Roger Żochowski Roger Żochowski 07.06.2021
Łasuch (2021) – recenzja serialu (Netflix). Opowiem ci bajkę o tym jak wirus H5G9 zmienił świat
3432V

Łasuch (2021) – recenzja serialu (Netflix). Opowiem ci bajkę o tym jak wirus H5G9 zmienił świat

"Łasuch" to serial oparty na komiksie wydanym przez DC Comics, napisany przez Jeffa Lemire'a i produkowany przez Team Downey (firma założona przez Roberta Downeya Jr. i Susan Downey) oraz Warner Bros. Jako fan oryginału miałem ogromne obawy co do tej adaptacji i nastawiłem się do niej bardzo negatywnie. Ale może to lepiej, bo miło czasem zostać tak pozytywnie zaskoczonym.

Serial rozpoczyna się kilka lat po wybuchu pandemii, która zabiła miliony ludzi, a której objawy zaczynają się od charakterystycznego drżenia palca. Wprowadzanie do serialu ociera się niemalże o klimat takich serii jak The Last of Us czy The Walking Dead. Miasta opustoszały i w większości zostały opanowane przez matkę naturę. Ci którzy przeżyli ukrywają się w enklawach i próbują unikać kolejnych fali wirusa, jednocześnie cały czas pracując nad lekarstwem i szczepionką. Zachowując przy tym środki ostrożności wliczając w to ochronne maski, unikanie zarażonych miejsc, dwumetrowe odstępy w kolejkach, sprawdzanie temperatury ciała czy dezynfekcje. Czegoś Wam to nie przypomina?

Oglądając "Łasucha" nie raz będziecie odwoływali się do obecnej sytuacji na świecie. To produkcja o szukaniu człowieczeństwa w ludziach, ukazująca jak katastrofalne mogą i są skutki pandemii, gdy walczy się o podstawowe dobra, a walutą mogą być działające wciąż baterie alkaiczne. "Łasuch" opowiada historię, która jest nam po części bardzo bliska i choćby to jeszcze mocniej przyciąga do serialu. Jestem pewien, że taka narracja sprawi, iż produkcja szybko stanie się kolejnym hitem Netflixa. Bo uprzedzając trochę dalszą część recenzji - w pełni na to zasługuje nawet pomimo kilku niewielkich rys.

Łasuch (2021), sezon 1 – recenzja serialu (Netflix). Pandemiczny klimat

Łasuch (2015), sezon 1 – recenzja serialu (Netflix). Jep

Jest jednak dość istotna różnica między "naszą" pandemią, a tą komiksowo-serialową. Po apokalipsie na świat zaczęły przychodzić odporne na chorobę dzieci będące tak naprawdę zwierzęco-ludzkimi hybrydami. To właśnie je ludzkość bardzo szybko zaczęła obwiniać za to, co stało się na świecie, choć nie jest pewne, czy to one wywołały wirusa, czy ich narodziny były jego „efektem ubocznym”. Zaczęły się polowania, a specjalne, wyszkolone oddziały zabójców przeczesywały lasy i miasta, by zabić hybrydy i zabrać zrozpaczonym rodzicom ich dzieci. Jedną z takich hybryd jest główny bohater serii - Gus - chłopiec o ogromnym apetycie do łakoci i z jelenim porożem. Ukrywany przez ojca w Parku Narodowym Yellowstone stał się wyjątkowy, bo jako jedna z niewielu hybryd (a być może jedyna?) nauczył się mówić, czytać i żyć jak normalny człowiek. Niestety ojca też dopadła choroba, więc chłopiec dorastając musiał radzić sobie sam. Gdy pewnego feralnego dnia do jego kryjówki w lesie docierają najemnicy polujący na hybrydy tylko przypadek sprawia, że Łasuchowi udaje się przeżyć.

