Blog użytkownika Tom19

Tom19

Tom19 Tom19 24.02.2016, 20:21
God of War: Chains of Olympus - recenzja
1646V

God of War: Chains of Olympus - recenzja

Serię God of War można uznać za fenomen. Każdy kolejno wydany tytuł mimo niezmienionej mechaniki cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Co z tego, że Kratos nadal kopie zadki coraz to większym skurczybykom i co z tego, że mamy powtórkę z rozgrywki. Pomimo zaliczenia prawie wszystkich części, ciągle nabieram się na to samo. Czy Bóg Wojny pozamiatał moją konsolkę PSP? Czy może mamy do czynienia ze spadkiem formy? Sprawdźmy to!

 

 

 

God of War: Chains of Olympus to pierwsza gra z cyklu podyktowana na platformę Sony PSP, mająca swoją premierę kilka lat po wydaniu sprzętu. Sony Computer Entertainment miało nie lada wyzwanie, aby wycisnąć z tak małego urządzenia tyle mocy, aby ukazać grę równie widowiskową co poprzedni bracia stacjonarni. Na wstępie muszę jednak zaznaczyć najważniejsze. Nie ma co porównywać tej części z odsłonami na PS2, ponieważ to trochę inna liga pod względem  wykonania. Nie mam tu na myśli grafiki, ale widowiskowych potyczek z ogromnymi bestiami, epickości miejscówek, ogólnie rozmachu. Jeśli zobaczycie widniejącą na metacritics liczbę 91 to proponuję wymazać myśli i wyobrażenia na temat tej odsłony jako równoprawnej. To nadal dobra gra, ale nawet nie zbliżająca się jakością do świetnej jedynki czy dwójki. Ocena końcowa to składnia wynikająca z ogólnego wrażenia, porównanego z innymi częściami, jak i chłodnego podejścia do ograniczenia sprzętowego konsoli przenośnej. Nie oszukujmy się, ciężko osiągnąć taki rozmach i taką grafikę, tym bardziej cieszy fakt, że w premierowej odsłonie ta sztuka niemal się udała. 

 

Historia jak zwykle tyczy się bogów, których gniew i czyny powodują chaos wśród świata inspirowanego grecką mitologią. Omawiana gra, jest prequelem do pierwszej części wydanej na PS2 i wbrew oczekiwaniom nie posiada w sobie typowej dla serii ,,kanonicznej'' fabuły. Jest to krótko mówiąc opowieść poboczna, która niestety rezygnuje z większych wątków, a co za tym idzie, świetnymi pojedynkami z coraz to ciekawszą ,,śmietanką towarzyską''.           
Początek przygody może i podsyca nasze oczekiwania, sprawiając finalnie błędny kierunek, który z każdą kolejną godziną uświadamia, że nie do końca jest tak jak być powinno, ale o tym za chwilę. 

 

 

Wspominając o historii, błędem byłoby nie omówienie tego jakże ważnego elementu. Helios, bóg słońca, został porwany przez tytana Atlasa, przez co Morfeusz spowija świat w śmiercionośnej mgle. Kratos jest przyzwany przez bogów Olimpu aby ,,zbadał'' sprawę w typowy dla siebie sposób, co doprowadzi do niejednego rozlewu krwi.
Tak jak wspomniałem opowieść nie leży w ramach głównego nurtu, bardziej pobocznej przygody, która przedstawiona jest w fajny sposób i tyle. 
Mechanika i wszystko inne to kopia znanego nam systemu walki, mitycznych przeciwników i prostych niczym układanie klocków w tetrisie zagadek. 
Nie ma mowy o rewolucji, bo takowej się nikt nie domagał, bo co można poprawić w szkielecie rozgrywki, który jest idealny? Właśnie nic...


Kratos, jako spartański wojownik dzierży ostrza chaosu, które w balecie zagrań masakrują dziesiątki pojawiających się przeciwników. Kombinacje ciosów to klasyka tych samych zagrań z poprzednich części. Na szczęście poza nimi dochodzi parę nowych cacek, które przydają się mniej lub bardziej. Omówię po jednej najważniejszej broni, kolejno w kategorii ekwipunek i magia. Rękawice Zeusa to alternatywa do szybkich i słabszych ,,łańcuchów'' w postaci wolniejszych ale potężniejszych ciosów. Przypomina trochę rękawicę Nero z czwartej odsłony Devil May Cry z tą różnicą, że ruchom dorównuje szybkości ciężkiego młota. Sprzęt o tyle przydatny, że potrafi być doskonałą przeciwwagą do broni podstawowej a dodatkowo pozwala burzyć co niektóre elementy ( np.: mechanizmy wypuszczające piły tarczowe po ziemi).
Jeśli chodzi o magię moim faworytem jest przywołanie mitologicznej bestii - Efreeta. Wytwarza ogniste pole, które z miejsca zabija maluczkich a poważnie rani tych dużych.
Pozostałe do odkrycia rzeczy, niestety nie są już tak bardzo efektowne, ale na szczęście nadrabiają efektywnością, zwiększając umiejętności defensywne lub pomagając w przejściu do niedostępnego terenu.

