Mateusz Wróbel Mateusz Wróbel 29.12.2020
Xbox Series X to niesamowita konsola, ale nie ma dla niej miejsca w moim domu
5097V

Xbox Series X to niesamowita konsola, ale nie ma dla niej miejsca w moim domu

Od zeszłorocznej zapowiedzi nowego Xboksa myślałem nad jego kupnem. Moc, ilość funkcji, wygląd - to wszystko robiło spore wrażenie. Koniec końców w moim domu nie znalazło się miejsce dla Xboksa Series X, a dlaczego? To wyjaśniam w rozwinięciu.

Tak jak napisałem we wprowadzeniu, Xbox Series X zaintrygował mnie już od zeszłorocznej zapowiedzi, która miała miejsce podczas gali The Game Awards 2019. Phil Spencer ni stąd, ni zowąd pojawił się na imprezie prowadzonej przez Geoffa Keighleya z bardzo ważnym ogłoszeniem. Szef działu Xboksa pokazał całemu światu, jak będzie prezentowało się jego oczko w głowie, które swoim designem przypominało obudowę do komputera osobistego. Chyba każdy z nas pamięta rozmaite memy, które prezentowały nadchodzącego Xboksa jako lodówkę czy wyrzutnię rakiet, którą posługuje się Spencer.

Niespodzianka

W następnych miesiącach poznaliśmy specyfikację sprzętu, funkcje do niego zaimplementowane, jak i gry zmierzające na urządzenie Microsoftu. Senua's Saga: Hellblade II czy Halo Infinite robiły ogromne wrażenie na trailerach, i o ile z tej drugiej pozycji przedstawiono już zapis z rozgrywki (który de facto pozostawił wiele do życzenia), tak wciąż zagadką jest nowa przygoda celtyckiej wojowniczki mająca wykorzystać ponad 12 teraflopów, którymi dysponuje Xbox Series X, co czyni go najpotężniejsza konsolą na rynku. No właśnie, najpotężniejszą, ale czy najlepszą? Taką, którą musi każdy gracz posiadać w swoim domu? Niekoniecznie.

Sam początkowo martwiłem się faktem, iż PlayStation 5 (tę konsolę posiadam w swoim domu od 19 listopada) będzie słabsze o 1,7 teraflopa względem XSX, co jest sporą różnicą - mimo tego, że czysta matematyka tego nie sugeruje. Warto w tym momencie przypomnieć, że bazowa wersja PlayStation 4 posiadała niecałe 2 TF, a ta z dopiskiem "Pro" już lekko ponad 4 TF, a jestem pewny, że każdy, kto przesiadł się ze zwykłej "PeEs czwórki" na tę mocniejszą, odczuł na własnej skórze spory skok jakościowy, jak i wydajnościowy. 

Urządzenie od gigantów z Redmond mogło pochwalić się na tle konkurencji nie tylko wyższą, surowa mocą obliczeniową, a także innowacyjnymi funkcjami, jak i pewnym abonamentem, którego każdy z nas na pewno kojarzy. Mowa tutaj m.in. o Quick Resume, mechanice umożliwiającej szybkie przełączanie się pomiędzy tytułami i błyskawiczne wznawianie rozgrywki. Zwykły użytkownik może nie docenić tejże funkcji, ale ktoś, kto codziennie spędza nawet kilka godzin z grami wideo, a następnie opisuje je albo tworzy materiały wideo, które następnie wrzuca przykładowo na YouTube'a, Quick Resume było, a raczej jest wyjątkowym dodatkiem. A co do abonamentu, miałem na myśli oczywiście niesamowitego Xbox Game Passa, który oferuje setki świetnych produkcji za śmieszną cenę. 

Dlaczego mówię "nie" Xboksowi Series X?

Zapytacie więc, dlaczego nie posiadam w swoim domu Xboksa Series X? Najważniejszym czynnikiem był fakt, że różnice pomiędzy oboma next-genami w wydajności, jak i jakości są znikome, co niejednokrotnie pokazywało Digital Foundry w swoich materiałach analizujących wersje - chociażby - najnowszego CoD-a, tudzież Asasyna na XSX i PS5. Szczerze? Lekko mnie to dziwi i niejednokrotnie zastanawiam się, czy twórcy nie potrafią do końca wykorzystać możliwości sprzętu Microsoftu, czy też cyferki podane w specyfikacjach nie odgrywają aż tak dużej roli, jak mi się to początkowo zdawało.

Pomijając już kwestię mocy, od kupna Xboksa zawsze blokowała mnie możliwość rozgrywki we wszystkie tytuły wydane przez Microsoft na komputerze osobistym. A z racji tego, iż na blaszaku spędzam dużo czasu w rozmaitych sieciówkach (niedawno zakupiłem także mocno przecenione Red Dead Online), ciągle o niego dbam wymieniając przestarzałe podzespoły na te nowe, co pozwala mi spać spokojnie i nie martwić się, czy nadchodząca Forza Horizon, STALKER 2, Hellblade 2, czy nawet Fable będą chodzić płynnie na moim "blaszaku". Ba, gdy tylko zostaną uzupełnione magazyny sklepów przez Nvidię, mam zamiar nabyć RTX-a 3070, który zaoferuje mi na kolejne parę lat satysfakcjonującą rozgrywkę - gdy wyjdą ewentualne ulepszone wersje current-genów, które zostaną wycenione na 2,5-3 tysiące złotych, ja za tę samą cenę wymienię po raz kolejny kartę graficzną, jak i procesor (bardzo wydajnego Intela dziewiątej generacji można wyrwać za równe dziewięć stówek) i ponownie będę zadowalał się płynną zabawą.

Nic mnie nie ominie

Mając wydajny komputer osobisty i konsolę PlayStation 5 (która przecież oferuje wielofunkcyjny, innowacyjny kontroler, z którym przeżyjemy niezapomniane chwile m.in. w Astro's Playroom) nie ominiemy żadnej gry, a nie nabywając urządzenia Sony jesteśmy zmuszeni pominąć tytuły ekskluzywne od "niebieskich", które oferują niemalże w każdym przypadku bardzo wysoką jakość - obok nich obojętnie przejść się nie po prostu da. Co więcej, na PC także otrzymujemy, oczywiście po opłacie, dostęp do ogromnej ilości produkcji wchodzących w skład Xbox Game Passa, więc jest to kolejny czynnik, który nie zachęca mnie do nabycia Xboksa Series X.

Podsumowując, Xbox Series X obecnie nie oferuje nic, co by mnie zainteresowało - no może oprócz funkcji Quick Resume, ale ona nie wystarczy, aby zachęcić mnie do kupna rzeczonego sprzętu. Next-gen Microsoftu to świetna opcja dla graczy nie posiadających mocnych komputerów osobistych, a z racji tego, iż ja takowego posiadam i mam zamiar już niebawem porządnie go rozbudować, żaden z tytułów "zielonych" mnie nie ominie. Ba, sprawdzę je dzięki niesamowitemu abonamentowi Xbox Game Pass, który także jest dostępny na "blaszakach". 

Tagi: konsola Microsoft Xbox Series X