Tym przypadkiem jest Jepperd (świetny Nonso Anozie), uzbrojony i postawny wędrownik, który ratuje chłopca. I choć tego nie chce, wyrusza z nim w pełną przygód podróż po Ameryce budując powoli acz sukcesywnie niejednoznaczne relacje z 10-letnim berbeciem. Więź Gusa z Jeppem to motor napędowy tej opowieści. Ten drugi jest początkowo bardzo oschły dla chłopaka, zna życie, więc wie co mu grozi, ale i nie chce mieć ze sobą ciężaru próbując się go pozbyć przy każdej okazji. Gus grany przez Christiana Convery'ego uczy się dopiero świata, tego jak działa, kto jest zły a kto dobry, a z czasem zaczyna rozumieć, że taki podział nie ma sensu. Jest naiwny, ale ta naiwność generuje masę ciekawych emocji u widza, od radości po wzruszenie. Kibicujemy mu, współczujemy i nawet gdy kieruje się tym, co podpowiada mu dziecięca fantazja ładując w kolejne łatwe do uniknięcia tarapaty, nie czułem irytacji. My po prostu poznajemy ten świat jego oczami. Serialowi udało się doskonale pokazać trudne relacje dwójki głównych bohaterów oraz to jak się one zmieniają wraz z kolejnymi wydarzeniami. I to jest jego największa wartość.

Nie wszyscy aktorzy wpisują się w scenariusz dobrze. Miałem choćby problem z Bear (Stefania LaVie Owen), przywódczynią grupy, która walczy o los hybryd i zwierzać, tworząc enklawę dla tych, którzy chcą dołączyć do tej anarchistycznej społeczności. Ona również zabija, ale robi to "dla dobra ziemi", co ma tu posmak antyglobalistyczny, ale i trochę ironiczny. Stefania aktorsko wypada początkowo słabo, ale z czasem zyskuje w oczach i bardzo dobrze rezonuje z pozostałą dwójka głównych bohaterów, tworząc niejednoznaczny i czasami pełen sprzeczności trójkąt, który łączy wspólny cel. 

Łasuch (2021), sezon 1 – recenzja serialu (Netflix). Postapokaliptyczna baśń

Łasuch (2015), sezon 1 – recenzja serialu (Netflix). Gus

Łasuch to z jednej strony opowieść Gusa, z drugiej wątki innych postaci, jak choćby doktora Singha (niezły Adeel Akhtar), który mieszka w jednej z enklaw i stara się stworzyć lekarstwo, walcząc z moralnymi dylematami, czy na potrzeby ratowania ludzkości można zabijać hybrydy. Ludzkości i ukochanej żony dodajmy. Dziewczyna jest zarażona i cały czas żyje w stresie, że zostanie zabita, gdy prawda wyjdzie na jaw. A zegar tyka. Na kolejnym biegunie mamy w końcu żyjąca wraz ze znalezionym dzieckiem-hybrydą młodą Aimee (Dania Ramirez), która stara się przeżyć w opanowanym i patrolowanym przez żołnierzy eliminujących hybrydy świecie. Ta postać jest niestety dość jednowymiarowa, a cały wątek został mocno spłycony i wypada bardzo blado na tle perypetii Gusa czy nawet dramatu doktora. Pochwalić za to wypada Neila Sandilandsa, który wystąpił w roli bezwzględnego generała Stevena Abbota, jednego z przywódców "nowej Ameryki". Tak, to postać, która od początku ma wytyczony szlak czarnego bohatera, ale mimo wszystko jest w tej kreacji coś magnetycznego. 

