Kajetan Węsierski Kajetan Węsierski 20.01.2021
CD Projekt RED i odbudowa zaufania. Potencjalny krajobraz po Cyberpunku 2077
3224V

CD Projekt RED i odbudowa zaufania. Potencjalny krajobraz po Cyberpunku 2077

Premiera najnowszej gry od CD Projekt RED zapisała się w niesławny sposób na kartach historii branży. Jestem przekonany, że do tak bezprecedensowej sytuacji nie dojdzie długo, ale zdecydowanie warto przeanalizować, jak mogą wyglądać kolejne kroki studia.

Od premiery gry Cyberpunk 2077 minęło około półtora miesiąca. Był to czas pełen wyjaśnień, kontrowersji, problemów i ogólnego bałaganu wokół całego studia, twórców oraz szefostwa. Nie przypominam sobie, aby w przypadku jakiejkolwiek innej premiery burza była tak ogromna. Nawet No Man's Sky jest pikusiem przy tym, jak wiele dyskutuje się na temat wirtualnych problemów w Night City.

Wynika to z mnogości aspektów i jedno chciałbym zaznaczyć już na początku – grałem na PlayStation 5, uwielbiam tę grę i dla mnie jest zdecydowanie w czołówce ubiegłego roku. Byłem w szczęśliwym gronie tych, którym ogromne błędy nie dokuczały, a przez kilkadziesiąt godzin gra wyłączyła mi się tyle razy, że zliczyłbym je na palcach jednej ręki. Nie mogę mimo tego udawać przecież, że problemu nie ma.

Musiałbym być ślepy, albo całkowicie odciąć się od wszelkich mediów. Choć otoczka gry jest cudowna, to jej stan na PlayStation 4 oraz Xboksa One (dwa z trzech sprzętów, na które projekt z założenia miał trafić) jest absurdalnym nieporozumieniem. Coś takiego po prostu nie może mieć miejsca i reakcje wielu sklepów oraz samego studia najlepiej pokazują, że była to bezprecedensowa sytuacja, która najpewniej prędko się nie powtórzy.

Rachunek zysków i strat

Patrząc wyłącznie na liczby, można powiedzieć, że wciąż było warto. Wiecie, gdyby nie wydanie gry także na minioną generację, wynik byłby znacznie niższy. A wszystko i tak będzie z czasem poprawione, prawda? Cóż, tylko połowicznie. Nie wszystko można bowiem naprawić, zmieniając linijki kodu w komputerze. Tak ogromna liczba sprzedanych egzemplarzy pokazuje, że oczekiwania były duże, a zaufanie do niezawodności CD Projekt RED jeszcze większe.

Cyberpunk 2077

I właśnie to zaufanie zostało zszargane – w bardzo brutalny i nieprzyjemny sposób, który pozostawił sporo niesmaku. Krótkoterminowo jest spoko, a gdyby była to ostatnia gra studia, można by zwyczajnie pakować manatki i odciąć się od nieprzychylności, zasłaniając grubymi dolarami. Tak jednak nie jest – ogólny sukces marki, a nie pojedynczego tytułu, należy przede wszystkim budować na zaufaniu.

Czy wpłynie to na przedsprzedaż kolejnej gry? Tu nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie. Wiele osób oczywiście będzie przez długi czas wstrzymywało się z zakupem, mając w pamięci to, jak zostali wirtualnie opluci. Z drugiej jednak strony, mamy tendencję do zapominania i szybko wybaczamy. Wiecie, „Wiedźmin 4: Ciri” i błyskawicznie wymazujemy z głowy wizję "zabugowanego" Night City, kształtując w głowie obraz pięknego Novigradu. Jesteśmy tylko ludźmi.

Co dalej?

Jeśli wspomniałem już o potencjalnej kontynuacji Wiedźmina, warto przejść zgrabnie do tego, co właściwie czeka nas w przyszłości. Należy zastanowić się, jak może wyglądać CD Projekt RED w najbliższych latach. Ścieżek jest kilka i bez wątpienia sen z powiek spędza szefostwu rozważanie właśnie nad tym, którą z nich się udać, aby wrócić do stanu przed wydaniem Cyberpunka 2077 i nagonką na globalną skalę.

