"To gra, na którą czekałem całą karierę". Matt Firor odszedł z ZeniMax, bo korporacja zabiła jego marzenie
Siedem lat pracy, dwieście osób na pokładzie i koncept, który sprawił, że Phil Spencer nie chciał wypuścić pada z rąk. To wszystko jednak za mało, gdy w gabinetach decydentów zapada wyrok: tniemy koszty, bo musimy nakarmić nienasyconą bestię zwaną AI. Matt Firor, legenda branży i założyciel ZeniMax Online Studios, po miesiącach milczenia potwierdził to, co podejrzewali wszyscy - skasowanie "Project Blackbird" było dla niego ciosem, po którym nie chciał już dłużej firmować działań Microsoftu swoim nazwiskiem.
Firor, człowiek-instytucja, odpowiedzialny za Dark Age of Camelot i sukces The Elder Scrolls Online, w emocjonalnym wpisie na LinkedIn postawił sprawę jasno. Jego rezygnacja była bezpośrednim skutkiem decyzji o uśmierceniu projektu, który miał być opus magnum jego zawodowego życia.
"Project Blackbird był grą, na której stworzenie czekałem przez całą moją karierę, a jej anulowanie doprowadziło do mojej rezygnacji" - wyznał szczerze Firor.
Dziś, zamiast zarządzać studiem, woli incognito przemierzać Tamriel w ESO jako zwykły gracz, ciesząc się tym, co udało mu się zbudować, zanim korporacyjny walec zmienił kurs.
Im więcej dowiadujemy się o tym tytule, tym większy żal ściska serce. To nie był kolejny generyczny looter-shooter. Mowa o nowym IP z klimatem sci-fi noir, osadzonym na planecie Soteria. Koncept świata był fascynujący: planeta zablokowana pływowo, co oznaczało podział na trzy diametralnie różne strefy. Z jednej strony wieczny lód i mrok, z drugiej spalona słońcem pustynia, a pośrodku – "The Twilight Band", czyli strefa nadająca się do życia, o którą toczyła się walka.
Gracze mieli wcielać się w "Revenants" - agentów pracujących dla różnych syndykatów, wykonując kooperacyjne misje dla 4-6 osób. Brzmi to jak coś świeżego, ambitnego i... drogiego. A jak wiemy, Microsoft ostatnio woli wydawać pieniądze na czatboty niż na ryzykowne, wysokobudżetowe nowe marki. Najbardziej gorzki w tej historii jest fakt, że gra podobno była świetna. Raporty donoszą, że Phil Spencer podczas marcowych testów bawił się tak dobrze, że trzeba mu było "dosłownie wyrywać kontroler z rąk". Jason Schreier z Bloomberga również był pod wrażeniem zaprezentowanego fragmentu. Mimo to, w listopadzie zapadła decyzja o kasacji, a setki ludzi straciło pracę w imię "restrukturyzacji pod inwestycje w AI".
Czy jest w tym tunelu jakiekolwiek światełko? Część zwolnionej ekipy nie złożyła broni i założyła Sackbird Studios. Choć Firor nie jest bezpośrednio zaangażowany w ich nowy projekt (służy jedynie nieformalną radą), to właśnie w nich pokłada nadzieję na to, że duch Blackbird przetrwa w innej formie. Nam pozostaje jedynie smutna refleksja nad stanem branży, w której nawet obiecujący, niemal gotowy hit może zostać skreślony jednym podpisem księgowego.