Twórcy gier mają w czterech literach wydania pudełkowe. Nie ogarniają nawet tak prostej rzeczy
Fani tradycyjnych wydań pudełkowych od dawna czują, że grunt pali im się pod nogami, ale ostatnie dni przyniosły im zupełnie nowy powód do zmartwień.
W sieci zaczęły masowo pojawiać się zdjęcia i nagrania z rozpakowywania nowych gier na Xboksa, które wyglądają, jakby na taśmie produkcyjnej kompletnie nikt nad nimi nie panował. Gracze kupujący świeże tytuły, takie jak chociażby Blood of the Dawnwalker, ze zdziwieniem odkrywają, że papierowe okładki są wsunięte do pudełek do góry nogami. Przez to po otwarciu opakowania wytłoczone logo konsoli wita nas odwrócone o sto osiemdziesiąt stopni, a płyta - wbrew kilkunastoletniej tradycji Microsoftu - nagle ląduje po prawej stronie zamiast po lewej.
Na tym jednak bałagan w tłoczniach się nie kończy, bo głos zabrali też właściciele sklepów z grami. Z oficjalnych hurtowni zaczęły do nich spływać partie gier na Xboksa, które w ogóle nie są zafoliowane, a przed otwarciem chroni je tylko zwykła papierowa naklejka na boku.
Co gorsza, dystrybutorzy przebąkują, że od przyszłego roku brak folii ma stać się u tego wydawcy normą. Dla kolekcjonerów, którzy lubią trzymać na półkach idealnie zapakowane egzemplarze, albo dla zwykłych klientów chcących mieć pewność, że nikt wcześniej nie grzebał w środku, to po prostu fatalna wiadomość.
Oczywiście samo odwrócenie papierowej wkładki to drobnostka, którą można naprawić w pięć sekund, a z błędów fabryki łatwo żartować, nazywając je egzemplarzami przygotowanymi na rynek australijski. Pod tymi śmieszkami kryje się jednak spory niepokój całej społeczności. Gracze doskonale widzą, że standardy kontroli jakości lecą na łeb na szyję na każdym froncie - nawet na PlayStation 5 nowe gry, takie jak Control Resonant, coraz częściej docierają do ludzi w popękanych plastikach i z płytami latającymi luzem w środku.
Po ostatnich kontrowersyjnych ruchach Sony, które coraz mocniej spycha fizyczne nośniki na margines, wielu komentujących obawia się efektu domina. Skoro już teraz wielkie korporacje i mniejsi wydawcy podchodzą do tłoczenia płyt z taką bylejakością, zlecając to najtańszym fabrykom bez żadnego nadzoru, to znak, że pudełka traktowane są wyłącznie jak przykry obowiązek.