Masakra czy zbawienie dla oczekujących na Fallout 5? Gra mogła zostać "wyniesiona" z Bethesdy
Fani postapokalipsy mogą doczekać się nowej przygody szybciej, niż wskazywałyby na to kalendarze Todda Howarda.
Choć Fallout 5 wydawał się do tej pory odległym marzeniem, ukrytym głęboko w cieniu prac nad The Elder Scrolls 6, pojawiają się głosy, że Bethesda może zdecydować się na odważny krok. Weterani studia, w tym Jonah Lobe i Bruce Nesmith, zasugerowali w podcaście Kiwi Talkz, że gigant prawdopodobnie przekaże pałeczkę zewnętrznemu deweloperowi. Wszystko po to, by nowa gra mogła zadebiutować w blasku popularności serialu od Amazona, zamiast kurzyć się na półce z napisem „zrobimy to po 2030 roku”.
Bethesda znajduje się obecnie w trudnym położeniu - oczekiwania wobec TES 6 przekraczają wszelkie normy, a zespół nie jest w stanie żonglować tak wieloma projektami jednocześnie bez uszczerbku na ich jakości. Według byłych pracowników, przekazanie marki w obce ręce (tzw. outsourcing) staje się coraz bardziej realnym scenariuszem. Todd Howard pokazał już zresztą, że nie ma z tym problemu, zlecając pracę nad Oblivion Remastered studiu Virtuos. Po chłodniejszym niż oczekiwano przyjęciu Starfielda, firma desperacko potrzebuje „pewniaka”, a Fallout 5 realizowany przez inne, utalentowane studio mógłby być właśnie takim uderzeniem.
Presja czasu jest ogromna. Premiera gry w momencie, gdy serial wciąż jest świeżym fenomenem, dałaby Bethesdzie gigantyczną przewagę rynkową, której nie mogą zignorować księgowi Microsoftu. Plotki o anulowaniu jednego z pobocznych projektów w uniwersum Fallouta tylko podsycają tezę, że trwają gorączkowe poszukiwania nowej drogi dla serii.