pyszny pyszny 09.02.2010 23:51
hamburGIER: Rynek wtórny
929V

hamburGIER: Rynek wtórny

Piractwo od wielu, wielu lat metodycznie podrzyna gardło branży elektronicznej rozrywki w Polsce. Nie od dziś wiemy też, że rynek wtórny istnieje, ma się dobrze, a włodarze największych firmy branży przeklinają go z góry na dół. Być może nie zdajecie sobie sprawy z tego, w jakim stopniu spowalnia on rozwój naszej społeczności w sensie ekonomicznym. Do niedawna sam nie byłem tego faktu w pełni świadom. Przykro mi to przyznać. Musiał nastąpić naprawdę zakręcony zbieg okoliczności, bym zrozumiał jak rękami Allegro.pl niszczymy podstawy naszej branży.
Piractwo od wielu, wielu lat metodycznie podrzyna gardło branży elektronicznej rozrywki w Polsce. Nie od dziś wiemy też, że rynek wtórny istnieje, ma się dobrze, a włodarze największych firmy branży przeklinają go z góry na dół. Być może nie zdajecie sobie sprawy z tego, w jakim stopniu spowalnia on rozwój naszej społeczności w sensie ekonomicznym. Do niedawna sam nie byłem tego faktu w pełni świadom. Przykro mi to przyznać. Musiał nastąpić naprawdę zakręcony zbieg okoliczności, bym zrozumiał jak rękami Allegro.pl niszczymy podstawy naszej branży.


9 stycznia 2010 zakupiłem w katowickiej sieci sklepów Saturn Bayonettę. Z racji tego, iż miłością pierwszą darzę właśnie slashery, liczyłem że będę z zakupu zadowolony. Po powrocie do domu okazało się jednak, że festyniarstwo najnowszej produkcji Hidekiego Kamyii w ogóle do mnie nie trafia i w przeciągu kilku dni postanowiłem sprzedać grę. Procedura była prosta: Allegro.pl -> aukcja -> po kilku chwilach gra upłynniona gdyż chciałem się jej jak najszybciej pozbyć. I fajnie. Pieniążki mam na koncie, klient zadowolony z idealnego stanu technicznego płyty. Nie obchodzi go nawet fakt, że dzięki mojemu młodszemu bratu tylna część okładki pomazana jest czarnym zakreślaczem. Obydwaj tańczymy, śpiewamy i cieszymy się. Kupiec z gry, ja z odzyskanej kasy. Niby wszyscy zadowoleni. Niby? No właśnie, pozostał jeszcze wydawca i cała zgraja słusznie pieklących się producentów, którym właśnie odebraliśmy szansę na lepszy zarobek. Posłuchajcie dalej.




Dwa tygodnie później wpadam do znajomego spuścić mu kolejne z rzędu lanie w najnowszego Tekkena. Dzwonek do drzwi, przekraczam próg, wszędzie unosi się zapach spalonych papierosów. Mariusz w końcu się odezwał:
"Kupiłem ostatnio na Allegro Bayonettę. Przeczytałem kilka recek w necie i doszedłem do wniosku, że to właśnie tytuł dla mnie! Płytka jest w naprawdę idealnym stanie, ale to pudełko... Wygląda, jakby ktoś dopuścił do niego kilkuletnie dziecko z 10 flamastrami. Jest tak obrzydliwie popisane z tyłu, sam zobacz."

I zapaliła mi się czerwona lampka. W wyniku mozolnego rekonesansu okazało się, że sprzedana przeze mnie 14 dni wcześniej gra z Katowic powędrowała najpierw do klienta z Krakowa, w międzyczasie odwiedziła jeszcze Warszawę, Strzelce Opolskie, Elbląg oraz Skoczów tylko po to, by w końcu znów wrócić do Katowic. Do mojego znajomego, który mieszka dokładnie cztery piętra wyżej. Wnioski? Wydawca zamiast sześciu egzemplarzy gry upłynnił tylko jeden. A najgorsze dla niego jest to, że nie może nic z tym fantem zrobić, bowiem cały proces jest absolutnie legalny. Mimo wszystko widzimy dobitny dowód jak bardzo ludzie robiący nieprzemyślane zakupy dają po kieszeni wydawcom. Bo niby kupią ich grę i egzemplarz jest sprzedany, ale gdy okaże się, że im się nie spodoba (bo demonstracyjne wersje są jego zdaniem "fuj"), to produkt leci na aukcję. Taniej niż w sklepach i w idealnym stanie, co nieprzeciętnie kusi kolejnego chętnego. Chętnego, który początkowo miał zamiar zakupić oryginalnie zafoliowaną grę w sklepie. Już rozumiecie?


