Nowy Resident Evil ma dostać pazur? Wyczekiwany film "nie daje widzom chwili wytchnienia"
Resident Evil to marka, która od lat nie ma problemu z przyciąganiem uwagi, ale jeśli chodzi o ekranowe adaptacje, bywało z tym bardzo różnie. Raz było więcej widowiska, raz mniej klimatu, innym razem pojawiało się pytanie, czy to jeszcze horror, czy już tylko zabawa znanym logo. Tym bardziej nowy film wzbudza dziś tak duże zainteresowanie, bo wielu fanów po prostu chciałoby wreszcie dostać coś, co nie będzie tylko kolejną grą na sentymencie, ale faktycznie dowiezie napięcie i odpowiedni ciężar.
I wygląda na to, że właśnie w tę stronę to wszystko zmierza. Według doniesień z testowego pokazu, pierwsze reakcje mają być wyraźnie pozytywne. Teraz pojawiły się informacje o tym, że mówimy o 90-minutowym filmie, który od początku do końca stawia na tempo, napięcie i niemal nie pozwala złapać oddechu. Jeden z uczestników seansu porównał całość do horrorowej wersji Fury Road, co samo w sobie brzmi jak całkiem mocna rekomendacja. Sony podobno dało Creggerowi pełną swobodę twórczą, a ten miał postawić na zwartą historię, praktyczne efekty i mocno klaustrofobiczny klimat.
Sama opowieść ma skupiać się na kurierze imieniem Bryan, który podczas śmiercionośnego wybuchu wirusa dostaje zadanie przewiezienia tajemniczej walizki do szpitala w Raccoon City. Nie brzmi to może jak najbardziej skomplikowany punkt wyjścia świata, ale chyba właśnie o to tutaj chodzi - mniej rozbudowanej mitologii, więcej ruchu, grozy i kolejnych koszmarnych sytuacji. Co ciekawe, Cregger otwarcie mówił, że nie zamierza kurczowo trzymać się dotychczasowego lore, a jako jedną z inspiracji wskazywał Evil Dead II. Jeśli więc ten szum wokół filmu się utrzyma, Sony może naprawdę trafić na wyjątkowo udany reboot. Czekacie?