Równość i różnorodność - DEI - nie popsuło Ubisoftu? Zmiana narracji "może zabić studio"
Kensuke Shimoda, były projektant gier w Ubisoft Osaka, postanowił uciąć narastające w sieci spekulacje dotyczące rzekomego negatywnego wpływu polityki DEI (w skrócie: różnorodność, równość i inkluzywność) na kondycję finansową firmy.
Deweloper przyznał, że jest „oszołomiony” skalą dezinformacji sugerującej, jakoby te inicjatywy doprowadziły do spadku cen akcji giganta. Według jego relacji, wewnętrzni orędownicy różnorodności w rzeczywistości nie dysponowali dużą władzą decyzyjną.
Same programy DEI, zdaniem Shimody, jedynie poprawiły sytuację wewnątrz studia, wpływając pozytywnie na atmosferę pracy oraz ułatwiając ekspansję na nowe rynki, m.in. w Ameryce Południowej czy na Bliskim Wschodzie.
Prawdziwe źródła kryzysu leżą zdaniem dewelopera znacznie głębiej i są związane z tzw. „syndromem wielkiego biznesu”, który może dotknąć każdą potężną korporację. Shimoda wskazuje na kilka kluczowych problemów strukturalnych:
- Braki kadrowe w kadrze zarządzającej: W kierownictwie brakuje osób z realnym doświadczeniem w dynamicznych sektorach gier mobilnych oraz modelu free-to-play.
- Bariery komunikacyjne: Ubisoft to firma, której pierwszym językiem jest francuski, co przy globalnym rozroście i otwieraniu biur poza krajami francuskojęzycznymi prowadzi do specyficznych problemów z zarządzaniem.
- Kryzys kreatywności i marketingu: To te czynniki, a nie inkluzywność, doprowadziły do konieczności ogłoszenia „wielkiego resetu”, skasowania sześciu projektów i opóźnienia siedmiu kolejnych.
Shimoda przestrzega, że jeśli Ubisoft postanowi ulec presji i uczyni z DEI kozła ofiarnego, by odwrócić uwagę od realnych błędów strategicznych, może to oznaczać ostateczny upadek firmy. Deweloper podkreśla, że ignorowanie problemów strukturalnych i kreatywnych na rzecz walki z ideologią, która w rzeczywistości nie miała niszczycielskiego wpływu na wyniki, będzie dla studia zabójcze.