 

Nie ma co porównywać tej części z odsłonami na PS2, ponieważ to trochę inna liga pod względem  wykonania. Nie mam tu na myśli grafiki, ale widowiskowych potyczek z ogromnymi bestiami, epickości miejscówek, ogólnie rozmachu. Jeśli zobaczycie widniejącą na metacritics liczbę 91 to proponuję wymazać myśli i wyobrażenia na temat tej odsłony jako równoprawnej.


Terenu, który jak przystało na serię jest zaprojektowany z rozmachem. Do otoczenia nie można się przyczepić w kwestii designu czy warstwy koncepcyjnej. Mamy zarówno świetne krajobrazy w oddali łącznie z monumentalnymi budowlami. Mamy ciekawą pracę kamery, która ujawnia co ciekawsze widoki w najlepszy możliwy sposób. Mamy wszystko to co przyzwyczaiła nas seria. 
Od Attici, miasta położonego przy plaży i otoczonego wielkim murem, poprzez świątynię Heliosa, która ma swoją podstawę na głowie ogromnego pomnika a kończąc na otchłani piekielnego Hadesu otoczonego morzem lawy. Co najważniejsze, światy są spójne i nie są dodane na siłę, projekt lokacji jednak sprawia wrażenie dostosowanego pod walkę, dając nam tylko pewną namiastkę platformówkowego elementu. Wielka szkoda, że wspinanie się po skałach, nurkowanie i przechodzenie przez kładki zrzucone są na dalszy plan. Brakuje tu trochę większego urozmaicenia, bo w połowie gry dociera do nas, że twórcom kończą się pomysły a nam kończy się cierpliwość, widząc kolejne pomieszczenia w których musimy wybić wrogów. 


Tak...walka tak wspaniała, tak świetnie zrealizowana występuje tu w przesadnie dużej dawce, która niestety nie jest przerywana wielkimi starciami z bossami tudzież absorbującymi zagadkami. Schemat, który się powtarza to: pomieszczenie, pojawiają się przeciwnicy, wspinaczka, pomieszczenie, przeciwnicy, krótka ,,zagadka'', pomieszczenie, prze...i tak dalej. Ja wiem, że to jest slasher, ale od serii God of War wymaga się większej głębi i różnorodności, która przecież cechowała poprzedników wspinając ich na wyżyny popularności. Tutaj miałem nieraz wrażenie jakbym pokonywał łańcuszek komnat, w którym liczyło się wybicie wrogów, aby otworzyć kolejną, tylko z innymi gagadkami. 
Dla potwierdzenia moich słów niech świadczy fakt, że zagadek w grze uświadczymy raptem kilka na krzyż na zasadzie 'przesuń skrzynie', a samych elementów platformowych jest kilkakrotnie mniej niż w innych seriach, bo i gra jest strasznie krótka.   

 

 

Na swojej drodze napotkamy starych znajomych w postaci minotaurów, szkieletorów, cyklopów, pso-podobnych stworzeń i latających maszkar. Większość z nich możemy załatwić w brutalny sposób, wbijając ostrze prosto w oczy czy przecinając cielsko na pół. Gra jest nadal brutalna i nie próbuje ukryć wnętrzności naszych oponentów, które tryskają na lewo i prawo. W tym aspekcie jest to stary dobry GoW, który mimo przenośnej platformy docelowej robi to co ma robić, w bardzo dobry, widowiskowy sposób. Sterowanie na szczęście jest przemyślane i po godzinnej rozgrywce nie bolą paluchy, co w niektórych grach akcji jest nieuniknione ( patrz: Syphon Filter). W tym aspekcie warto się zatrzymać, aby omówić jedno. Jeśli twoje oczekiwania co do tego, że doznasz zapadających w pamięć epickich starć, wywołujących opad szczęki - są duże, to muszę cię zaskoczyć. Oprócz pierwszego bossa, a mianowicie Bazyliszka, nie doświadczysz ciekawszych momentów. Owszem niektóre pojedynki dają radę, ale porównując je nawet do początkowego starcia z matką Hydrą w pierwszym God of War, wypadają słabo.  


