Galaxy AI zmienia zasady na gorsze. Nowe Samsungi poprawią zdjęcia, ale zniszczą fotografię na zawsze
Wraz z każdą kolejną premierą flagowych smartfonów, Samsung mocno promuje swój pakiet Galaxy AI. Narzędzia te stają się coraz potężniejsze, a najnowsze opcje edycji zdjęć pozwalają na manipulację obrazem na poziomie, który do niedawna wymagał godzin spędzonych w Photoshopie.
Redaktorzy serwisu CNET postanowili jednak spojrzeć na te innowacje z szerszej perspektywy, zadając kluczowe pytanie czy sztuczna inteligencja ostatecznie zabija autentyczność zdjęć m.in. w mediach społecznościowych?
Nowe funkcje Galaxy AI pozwalają użytkownikom na niemal magiczne modyfikacje. Kilkoma kliknięciami lub prostym szkicem można wymazać niechcianych przechodniów, zmienić pochmurne niebo w słoneczne popołudnie, przesunąć budynki, a nawet wygenerować obiekty, których w rzeczywistości tam nie było (np. psa leżącego na kanapie czy idealnie dopasowane okulary przeciwsłoneczne na twarzy). Narzędzia te są imponujące technicznie i niesamowicie proste w obsłudze, ale zacierają ostateczną granicę między tym, co nazywamy fotografią (uchwyceniem momentu), a cyfrową sztuką.
CNET słusznie zauważa, że media społecznościowe od zawsze opierały się na starannie wyselekcjonowanej wersji rzeczywistości - dobieraliśmy najlepsze kąty, nakładaliśmy filtry i poprawialiśmy kontrast. Jednak Galaxy AI przenosi to na zupełnie nowy poziom całkowitej fabrykacji. Kiedy każde zdjęcie z wakacji może zostać w kilka sekund zamienione w pozbawioną skaz, sztucznie upiększoną pocztówkę, zaczynamy tracić zaufanie do jakichkolwiek treści wizualnych w sieci.
Oczywiście, Samsung (podobnie jak inni producenci) stara się adresować te obawy, dodając do edytowanych obrazów specjalne znaki wodne w rogu (ikona gwiazdek) oraz tagi w metadanych pliku, informujące o użyciu AI. Problem w tym, że dla zdeterminowanych użytkowników usunięcie takiego znaku (choćby poprzez zwykłe przycięcie kadru) jest banalnie proste, a metadane są zazwyczaj ignorowane przez przeciętnych odbiorców scrollujących Instagrama czy TikToka.
Wygląda więc na to, że wkraczamy w erę, w której uchwycenie tego magicznego momentu fotografując traci jakikolwiek sens. Wszystko wskazuje na to, że do każdego zachwycającego ujęcia w internecie będziemy musieli zacząć przykładać coraz większą miarę sceptycyzmu.