Ranking sekwencji otwierających w serii filmów "Krzyk"- BEZ SPOILERÓW
Sekwencje otwierające w kolejnych częściach "Krzyku" to już niemal znak rozpoznawczy tej liczącej już sidem części serii horrorów. Początek każdej części z założenia jest efektowny, oryginalny i wprowadzający w klimat danej części. To takie "trzęsienie ziemii" od którego zaczyna się dana produkcja stanowiące w pewnym sensie samodzielną etiudę kina grozy. Siedem części "Krzyku" to siedem openingów, z których każdy trzyma poziom choć oczywiście wśród nich znalazły się te lepsze i gorsze. Oto ranking wszystkich otwarć od tych najmniej udanych po te, które w mojej pamięci zapisały się najlepiej. Tekst nie zawiera spoilerów.
MIEJSCE SIÓDME: KRZYK 3
Otwarcie filmu, który zamykał pierwszą trylogię "Krzyku" jest soidnie zrealizowane i napisane. Słowem klucz jest w tym przypadku właśnie "solidnie". To otwarcie bowiem nie ma w sobie nic oryginalnego czy zaskakującego. Ot, kolejna scena zabójstwa ze slashera. Trudno znaleźć w niej coś co wybijałoby ją na tle innych sekwencji znanych z dziesiątek innych slasherów. W sumie jedyny element, który minimalnie wybija tę scenę ponad przeciętność to fakt, że ginie w niej jedna z kluczowych postaci oryginału. To sygnał od twórców, że w zamknięciu trylogii może zdarzyć się wszystko. Ale problem w tym, że to już jest swego rodzaju interpretacja, której dokonać może garstka widzów. Dla reszty będzie to kolejna sekwencja morderstwa, która równie dobrze mogłaby się znaleźć w samym środku fabuły.
MIEJSCE SZÓSTE: KRZYK 7
Otwracie najnowszej odsłony zapowiada się naprawdę dobrze i klmatycznie. Para fanów udaje się do domu Stu Marchera aby zwiedzić kultową dla nich miejscówkę. Szkoda tylko, że poza ciekawym tłem reszta sekwencji jest boleśnie wręcz schematyczna. Para zostaje uśmiercona i koniec. Brak tu jakiegoś twistu czy czegokolwiek co mogłoby nadać tej sekwencji jakiegoś oryginalnego kolorytu. W sumie to całkiem adekwatne do reszty produkcji, która jest dokładnie taka jak jej otwarcie. Miałka, pozbawiona większych emocji i jedynie żerująca na nostalgii.
MIEJSCE PIĄTE: KRZYK 5
Piąta odsłona horrowego cyklu miała stanowić dla całej serii zupełnie nowe otwarcie stanowiąc swego rodzaju requel czyli połączenie starego z nowym. I taka jest również sama sekwencja otwierająca. To swego rodzaju remake otwarcia oryginalnego "Krzyku". Twórcy openingiem oddają cześć oryginałowi jednocześnie wprowadzając go w nową formułę, w której meta komentarz jest ważniejszy niż samo straszenie. Brak tu wprawadzie jakiegoś wybitnego elementu zaskoczenia, ale trudno odmówić całej sekwencji klimatu i inteligentnych odwołań do całego dziedzictwa serii. I ta właśnie cienka granica między odwołaniem do dziedzictwa serii, a żerowaniem na sentymecie sprawia, że opening piątego krzyku bije na głowę otwarcie najnowszej siódmej odsłony.
MIEJSCE CZWARTE: KRZYK 2
"Krzyki" od zawsze stanowiły swego rodzaju meta-komentarz do kina grozy, którego same były istotną częścią. Otwarcie dwójki ten meta-komentarz wynoszą na zupełnie nowy poziom. Oto dwójka nastolatków udaje się do kina na film inspirowany wydarzeniami z pierwszego "Krzyku". Oglądając film w domowym zaciszu może nie robi to takiego wrażenia. Ale osoby będące w kinie mogły się poczuć zupełnie abstrakcyjnie. Oto oglądają w kinie sequel filmu, w którym bohaterowie są w kinie na filmie będącym fikcyjną adaptacją wydarzeń z pierwszego filmu. I to właśnie na tym kinowym pokazie dochodzi do morderstwa. Abstrakcja? Conajmniej. Zupełnie jak lekka obawa związana z tym, że kinowy widz "Krzyku 2" znajduje się w niepokojąco podobnej sytuacji jak filmowe ofiary. To musiało wzbudzać niepokój i za samo to warto nagrodzić tę sekwencję czwartym miejsce. Jak również za to, że to po prostu solidnie zrealizowana scena utrzymująca napięcie na możliwie najwyższym poziomie.
MIEJSCE TRZECIE: KRZYK 6
Głupia blondynka, która podstępem daje się zaciągnąć do mrocznej alejki to jeden z najbardziej ogranych horrowych motywów. Otwarcie szóstego "Krzyku" bawi się tym motywem w bardzo kreatywny sposób. Bohaterka daje się złapać w pułapkę, ale zastawioną w tak inteligentny i przemyślany sposób, że widz sam się zastanawia czy na jej miejscu postąpił by podobnie. Ale nie to stanowi o sile tego otwarcia. W pewnym momencie sekwencja stawia na głowie wszystkie zasady panujące dotąd w tej serii sprawiając, że zawarty w niej twsit stanowi zimny prysznic dla każdego fana poprzednich filmów. Prawdziwe "trzęsienie ziemi" jakiego nie powstydziłby się Hitchcock. A przy tym brak tu przesady czy przekoloryzowania. Bardzo przemyślany i efektowny nie tylko w formie, ale w samej treści początek bardzo dobrego filmu.
MIEJSCE DRUGIE: KRZYK
Umieszczenie otwarcia pierwszej odsłony na miejscu drugim, a nie pierwszym może być dla wielu zaskoczeniem. Dla mnie osobiście początek pierwowzoru jest wybitny, ale nie najlepszy. Otwierająca scena z Drew Barrymore do dziś robi wrażenie wzorcowo budowanym napięciem. Młoda dziewczyna sama w domu odbierająca telefon od nieznajomego wydaje się być sztampą. Ale Wes Craven udowodnił właśnie tą sekwencją, że jest mistrzem kinowego horroru. Napięcie wzrasta z każdą minutą kiedy niewinny flirt przez telefon zamienia się w walkę o życia. Otwarcie wieńczy z kolei nie tyle zaskakująca co szokująca scena... krzyku. Od tego właśnie wszystko się zaczęło.
MIEJSCE PIERWSZE: KRZYK 4
Czwarta część "Krzyku" rzadko zajmuje czołowa miejsca w rankingach popularności. Również jeśli chodzi o zarobki ta część jest jedną z najmniej dochodowych. Największą bolączką czwórki jest bowiem to, że twórcy mieli genialny pomysł na otwarcie filmu i jego zakończenie, serwując jednocześnie miałki i przeciętny środek. A jaki jest ten początek? To genialna zabawa konwencją i oczekiwaniami widzów z największym i najbardziej przewrotnym fabularnym twistem w historii całej serii. To mogłaby być spokojnie samodzielna krótkometrażówka, która w idealnych proporcjach łączy makabrę, komedię i kąśliwy komentarz pod adresem współczesnego kina grozy.