Sytuacje ratuje fakt, że na niektórych trzeba mieć inną taktykę, wykorzystując odpowiedni ekwipunek lub otoczenie, które jest interaktywne z kilkoma przeszkadzajkami.
Jak wspominałem, walk z mniejszymi jednostkami jest od groma, z większymi spotkamy się od czasu do czasu, a z zagadkami i elementami platformowymi jeszcze mniej.
Te ostatnie związane z eksploracją sprawiają mieszane uczucia. Z jednej strony mamy niezły fragment podwodny i spacer w czarnej niczym smoła śmiercionośnej mgle, z drugiej sporadyczne i dziecinnie proste zagadki, wykorzystujące ,,elementy'' otoczenia w postaci pomników i skrzyń.  
Ważną kwestią, którą nie omówiłem są kufry z uzupełnieniem życia, magii i doświadczenia. Te ostatnie najważniejsze, zyskamy również zabijając przeciwników. Poza tym możemy znaleźć mniej lub bardziej ukryte kufry z oczami Gorgony (wzrost paska życia) i piórami Feniksa (wzrost paska magii). Doświadczenie przydaje się do rozwoju oręża i posiadanych mocy, sprawiając, że wzrasta nam liczba kombinacji ciosów i potęga zadawanych obrażeń.

 

Strona techniczna jest na wysokim, ale nie najwyższym poziomie, bo kontynuacja (Duch Sparty) pokazała, że można jeszcze lepiej. Mimo to, konsolka wyciąga sporo mocy obliczeniowej, którą widać od pierwszego zetknięcia z tytułem. Dynamiczne cieniowanie, odbicia pomieszczenia w posadzce, rażący ogień, smugi po ciosach i promyki światła wpadające przez okno do lokacji mogą się podobać. Przywiązanie do szczegółów jest ogromne, więc w tym aspekcie nie można się naprawdę do niczego przyczepić...nawet na siłę :)
Kompozycja muzyczna to ciągle te same, aczkolwiek świetne motywy, łączące instrumenty dęte z bębnami. Gerard Kendrick Marino jako kompozytor spisał się doskonale dając nam smak mitologicznej podróży za sprawą kilku charakterystycznych piosenek.  
Voice acting nie odbiega jakością od serii i nadal mamy idealnie dobrany głos pod głównego bohatera tego spektaklu - Kratosa, jak i innych postaci pobocznych tudzież adwersarzy.
Niestety, gra pęka w kilka godzin i co tu dużo mówić, jest najkrótszą grą z tej uwielbianej przez wszystkich serii, sprawiając, że zanim rozkręcimy się na dobre, ujrzymy napisy końcowe.
Szczęście w nieszczęściu, że po ukończeniu głównego trybu gry, dostajemy możliwość zmierzenia się z pięcioma dość trudnymi wyzwaniami, wchodzącymi w skład tzw. Challenge of Hades. Fajnie, że twórcy pomyśleli o dodatkowej zawartości do odblokowania w postaci skórek i filmików 'making of'. 

 

 

 

 

Pierwsza odsłona Boga Wojny na PSP wyszła wyśmienicie w okresie premiery. Posypały się wysokie noty, zachwytami mediów nie było końca. Jednak, gdy opadł kurz ekscytacji kieszonkowego GoW'a, okazuje się, że nie taki wspaniały Kratos jak go malują. Przenośna wersja idealnie sprawdza się dla wytrwałych maniaków serii, którzy pokochali mechanikę gry, zawartą tutaj żywcem z PS2. To gra intensywna, dość efektowna i pozbawiona wad technicznych. Szkoda, że tytuł ten leży w kategorii dodatku do pierwszych trzech części God of War. Trzeźwo myśląc...tak już miało być :)  

 

                                                                                                                            Tomek Woźniak

Tagi: god of war god of war: chains of olympus konsola przenośna Kratos psp recenzja Tom19

Werdykt
God of War: Chains of Olympus - recenzja
Grałem na: PSP
  • + mechanika żywcem przeniesiona z PS2
  • + projekt lokacji/ przeciwników
  • + ścieżka dźwiękowa
  • + walka z Bazyliszkiem!
  • + kilka fajnych momentów ( zwłaszcza początek i zakończenie gry )
  • + zawartość dodatkowa
  • - w pewnych momentach przesyt walki
  • - za mało elementów platformówkowych i logicznych
  • - najkrótsza odsłona w serii
  • - gdzie potężni i wielcy bossowie?
7.5
Tom19
Tom19 Zdecydowanie ,,najsłabsza'' odsłona sagi God of War. Jednak najsłabsza, nie znaczy, że zła! Jest to tytuł przy którym większość będzie się dobrze bawiła. Odpalenie przygód Kratosa podczas posiedzenia w kibelku...bezcenne! :)
Oceń notkę
+ +26 -

crossplay.pl
Oceń profil
+ +134 -
Tom19
Ranking: 42 Poziom: 77
PD: 56528
REPUTACJA: 38603