Dawid Ilnicki Dawid Ilnicki 27.02.2021
Nie tylko Mortal Kombat. 10 filmów z najlepszymi scenami walk
1507V

Nie tylko Mortal Kombat. 10 filmów z najlepszymi scenami walk

Rychła premiera nowej ekranizacji gry “Mortal Kombat”, w której znów zobaczymy wiele niezwykle dynamicznych a - jak zapowiada kategoria wiekowa - także krwawych walk skłoniła nas do wyboru dziesięciu filmów, w których zrealizowano najbardziej dynamiczne walki wręcz.

Dla ludzi wychowanych w erze VHS podgatunek kina akcji potocznie zwany “kinem kopanym” był jednym z fundamentów początkowej edukacji filmowej. To właśnie te czasy wykreowały prawdziwych herosów małego ekranu, takich jak choćby Jean Claude Van Damme, Steven Seagal czy też Chuck Norris, a ci wzorowali się wcześniej na postaci wielkiego Bruce’a Lee. Choć tego typu kino nie cieszy się obecnie już tak dużą popularnością, od czasu do czasu powstają obrazy nawiązujące do największych klasyków, twórczo rozwijające formułę kina walki czy też zwyczajnie prezentujące jej nowe odmiany. Sami swego czasu zrobiliśmy listę dziesięciu najciekawszych produkcji w XXI wieku.

Wejście smoka

Z pewnością nie byłoby wielu późniejszych hitów kina kopanego, gdyby nie prawdziwy klasyk z 1973 roku, za sprawą którego każdy w pewnym momencie swego życia chciał być jak Bruce Lee. Jak wiadomo, po seansie interesującego dokumentu o samym aktorze: ”Be Water”, pokazał on również, że gwiazdą wielkiego, kinowego hitu może być aktor o azjatyckich korzeniach (a z powodu obiekcji co do tego Bruce Lee nie zagrał w serialu “Kung Fu”, który wymyślił; został zastąpiony przez Davida Carradine’a). Produkcja “Wejścia smoka” kosztowała ledwo ponad 800000 dolarów, a film zarobił ponad 90 milionów stają się globalnym hitem i prawdziwym klasykiem, nie tylko w swojej kategorii.

Hard Times

Gwiazdą znanego filmu Waltera Hilla był bezsprzecznie Charles Bronson, dziś być może nieco już zapomniany gwiazdor kina akcji, który jednak daje w tym obrazie prawdziwy popis. Co interesujące w kontekście tematyki dzieła - walk bokserskich, do których udziału jest zmuszony główny bohater, chcący zarobić pieniądze podczas wielkiego kryzysu - Bronson kręcąc ten film miał już ponad 50 lat. Początkowo zresztą miał go zastąpić dużo młodszy Jan-Michael Vincent, ale jak się okazało nie było to potrzebne. Sami z pewnością chcielibyście wyglądać po pięćdziesiątce tak jak on w tym filmie!

Pijany mistrz

Jackie Chan to nietypowy odtwórca; z jednej strony znany jako aktor filmów akcji, w których rozprawia się z kolejnymi rywalami, a z drugiej powszechnie wiadomo o jego zdolnościach komediowych. Słynny film “Pijany mistrz” znakomicie połączył te dwa nurty aktorstwa Chana, przy okazji wpuszczając też trochę powietrza w nieco zatęchłą formułę kina kopanego i to już w latach 70-tych! Skorzystał z tego później również Tony Jaa, który za sprawą ról w najsłynniejszej serii filmów ze swoim udziałem - “Ong Bak”, był porównywany do swego dużo starszego kolegi po fachu. Seria rozpoczęta filmem Yuena Woo-Pinga, będącego również choreografem walk w “Matrixie”, nieprzypadkowo do dziś uchodzi za najlepszy miks komedii i kina akcji. 

Krwawy sport

Absolutny klasyk ery VHS, który w dużej mierze wykreował niezwykłą w tamtych czasach popularność belgijskiego aktora Jean Claude’a van Damme’a, który co ciekawe nie był w tym czasie w najwyższej formie fizycznej, i dopiero treningi zaordynowane przez słynnego Franka Duxa doprowadziły go do pełnej sprawności. Choć w filmie tym zagrał młody Forest Whitaker, drugim odtwórcą - szczególnie zapamiętanym dzięki roli w filmie Newta Arnolda - był z pewnością Bolo Yeung (znany już z “Wejścia smoka”), przez długi czas prawdziwy model jeśli chodzi o złych bohaterów w podobnych filmach. A samą produkcją mocno inspirowali się twórcy gry “Mortal Kombat”, która wyszła cztery lata po premierze “Bloodsport”. 