Generalnie trzeba też przestawić się na to, że mamy tu do czynienia z adaptacją komiksu. Krzyżówki ludzi ze zwierzętami na ilustracjach wyglądały wiarygodnie i spójnie, gdy jednak przerzucimy to na odpowiednio ucharakteryzowanych aktorów i grafikę komputerową efekt nie zawsze będzie taki sam. Kilka hybryd można było sobie darować, bo wyglądają dość sztucznie, żeby nie napisać kiczowato. Niemniej jednak to jak ożywiono odgrywające główne role, zwierzęce hybrydy z czasem można docenić, a emocje Gusa doskonale obrazuje choćby to jak porusza uszami. Łasuch to serial drogi. To trochę taka lekka wersja "The Walking Dead", bo mniej dosadna, mniej brutalna i z polującymi na bohatera ludźmi zamiast zombiaków. Oryginalny komiks to jednak znacznie krótsza niż zombiacza seria, zamknięta historia, która na pewno nie będzie się tak dłużyc jak tasiemiec FOX-a. Zarówno w "Łasuchu" jak i "Żywych trupach" nie zawsze chodzi o to, co wywołało pandemię, ale to jakie demony budzi ona w ludziach, jak zmienia się ludzkość, w jaki sposób próbuje przetrwać i do czego potrafi się posunąć. Całe szczęście Łasuch idzie o krok dalej i osobom, które będą chciały poznać genezę całej pandemii co jakiś czas podrzuca kolejne odpowiedzi i tłumaczy, jak do tego wszystkiego doszło. 

Scenografia, opustoszałe miasta, osady, piękne plenerowe zdjęcia kręcone w Nowej Zelandii i takie miejscówki jak przerobiony na bazę lunapark czy osiedle białych domków rodem z amerykańskiego snu ogrodzonych przez pilnujące je wojsko, naprawdę dają radę. Widzimy jak bohaterowie jeżdżą konno, korzystają z kolei parowej, używają przedmiotów, które w dawnym świecie służyły do zupełnie innych celów. To wszystko urzeka. Widać, że poszedł na to spory budżet i naprawdę bardzo łatwo jest wsiąknąć w klimat tej postapokaliptycznej wizji napędzanej co jakiś czas głosem narratora (James Brolin) budującym napięcie i tłumaczących co bardziej opornym zawiłości fabularne. A i wątki humorystyczne, gdy Gus odkrywa muzykę funkową czy po raz pierwszy próbuje kwaśnych żelków, nadają tej historii ludzkiego wymiaru. 

Serial nie jest tak ponury jak komiks, choć to w jaki sposób ludzie potrafią „zajmować się” nowymi przypadkami zarażonych jest naprawdę dosadne i zastanawiałem się, czy 13+ to nie za niska kategoria. Nawet jeśli większość scen mordu pozostaje tylko w sferze wyobraźni, bo w kulminacyjnym momencie mamy cięcia i przejścia do kolejnego ujęcia. Łasuch to jednak bardziej postapokaliptyczna baśń, bajka o rogatym chłopcu, poznającym brutalny świat, niż odpowiednik grimowskiego oryginału o mrocznym, pozbawionym nadziei świecie. Nie trzymano się tu ściśle chronologii z komiksu, to postapokalipsa w bardziej pogodnej wersji trafiająca do szerszego grona odbiorców, ale mi to zupełnie nie przeszkadzało. Tak jak mieszanie w niektórych wydarzeniach, faktach i pochodzeniu postaci. Przesłanie jest bowiem takie samo jak w pierwowzorze. Na pewno niektóre wątki są już trochę oklepane, część postaci jednowymiarowa i zbyt  przerysowana, ale chemia między Gusem i Jepperem po prostu działa i porusza. Czekam na drugi sezon. 

Tagi: Netflix recenzja Sweet Tooth

Sweet Tooth, Łasuch (2021) – recenzja, opinie o serialu (Netflix).
  • + Znakomicie obsadzone główne role
  • + Serial wierny przesłaniu komiksu
  • + Bardzo dobra realizacja
  • + Świetna scenografia i kreacja świata
  • + "Pandemiczny" klimat
  • - Niektóre postacie drugoplanowe
  • - Nie wszystkie hybrydy wyglądają dobrze
  • - Kilka oklepanych motywów scenariuszowych
8.0
Roger Żochowski
Roger Żochowski Łasuch nie jest może wierną adaptacją komiksu, ale świetnie obsadzone główne role, dobrze napisane dialogi i pandemiczna wizja świata sprawdzają się na tyle dobrze, by zakryć mniej istotne wady.