Patrząc obiektywnie, rynek wtórny nie różni się dla wydawców w ogóle od piractwa. W obydwu kwestiach pozbawiamy ich jakiegokolwiek zysku. Wprawdzie Gamestop tłumaczy, że dzięki temu, iż gracz jest w stanie odsprzedać używaną grę w sklepie, to jest częstszym klientem sieci i chętniej kupuje w niej nowe produkcje, ale to raczej mało przekonujący argument. Działa to na tej samej zasadzie co wojna koncernów muzycznych z p2p parę lat temu. Według jednych nielegalne ściąganie muzyki doprowadza do dużych strat, gdy według drugich jest to zachęta do kupna danego krążka. I o ile w przypadku piractwa można jeszcze zacząć dochodzić swoich roszczeń na drodze sądowej, tak rynek wtórny to temat tabu.




Ameryki nie odkryję jeśli powiem, że cyfrowa dystrybucja gier popularyzuje się głównie dzięki temu zjawisku. Przepraszam bardzo. Myślicie, że jednym z powodów wypuszczenia na rynek PSPgo była chęc uprestiżowienia przenośnej konsolki Sony? Wysoka cena i nastawienie wyłącznie na dystrybucję cyfrową to krzyk przyszłości w ekonomicznym tego słowa znaczeniu. Zakupionej w formie cyfrowej gry ani nie sprzedamy, ani nie pożyczymy koledze. Jeżeli nabędzie ochoty na jej wypróbowanie, będzie absolutnie zmuszony zakupić tytuł osobiście. Dwójka graczy i dwa sprzedane egzemplarze gry oznaczają sukces komercyjny wydawcy. Ogólnoświatowe media mydlą graczom oczy na temat rzekomej "wygody użytkowania i przechowywania na dysku twardym swoim ulubionych gier". Mówią też, że "gry sprzedawane za pośrednictwem internetowej dystrybucji są wolne od błędów" i wystosowują porażające głupotą stwierdzenia na temat "tańszej alternatywy w postaci zakupów online". Śmiać mi się chce gdy słyszę takie oznajmienia. Bo skoro koszty produkcji sprzedawanej za pośrednictwem internetu są niższe niż wersji pudełkowej, to dlaczego gry na PSPgo opylane online kosztują więcej niż ich półkowe odpowiedniki? I dlaczego Assassin's Creed Bloodlines sprzedawane na PSN zawierwało w sobie karygodny błąd, który uniemożliwiał najzwyklejsze w świecie rozpoczęcie gry?


Walka z rynkiem wtórnym zaczęła się więc w najlepsze. Electronic Arts bardzo zbulwersował fakt, że w Dead Space zagrało dwa razy więcej ludzi, niż kupiło grę i zaczęli kombinować z cyfrową dystrybucją. Wydawany Downloadable Content (DLC) nie do końca spełniało swoje założenia, tak więc postanowiono go jeszcze rozszerzyć. Gra Dragon Age: Początek została wydana już razem z DLC. Każdy kto kupił nową grę, dostawał kod na dodatek wart $15. Podobnie było z ostatnio wydanym na konkurencyjną platformę Mass Effect 2. Dzięki temu zabiegowi Gracz korzystający z rynku wtórnego zostaje zmuszony do wyłożenia z własnej kieszeni $15 albo granie w okrojoną wersję produktu. Jeżeli sięgniemy pamięcią wstecz, podobny zabieg poczyniło Capcom z Resident Evil 5 i trybem multiplayer, jednak w tym przypadku za dodatkowe rozszerzenie trzeba było płacić tak czy inaczej.