Rozwiązań zdaje się kilka. Oczywiście nie biorę tu pod uwagę dalszego rozwoju ich ostatniej produkcji. Tu nie mamy żadnych wątpliwości, że dostaniemy specjalny oddział, który oddelegowany będzie do tego zadania. Czy opóźni to potencjalne premiery innych gier? Prawdopodobnie tak. Czy jest potrzebne? Zdecydowanie. Czy może odbudować zaufanie? Tylko częściowo. Co w takim razie zrobić?!

Wiedźmin 4

To chyba najbardziej oczywista opcja. Kilka akapitów wyżej wspomniałem, z czym wiązałaby się taka decyzja ze strony CD Projekt RED i prawdopodobnie jest to najprostsza droga, aby samym zwiastunem kupić sobie ponownie wielu fanów. Trylogia o przygodach Geralta to bez dwóch zdań jedne z najlepszych polskich produkcji w historii, a Wiedźmin 3: Dziki Gon jest dla sporego grona najlepszą grą minionej dekady. I można to bardzo łatwo zrozumieć.

Wiedźmin - Ciri

Potencjalna kontynuacja niesie ze sobą jednak pewien minus – studio ponownie będzie musiało mierzyć się z legendą trzeciej odsłony o wiedźminie z Rivii. Ta poprzeczka wisi naprawdę wysoko, a przeskoczenie jej może być zadaniem karkołomnym. I nawet jeśli obecnie oczekiwania są znacznie mniejsze, bo balonika nikt ponownie mocno nie napompuje, to w przypadku tak znaczącego tytułu można albo się doskonale odbudować, albo spaść z głośnym hukiem.

Nowa marka

To kierunek dużo bardziej odważny, który w przypadku powodzenia może mieć nieco mniejsze reperkusje, a gdy się uda, ma szansę otworzyć zupełnie nowe drzwi. Oczywiście przed premierą będzie trudno z kilku względów. Większość materiałów będzie kwestionowana, a opinia publiczna, zamiast dopatrywać się zachwytów, będzie wyłapywała nawet najmniejsze drobnostki, aby udowodnić, że znów się nie powiedzie.

Z drugiej strony natomiast może być to iście zbawienne. Absolutnie nikt nie będzie porównywał tej gry do legendy Wiedźmina 3. Nie będzie trzeba sprostać nierealnym, wyimaginowanym oczekiwaniom. Balonik nie będzie pompowany przez kilka długich lat. Paradoksalnie może im to wyjść na dobre. Może się okazać, że praca bez presji dowiezienia „gry idealnej” jest dużo przyjemniejsza, mniej obciążająca psychicznie i łatwiejsza do ogarnięcia.

Tajemnicza przyszłość

Wszystko to jednak zaledwie rozważania. Pewne jest to, że przez najbliższe miesiące nie ma co liczyć na zapowiedź gry AAA od CD Projekt RED. Teraz trzeba posprzątać pokój, a dopiero później myśleć o tym, by sam dom wyglądał z zewnątrz lepiej. Jestem przekonany, że cały 2021 rok przeznaczony będzie na naprawianie tego, co się nie udało. Już samo poprawienie obecnego obrazu i dostarczenie wartościowego DLC może sporo zmienić. Niesmak oczywiście wciąż pozostanie.

CD Projekt RED

Osobiście mam nadzieję, że jakakolwiek decyzja nie zostanie podjęta, wielokrotnie wspominany tu balonik będzie mniej pompowany, a CD Projekt RED dostanie po prostu tyle zaufania, ile jest potrzebne, aby móc znów oczarować. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że są w stanie to zrobić. Pamiętajcie, że to nie jest tak, iż zapomnieli, jak zrobić działającą grę. Coś zwyczajnie tam źle funkcjonowało, a biorąc pod uwagę różnice w tłumaczeniach, można sądzić, że nie była to jedyna przyczyna.

Kolejny Wiedźmin? Coś zupełnie nowego z RPG? Może kompletnie inny gatunek? Nie mam pojęcia. Twórcy znaleźli się w miejscu, w którym od dawna nie byli. Są na pozycji zupełnie dla siebie nowej, w której muszą się jak najszybciej odnaleźć. Czeka ich niełatwa droga, bo wygrzebanie się z bagna zawsze wymaga wysiłku. Życzę im wszystkiego, co najlepsze, bo choć można napisać wiele, to jest to jeden z największych globalnych reprezentantów naszego kraju w branży, którą tak bardzo wszyscy kochamy.

Tagi: CD Projekt cd projekt red Cyberpunk 2077