartości FPS. Grałem tylko w natywnej rozdzielczości ekranu, czyli 2560x1600p, nie bawiąc się w ustawienia 1080p. Nie podłączyłem sprzętu do ekranu 4K, ale za to włączyłem kilka gier na ultrapanoramicznym, 34" monitorze z rozdzielczością 3440x1440p. Jak możecie się domyślać, Legion 7 nie miał z tym żadnego problemu i szczególnie dobrze radził sobie w grach typu battle-royale, MOBA czy e-sportowych strzelankach. Wyniki wydajności znajdziecie poniżej w postaci wykresów.

Jak wypada kultura pracy i układ chłodzenia? Pod tym względem jest dobrze, ale...

W laptopie Lenovo Legion 7 zastosowano przebudowany układ chłodzenia złożony z komory parowej, dwóch wentylatorów i większej ilości rurek cieplnych, które odprowadzają ciepło z procesora i karty graficznej. Na pierwszy rzut oka wygląda to doprawdy znakomicie. Maskownice są duże, a podczas obciążenia wypychają ogromne ilości gorącego powietrza. Nawet przy maksymalnej prędkości wiatraków jest przyzwoicie pod względem kultury pracy. Pomiary głośności przeprowadziłem dedykowaną aplikacją z telefonu z odległości ok. 40 cm, uwzględniając kompletną ciszę w pomieszczeniu. Podczas maksymalnego obciążenia grą Cyberpunk 2077 zanotowałem ok. 45,6 dBa, co jest wartością zauważalnie niższą niż w moim HP Omen 17,3" (53,3 dBa). Sprzęt będzie wyraźnie słyszalny, ale hałas jest znośny. W spoczynku wypada natomiast dość standardowo - ok. 30 dBa, co porównać można do szeptu. 

Gorzej wypadają temperatury obudowy i poszczególnych podzespołów. Ponieważ urządzenie wykonano w zdecydowanej większości z aluminium, to ma tendencje do przesadnego nagrzewania się pod obciążeniem, szczególnie w okolicach przycisków funkcyjnych po lewej stronie, zaraz pod ekranem. Czasem nasz palec może tam zawędrować i poczujemy wtedy mało przyjemne ukłucie gorąca. Po dwugodzinnym obciążeniu w Cyberpunk 2077, CPU nagrzewało się nawet do 97 stopni (zgodnie ze wskazaniami GPU-Z), a karta graficzna potrafiła dobijać do 88 stopni. Nie są to może zaskakujące wartości w krainie laptopów, ale skutkują efektem tzw. throttlingu, czyli zbijania taktowania układów celem zmniejszenia temperatury, co objawia się niższą wydajnością. Takie działanie jest co prawda konieczne, by podzespoły nie uległy uszkodzeniu, ale w sprzęcie za 11 tysięcy złotych możemy oczekiwać czegoś więcej. Na szczęście liczba generowanych klatek, jak mogliście zobaczyć wyżej, pozostaje na bardzo wysokim poziomie, więc w rezultacie rzadko kiedy będziecie narzekać na wysokie temperatury. 

Podsumowanie - Lenovo Legion 7 to sprzęt dla wymagających graczy

Testowany dzisiaj laptop jest pod wieloma względami zachwycający. Ma świetnie wykonaną, aluminiową obudowę, bardzo elegancki, stonowany design i bajeranckie, jak dla mnie, podświetlanie RGB. Zamontowane wewnątrz podzespoły są absolutnie topowe, szczególnie w przypadku karty graficznej, której TGP wynosi kosmiczne, jak na laptopa, 165W, utrzymując taktowania na poziomie 1750 MHz dla rdzenia. Nikt nie pogardzi też 16GB pamięci VRAM. Procesor AMD Ryzen 7 5800H wyposażony w 8 rdzeni i 16 wątków dobrze sobie radzi w codziennych zastosowaniach, chociaż do tak potężnego GPU aż prosi się o dołożenie jeszcze mocniejszej jednostki. Całości dopełniają szybkie pamięci RAM, przepiękna matryca i przyzwoita kultura pracy. Nie sposób też narzekać na klawiaturę - wygodną, cichą i pełnowymiarową. Największymi mankamentami są w zasadzie temperatury układu pod obciążeniem i mocne nagrzewanie się obudowy z lewej strony, tuż nad klawiszami. 

Jeżeli dysponujecie tak dużym budżetem i chcielibyście zainwestować w sprzęt z najwyższej półki, to trudno o lepszy wybór. Ten laptop spełni wszystkie Wasze oczekiwania, chociaż do ekranu w formacie 16:10 trzeba się przez moment przyzwyczaić. Długo nie będziecie narzekać na wydajność, a Legion 7 powinien poradzić sobie z każdą, nawet najbardziej wymagającą produkcją z 2022 czy nawet 2023 roku, szczególnie po włączeniu technologii DLSS. Ode mnie zasłużona rekomendacja i ocena 9 w skali do 10. To najwydajniejszy Legion, jakiego kiedykolwiek testowałem i w mojej ocenie - najlepszy laptop tej firmy. Oczko obniżam za temperatury i mimo wszystko - cenę. Dla wielu bardzo zaporową.

Ocena - 9/10

Zalety: 

  • Świetna jakość wykonania i piękny design 
  • Znakomita, 165 Hz matryca o bardzo dobrych parametrach i wsparciu dla NVIDIA G-Sync
  • Topowe podzespoły - GPU RTX 3080 ze 165W TGP to najszybszy układ graficzny montowany w laptopach
  • Bardzo wygodna, podświetlana i pełnowymiarowa klawiatura oraz przyjemny, śliski i duży touchpad
  • Przyzwoita kultura pracy pod obciążeniem
  • Rozbudowane podświetlanie RGB ze wsparciem iCUE od Corsair
  • Dobre głośniki i duża liczba złączy, w tym 2x USB-C ze wsparciem DisplayPort oraz HDMI 2.1
  • Możliwość wyłączenia kamery fizycznym przyciskiem z prawej strony urządzenia
  • Bardzo szybki i pojemny dysk SSD na złączu M.2

Wady:

  • Bardzo wysokie temperatury podzespołów pod obciążeniem, co skutkuje throttlingiem
  • Aluminiowa obudowa mocno się nagrzewa
  • Cena

Tagi: cpu dla graczy gaming gpu laptop laptopa legion 7 lenovo Test