Nadchodzący Dante's Inferno będzie praktycznie zmuszał  Graczy do zatrzymania kopii gry w domu. Dopiero w kwietniu wyjdzie DLC dodające tryb multiplayer. Oczywiście, należy sobie zadać pytanie czy warto będzie czekać. Moim zdaniem nie, gdyż tryb multi w takich grach zazwyczaj można określić jedynie mianem porażki, ale już w przypadku Dragon Age wielu graczy zatrzyma z pewnością swoją kopię. Nie inaczej będzie z nadchodzącymi przygodami jeża od Segi, który wydany zostanie tylko i wyłącznie przez cyfrową dystrybucję w postaci epizodów. Takie podejście w ogóle odcina graczom możliwość odsprzedania gry. Nie wspominając o fakcie, że ogólnie zapycha również i dysk twardy. A może to właśnie rynek powinien sam sobie z tym poradzić i jeżeli wydawca nie jest w stanie sprzedać odpowiedniej ilości gier, to powinien udoskonalić technologie by obciąć koszta czy zmniejszyć budżet?


Fajną rzeczą byłoby wprowadzenie jakiegoś systemu wynagradzania gracza za kupowanie produktów w cyfrowej dystrybucji. Dzięki temu zamknęłoby się usta sieciom handlującym tytułami, bo gra sprzedawana w cyfrowej dystrybucji byłaby w takiej samej cenie, ale jej zakup wynagradzałby gracza punktami. Odpowiednia ilość punktów pozwalałaby graczowi na kupno nowych dodatków czy gier. Jest to patent znany już od kilkudziesięciu lat w przypadku sklepów handlowych i kart kredytowych. Obecnie jest w fazie beta testów na Xbox Live, ale to tylko dla USA, no bo przecież w Polsce Xbox Live nie ma. Dobrze, że posiadacze PS3 mają swój polski PSN. Oni nie muszą się przejmować tym, że ten rok będzie jeszcze bardziej zmasowanym atakiem DLC niż rok poprzedni i że będą pozbawieni dostępu do dodatków.


Należy zmierzyć się z prawdą twarzą w twarz. Dystrybucja danych za pośrednictwem serwerów online nie jest platformą "od wydawców dla graczy", ale odwrotnie. Służy ona kieszeniom wszystkich tych, którzy w pocie czoła tworzą dla nas coraz to nowsze produkcje. I których z dnia na dzień piraci coraz częściej okradają, a uczestnicy handlu wtórnego nieświadomie i w dobrej wierze im wtórują. Mam szczerą nadzieję, że rynek wtórny nigdy nie rozrośnie się do rozmiarów wymuszających na wydawcach radykalne metody radzenia sobie z tym zjawiskiem. Bo mamy aktualnie 2010 rok. Czas, kiedy w internecie można znaleźć i załatwić absolutnie wszystko. Mamy solucje do gier, szczegółowe informacje na ich temat, porównania graficzne przykładowej gry X na poszczególne konsole oraz wiele, wiele innych materiałów. Piszemy o tym także na PS3Site. Porównujemy, recenzujemy, zapowiadamy, testujemy i informujemy. Pracujemy po to, byś w gęstwinie sklepowych pudełek nie musiał po omacku szukać wymarzonej przez siebie produkcji. Po to, żebyś po zakupieniu gry był z niej 100%-owo zadowolony i ani myślał o jej odsprzedaniu. Banalne? Może i tak. Połącz jednak słowo "odsprzedaż" z resztą tekstu, a zrozumiesz jak ważne dla nas wszystkich jest zadowolenie Twoje, moje i każdego potencjalnego klienta z osobna.


Wnioski? To nie jest tak, że wydawcy są źli, że stosują tanie chwyty by wytargać od nas ostatnie grosze. To nie tak, że oni są wszystkiemu winni, a biedni i uciśnieni od lat klienci tylko na tym stracą. Prawda jest naprawdę w zasięgu umysłu każdego z nas. Miejcie świadomość, że każdy spiracony lub odsprzedany innemu Graczowi egzemplarz gry przyczynia się do coraz głośniejszych myśli producentów o wejściu w dystrybucję online. Niestety, ale za giełdowe, torrentowe oraz aukcyjne grzechy przeszłości trzeba będzie nieuchronnie odpokutować. Być może już niedługo. [Pyszny & Zeratul]

Tagi: allegro pl aukcja Bayonetta Dante's Inferno dead space dlc fakt faktu hamburgier jakim kasy lanie mariusz piractwo prosta rynek rynek wtórny