Oni żyją

Wiele jest we współczesnych filmach pojedynczych sekwencji dynamicznych walk, które zostają w pamięci, by wymienić tylko poszczególne starcia Jasona Bourne’a w kolejnych filmach z jego udziałem czy też potyczki Johna Wicka. Mało jednak cieszy się taką estymą jak starcie głównych bohaterów słynnego filmu Johna Carpentera “Oni żyją”. Prawdopodobnie zresztą głównie ze względu na okoliczności, z powodu których do niej doszło. John chce bowiem zmusić Franka do założenia okularów, za sprawą których przejrzy w końcu na oczy, dowiadując się w jakiej rzeczywistości przyszło mu żyć. Bohater nie chce jednak przyjąć tego do wiadomości. Z dzisiejszej perspektywy nie jest to więc wcale efektowne starcie, ale biorąc pod uwagę kontekst, z pewnością przeszło już do historii kinematografii. 

The Quest

Film ten był w latach 90-tych prawdziwym spełnieniem dziecięcych marzeń! W jednej produkcji grają tu bowiem Jean Claude Van Damme i Roger Moore, który odgrywa tu jakże typową dla siebie rolę sympatycznego oprycha z zasadami, a van Damme jak to van Damme - wykopuje sobie drogę przez kolejnych rywali. Formuła obrazu jest wyjątkowo prosta: nawiązuje rzecz jasna do gier i filmów z tego okresu, robiąc to jednak na tyle dobrze, że lekko ponad 1.5 godziny mija jak z bicza strzelił! 

Ip Man

Filmów o mistrzu wing chun i nauczycielu Bruce’a Le było już całkiem sporo. Tą wielką postacią interesował się choćby znakomity reżyser z Hong Kongu - Wong Kar-Wai w filmie “The Grandmaster”, który jednak zdecydowanie zawiódł oczekiwania publiczności. Tego samego nie da się powiedzieć o serii, która jak dotąd doczekała się czterech filmów, a głównego bohatera znakomicie odtwarzał w nich Donnie Yen. Szczególnie pierwsza część prezentuje się bardzo dobrze, mamy w niej wiele dynamicznych walk, łącznie ze słynnym pojedynkiem Yip Mana z dziesięcioma przeciwnikami, która została zrealizowana fantastycznie. Z pewnością jest to prawdziwy klasyk kina sztuk walki z XXI wieku. 

The Raid

Film Garetha Evansa to pod wieloma względami prawdziwy fenomen, powstały z wielkiej fascynacji reżysera - Walijczyka, który przeprowadził się do Indonezji - lokalną odmianą sztuki walki: pencak silat. Evansowi udało się jednak przede wszystkim znaleźć kapitalną formułę do tego napakowanego akcją filmu, w którym oprócz walk istotne były również strzelaniny. Pierwsza część wykreowała gwiazdy, na czele z Iko Uwaisem, Joe Taslimem i Yayianem Ruhianem. Obserwując to jak realizuje się walki w kolejnych obrazach w XXI wieku, ich twórcy z pewnością wzorowali się na produkcji z 2011 roku, która doczekała się drugiej części. 

Atomic Blonde

Film z 2017 roku jest bodaj najlepszą jak dotąd próbą przeszczepienia elementów bondowskich do historii, w której główną bohaterką byłaby kobieta, jak zwykle świetnie grana przez Charlize Theron. Wartka akcja sprawia, że obraz ogląda się znakomicie, a prawdziwą wisienką na torcie jest z pewnością scena pojedynku głównej bohaterki w końcówce filmu. Oczywiście można w niej odnaleźć sporo punktów wspólnych ze wspomnianym już “The Raid”, ale mimo wszystko warto zauważyć, że ów pojedynek daleki jest od efekciarskich elementów, znanych choćby z filmów o Bournie. Twórcy w znakomity sposób prezentują dwoje słaniających się na nogach bohaterów, którzy ostatkiem sił próbują zadać przeciwnikowi ostateczny cios. Po zakończeniu tej sekwencji widz zatrzymuje playera, by wyjść i przebrać przepoconą, podczas oglądania tej walki, koszulkę.

Przychodzi po nas noc

Film Timo Tjahjanto nieprzypadkowo reklamowano porównaniami do dylogii “The Raid”. W końcu grają w nim znów Iko Uwais i Joe Taslim, a w dodatku w samej końcówce stają naprzeciwko siebie. W porównaniu do filmów Garetha Evansa produkcja obecna na stronie Netflixa nie jest tak spójna fabularnie, ale za to wynagradza to (Albo nie; co kto lubi…) ogromną dozą przemocy i scen wyjętych wprost z horrorów gore. Choreografia walk stoi tu na podobnie wysokim poziomie, jak w przypadku poprzedników, a pomysłowość w zadawaniu sobie kolejnych ciosów nie ma tu właściwie żadnych granic. I gdyby tylko ten film był trochę krótszy, można by go ocenić dużo wyżej...

Tagi: bijatyki Mortal Kombat walki