Gracze Marathon znaleźli już haka na amatorów. Tego nie rób podczas gry
Trwające właśnie testy typu „Server Slam” nowej strzelanki od Bungie, Marathon, szybko zweryfikowały nawyki graczy przyzwyczajonych do dynamicznych shooterów.
Największą pułapką, w którą masowo wpadają nowicjusze, jest próba przyspieszenia poruszania się poprzez sprint z wyciągniętym nożem. Choć w wielu grach to standardowy sposób na szybszą rotację, w Marathon jest to najprostsza droga do tragicznego finału. Weterani na Reddicie biją na alarm: jeśli biegniesz na złamanie karku przez Dire Marsh, stajesz się najgłośniejszym i najłatwiejszym celem w całej okolicy.
Kluczem do zrozumienia tej pułapki jest konstrukcja dźwięku, która zbliża Marathon bardziej do taktycznego Hunt: Showdown niż do typowych zręcznościówek. Hałas kroków niesie się na ogromne odległości, a uważna drużyna bez trudu przygotuje zasadzkę na „sprintera”, którego słychać z daleka. Co gorsza, gracz z nożem w dłoni jest kompletnie bezbronny w momencie ataku. Biorąc pod uwagę bardzo krótki czas potrzebny na eliminację (TTK), sekundy stracone na zmianę broni na palną to zazwyczaj wyrok śmierci.
Kolejnym błędem nowicjuszy, na który zwracają uwagę doświadczeni gracze, jest zbyt częste wdawanie się w potyczki z przeciwnikami sterowanymi przez AI. Walka z botami to nie tylko marnowanie cennej amunicji i apteczek, ale przede wszystkim generowanie niepotrzebnego hałasu, który ściąga na nas innych graczy. Najskuteczniejsi łowcy często po prostu „idą na słuch”, czekając, aż amatorzy wystrzelają się z zasobów w walce z SI, by potem bez wysiłku zgarnąć ich łup.