Nowe fragmenty gameplayu z Control Resonant i masa informacji o wrogach. Gra wygląda cudownie
Siedem lat to w świecie Control cała wieczność, co dobitnie pokazuje najnowszy dziennik deweloperski od Remedy.
W Control Resonant trafiamy do zrujnowanego Manhattanu, gdzie jako Dylan Faden musimy zmierzyć się z zagrożeniem, które zdążyło ewoluować w coś znacznie bardziej przerażającego. Znane z pierwszej części frakcje - Syknienie (The Hiss) oraz Pleśń (The Mold) - nie są już tylko grupami opętanych ludzi z karabinami.
Twórcy postawili na znacznie większą złożoność, podkreślając odrębne tożsamości obu sił. Pleśń nie ma już przypominać jedynie „natury przejmującej miasto”, lecz jawić się jako prawdziwie międzywymiarowy koszmar o unikalnej estetyce i agresji.
Kluczowym elementem nowej rozgrywki jest wyspecjalizowanie ról bojowych przeciwników. Sergey Mohov z Remedy zaznacza, że wrogowie przybierają teraz najróżniejsze kształty i rozmiary, co ma wymusić na graczach bardziej taktyczne podejście i żonglowanie dostępnymi narzędziami w odpowiednich momentach.
Co ciekawe, na ewolucję obu frakcji wpływ ma sam świat rzeczywisty, który czyni je bardziej brutalnymi i nieprzewidywalnymi. To już nie jest statyczne zagrożenie zamknięte w biurowych korytarzach Najstarszego Domu, ale dynamiczna siła, która stawia przed nami zupełnie nowe wyzwania w otwartym terenie.
Jednak Syknienie i Pleśń to zaledwie przystawka przed daniem głównym, czyli tytułowymi Resonantami. Te potężne byty stoją na szczycie paranormalnego łańcucha pokarmowego, a ich pokonanie będzie kluczem do rozwoju bohatera. Po walce będziemy mogli udać się do Szczeliny (The Gap) - metafizycznej przestrzeni w umyśle Dylana - gdzie pokonane potwory zostaną przekute w zupełnie nowe zdolności.
Przy tak potężnym arsenale, podniesienie poprzeczki trudności przez Remedy wydaje się logicznym krokiem. Control Resonant zadebiutuje jeszcze w tym roku na Xbox Series X/S, PS5 oraz PC.